Gertruda Hesse Hermann „mocno wątpię w zdolność człowieka do świadomego kształtowania i formowania życia własnego i innych. Zdobywać można pieniądze, także zaszczyty i ordery, ale szczęścia lub nieszczęścia osiągać się nie daje. Można jedynie przyjmować to, co się nadarza, i oczywiście można to czynić na rozmaite sposoby.”

Hesse Hermann Gertruda, tłumaczenie Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska, Media Rodzina 2019.

Podczas czytania dzieł Hessego niemal zawsze odnoszę wrażenie, że czas płynie wolniej, jakby treściwiej, obcy jest mu pośpiech i natychmiastowość. Splątane losy bohaterów Gertrudy, przypominały mi postacie z powieści Sándora Márai, nierzadko cierpiałem i chciałem się poddać, ale za każdym razem przełamywałem się na nowo i oswajałem z tymi dniami bez rezonansu. Moje własne życie leżało odłogiem, od czasu do czasu niewyraźnie odzywało się minione…


„Zachwianie mego całego życia, pół roku wewnętrznej samotności i świadome pożegnanie młodości mnie odmieniły. Teraz uważałem, że niebezpieczną i nieroztropną jest rzeczą wyciągać rękę po los innych, nie miałem ponadto powodu, by swoją dłoń uważać za szczęśliwą, a siebie za dobroczyńcę i znawcę ludzi po tym, gdy moje próby w tym względzie wszystkie się nie powiodły i okryły mnie gorzkim wstydem. Również teraz mocno wątpię w zdolność człowieka do świadomego kształtowania i formowania życia własnego i innych. Zdobywać można pieniądze, także zaszczyty i ordery, ale szczęścia lub nieszczęścia osiągać się nie daje. Można jedynie przyjmować to, co się nadarza, i oczywiście można to czynić na rozmaite sposoby. Co się tyczyło mnie, nie zamierzałem już robić żadnych gwałtownych prób, przenosić swego życia na słoneczną stronę, lecz to, co mi przeznaczone, przyjąć i dźwigać w miarę sił, i obrócić ku dobremu.”


Volker Michels Posłowie wydawcy do Gertrudy (2000), fragment:

„Z trzech wersji powieści finalna Gertruda ma najmniej wspólnego z autobiograficznymi wątkami z okresu spędzonego przez Hessego w Bazylei. Ukazuje ona drogę osobowego i artystycznego rozwoju niepełnosprawnego muzyka Gottfrieda Kuhna, którego talent rozkwita niejako pod presją fizycznego upośledzenia – kalectwa, jakiemu uległ za młodu, próbując dowieść swego męstwa w oczach młodzieńczej miłości. To, że – jak pisał Hesse 27 grudnia 1910 roku do Conrada Haussmanna – „Gertruda jako osoba pozostaje zbytnio w cieniu, nie jest błędem, była ona bowiem dla mnie nie tyle charakterem, co symbolem i zarazem stymulantem, którego Kuhn potrzebował do swego kompletnego rozwoju”. Oprócz tego książka jest też historią przyjaźni dwóch całkowicie różnych osobowości artystycznych: dotkniętego cierpieniem kompozytora – oraz śpiewaka, Don Juana Heinricha Muotha. Obaj kochają się w Gertrudzie, co dramatycznie radykalizuje ich rozwój jako artystów i ludzi. Rozziew dzielący artystę kreatywnie introwertycznego i artystę odtwórczo ekstrawertycznego jest tu ukazany z rzadko spotykaną siłą i wyrazistością.”


