About

Jestem koneserem rzeczy różnych, których wymienianie nie ma najmniejszego sensu. Kogo interesuje, że chodzę tylko w barefoot i chodząc po kamienistych ścieżkach skaczę jak oszołom z nóżki na nóżkę, jakbym co najmniej stąpała po rozżarzonych węglach. I śniadania, rzecz najważniejsza. Codziennie konicznie avocado z pomidorem i pestkami z dyni, co by te kamienne ścieżki lepiej znosić. I oprócz testowania kolejnych barefootów, wybierania co psiapyszniejszego avocado, czytam dla przyjemności, z nudów czy z powodu bezsenności.

Recenzje to coś czego nie trawię, rozbieranie książek na czynniki pierwsze i analizowanie postaw fikcyjnych bohaterów uważam za bezsensowne, ale każdy ma prawo czytać co chce i pisać o czym chce. Wolnoć Tomku w swoim domku.

No, kupiłam ostatnio Camelbak Quicke Stove Flask, przyznaję ze wstydem, cudo nadające się przykładowo do biegania, recenzje pełne zachwytów i po pierwszym użyciu stwierdziłam, że recenzenci tego produktu wykazali się niezwykłym optymizmem widząc w tym świetny i praktyczny wynalazek. Niestety jakby tego cuda dookoła łapy nie zawijać, to po wypiciu części wody dynda toto niewzruszenie, nijak nie chce przełożyć swej rzekomej użyteczności na rzeczywisty komfort użytkowania, nie wspominając o cenie.

Podobnie jest z książkami, które inni recenzują dla nas, trawią dla nas, aby stworzyć iluzję, że to dobry/zły produkt, zaufaj mi – przetestowałem na własnej skórze. Co będzie książką idealną dla Cześka z Warszawy, niekoniecznie będzie idealne dla Jolki z Pcimia, tylko dlatego, że pan recenzent tak zawyrokował. W końcu wykonuje swoją pracę, za to mu płacą. Czytajmy dla siebie, dla przyjemności, bo ważne aby książka, którą czytamy pozostawiła w nas choćby jedno wspomnienie, uśmiech czy refleksję, nawet jeśli będzie to ledwo zauważalne mgnienie.

Ocenianie książek przez zawodowych, bądź samozwańczych recenzentów sprawia, że produkt jaki dostaje czytelnik do ręki traci na swej świeżości, to jak jedzenie dla niemowląt – papka, pozbawiona pierwotnego kształtu, strawiona, przetworzona, niby łatwo przyswajalna, a jednak papka. Nie poznajemy świata jedząc papki, oswajamy go wkładając w nasze łapki i pyszczki co się da. Kierujmy się własnym gustem, ten nie ma sobie równych.

„Pieśń koguta” Viktor Fischl

„To był orze­szek mądro­ści, który musia­łem roz­łu­pać sam. Byłem podobny wie­wiórce, która obraca dookoła szyszkę, z któ­rej wyłu­skuje dobre nasionka. Naraz przy­po­mniał mi się sen o ateń­skiej ago­rze, kiedy to ja prze­ko­ny­wa­łem Pedra, że nawet jeśli nie możemy wie­dzieć, musimy przy­naj­mniej chcieć.

– Pocze­kaj! – zawo­ła­łem do Pedra, który oczy­wi­ście zda­wał sobie sprawę, że rzu­cił mi kąsek, który przez chwilę zaj­mie moją uwagę, i już szy­ko­wał się do odlotu. – Pocze­kaj, czy to nie ty mówi­łeś, że i kapłon chce, ale nie może?

Na chwilę zamilkł. Potem, jak gdy­bym zmu­sił go do wyzna­nia, wywi­nął się:

– No, dobrze. Jeśli cię to postawi na nogi. Prze­ko­na­łeś mnie. Chcieć – a chcieć może i kapłon – to wię­cej, niż móc.”

Reklamy