„Wszystko, czego pożąda i pragnie młoda krew – zabawa i roztańczona wesołość, miłość i przygoda, triumf siły i uczucia – znajdowało się na drugim brzegu, oddzielone ode mnie na zawsze i nigdy nieosiągalne. Nawet ów przekornie beztroski czas na wpół wymuszonej niefrasobliwości, zakończony wypadkiem na sankach, jawił mi się teraz we wspomnieniach w pięknych i rajskich barwach utraconej krainy radości, której echo wraz z zamierającym bachusowym odurzeniem dochodziło do moich uszu już z bardzo daleka. A gdy czasami noc przerywały burze, kiedy zimny, nieprzerwany huk walących się z góry wód był zagłuszany namiętnym, pełnym skargi szumem wzburzonego jodłowego lasu lub na strychu wątłego domu tysiące tajemniczych odgłosów bezsennej letniej nocy nasilało się z każdą chwilą, leżałem pogrążony w beznadziejnych, płomiennych marzeniach o życiu i miłosnej nawałnicy, gniewny i ubliżający Bogu, i wydawałem się sobie nędznym poetą i marzycielem, którego najpiękniejszym pragnieniem jest przecież tylko migocząca cienka bańka mydlana, podczas gdy tysiące innych ludzi wokół mnie, rozradowanych swą młodzieńczą energią, wyciągały w triumfalnym geście dłonie po wszystkie laury życia.
Ale tak jak święte piękno gór i wszystko, czym codziennie upajały się moje zmysły, docierało do mnie przez zasłonę i przemawiało z osobliwej dali, podobnie też między mną a owym tak często i gwałtownie wybuchającym bólem pojawił się mglisty woal oraz lekka obcość, i niebawem stało się tak, że i jedno, i drugie, blask dnia i nędzę nocy przyjmowałem jak głosy pochodzące z zewnątrz, którym umiałem przysłuchiwać się z sercem nierozdzieranym bólem. W swojej wyobraźni i odczuciu byłem niebem, przez które przeciągają chmury, polem bitwy pełnym walczących ze sobą hord, i czy to radość, czy rozkosz, czy cierpienie, czy depresja, i jedno, i drugie rozbrzmiewało wyraźniej i donośniej, opuszczało moją duszę i przystępowało do mnie od zewnątrz, układając się w harmonię tonów i szeregi dźwięków, które słyszałem jak we śnie i które bez udziału mojej woli brały mnie we władanie.”


„Jak straszliwie tych dwoje pięknych, wspaniałych ludzi cierpiało w milczeniu, nie wiedział nikt z nas. Nie sądzę, by kiedykolwiek przestali się kochać. Lecz w głębi swych istot nie należeli do siebie, odnajdywali się nawzajem jedynie we wzruszeniu i blasku intensywnych chwil. Muoth nie znał nigdy pogodnej powagi afirmacji życia, uspokojonego oddechu w jednoznaczności własnej istoty. Jego nawałnice i deliberacje, jego upadki i dźwiganie się na nowo, jego wieczną tęsknotę za samozapomnieniem i odurzeniem Gertruda była zdolna jedynie tolerować i przyjmować ze współczuciem, lecz nie umiała tego ani zmienić, ani współprzeżywać. I tak oto kochali się nawzajem, ale nigdy nie zbliżyli się do siebie całkowicie…”


„Ja sam wydawałem się sobie zmieniony, nie byłem już zwykłym człowiekiem, lecz czułem się spokrewniony ze wszystkimi, w każdym dostrzegłem rysy braterskie i w każdym wrogie, tu nie umiałem kochać, a tam nienawidzić, lecz wstydziłem się, że tak niewiele pojmuję, i po raz pierwszy w swej płochliwej młodości odczułem wyraźnie, że nie można przejść przez życie i pomiędzy ludźmi tak prosto, tu darząc miłością, tam żywiąc nienawiść, tu wielbiąc, a tam pogardzając, bo to wszystko jest ze sobą nawzajem przemieszane, nie do oddzielenia, a chwilami wręcz nie do odróżnienia.”


„Myślę jednak, że spogląda ku swej wiośnie tak jak ku odległej dolinie ze swoich dawnych podróży, a nie jak ku utraconemu rajskiemu ogrodowi.”


„Czułem się dziwnie i popadałem w osobliwie rzewny nastrój: wszystko, co w owych młodzieńczych latach należało do mojego życia, odsuwało się ode mnie, robiło się obce i znikało. Nagle spostrzegłem, jak bardzo smutno i niewłaściwie żyłem przez ten cały czas, teraz bowiem miłość, przyjaciele, nawyki i radości tamtych lat spadały ze mnie jak stare ubrania, oddzielały się do tego stopnia bezboleśnie, że wręcz można było się dziwić, jak mogłem wytrzymać z nimi tak długo albo one ze mną.”