Piekło mnie nie chciało – Wspinanie i góry są dla mnie wszystkim. Ludzie do życia potrzebują tlenu, ja potrzebuję jeszcze gór. I tyle – stwierdza po chwili.

Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski, Wielicki Krzysztof Piekło mnie nie chciało, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2019. Audiobook lektor Filip Kosior, Wydawnictwo Agora.

Piekło mnie nie chciało przeczytałam w dwa dni, a potem audiobooka dla przyjemności w drodze wysłuchałam, czyta świetny lektor – Filip Kosior. To kolejna już pozycja o Krzysztofie Wielickim jaką posiadam w swojej bibliotece, choć całkiem miło się czytało dwutomowy Mój wybór, to Piekło mnie nie chciało czyta i słucha się z większym zainteresowaniem. Fotografie pana Krzysia z życia wzięte jak zwykle zabawne, nawet jeśli widziane kolejny raz, to trudno nieraz się nie śmiać z paradnego wyposażenia polskich wspinaczy i barwnego życia na wysokościach.

Do Przełęczy Południowej docierają w cztery godziny, choć zwykle idzie się sześć. Nie czują zmęczenia. Na przełęczy rozbijają namiot. – Zimą, kiedy wywiewa śnieg, odkrywają się tam ogromne zapasy wszelakiego dobra wyniesionego przez poprzednie ekipy – wspomina Wielicki. – Człowiek chodzi po Przełęczy Południowej jak hiena i szuka. Tu chleb się znajdzie, tu galaretki, butle z tlenem, butan.

Uczta na wysokościach: liofilizowany kotlet cielęcy, pasztet, chrupki chleb.

Krzyś okazał się świetnym kompanem: jest bezkonfliktowy, lubi wino, śpi krótko. Człowiek legenda, o którym miło poczytać, nie da się ukryć, że niektóre informacje zawarte w Piekło mnie nie chciało są po części kompilacją znanych już publikacji w odświeżonej, ciekawej szacie, uzupełnione/uaktualnione licznymi artykułami prasowymi, listami, pamiętnikami Wielickiego oraz wywiadami/rozmowami jakie odbyli autorzy. Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski postarali się, aby dociągnąć historię kaprala do września 2019 roku, kiedy to Krzysztof Wielicki otrzymał Złoty Czekan. Dla ciekawych życia prywatnego himalaisty znajdzie się też parę interesujących fragmentów, aktualności z życia dnia codziennego i przemyśleń rodziny pana Krzysia, środowiska wspinaczkowego oraz samego Krzysztofa Wielickiego. Dobór materiału do książki jest rewelacyjny, dla mnie to historia Krzysztofa Wielickiego i himalaizmu (zwłaszcza polskiego) w pigułce, bez zbędnych opisów i zasypywania czytelnika datami. Świetna książka.

Genetyczne obciążenia?
– Po ojcu nie lubię klusek. 
Jak pan odpoczywa?
– Lubię rąbać drewno i kosić trawę, to mnie uspokaja.

Czyta się bardzo dobrze, specyficzne poczucie humoru Pana Krzysia i podejście do życia jest niepowtarzalne. Lata w jakich Polacy rozkręcili himalaizm zimowy obfitowały w anegdoty, niespodziewane zwroty akcji i kuriozalne nieraz sytuacje, takie czasy, człowiek nie wybierał koloru samochodu, czy marki, brało się co zjechało z taśmy. Obiekt marzeń milionów Polaków ma ledwo trzy metry długości i 134 centymetry wysokości. Dwoje drzwi, dwudziestotrzykonny silnik o pojemności sześciuset centymetrów sześciennych i niewielki bagażnik, w którym ledwo mieści się walizka. Waga: sześćset kilogramów, spalanie: pięć litrów na sto kilometrów. Każdy chce mieć Fiata 126p.

Wrócimy w skrócie do głośnej wyprawy – wszyscy żyją tragedią na Broad Peaku. Setki wywiadów, rozmów, komentarzy, opinii. Argumenty i kontrargumenty. Każdy ma zdanie i je wypowiada.

A gdybyśmy zebrali najciekawsze wypowiedzi Wielickiego i ułożyli z nich jego wersję tej historii? Jaka by ona była?

Gdy wyjeżdżałem na tę wyprawę, niczego nie planowałem. Na pewno nie zakładałem, że będę rozdawał karty w decydującej rozgrywce. Miałem nadzieję, że przyda się moje doświadczenie. Zależało mi na tym, żeby wyprawa odniosła sukces i wszyscy szczęśliwie wrócili do domu. Byłem pewien, że nie powinienem zabierać się za górę, lecz skupić się na kierowaniu wyprawą.

Zmagania Wielickiego z K2, to szczególny temat, cztery podejścia samego himalaisty do tej dla wielu intrygującej i wyjątkowo ważnej góry, próby zdobycia jej zimą z pozycji kierownika i kolejna głośna wyprawa za sprawą Denisa Urubko, a później próbie ratowania na Nanga Parbat Tomka Mackiewicza i Elisabeth Revol (jest już w zapowiedziach jej książka Żyję, moja moja tragedia na Nanga Parbat – styczeń 2020), jednym słowem jest jest o czym opowiadać i pisać. Zdecydowanie polecam.


Co sądzi o kierowniku wyprawy?

– Można się różnić pięknie, a można wcale nie pięknie. Byłem po serii wypraw kierowanych przez różne osoby i sposób zarządzania wyprawą przez Machnika oceniałem niekorzystnie. Byliśmy jednak z Jurkiem w takim pędzie, że liczyła się tylko góra. Kwestia, z kim na nią jedziemy, była drugorzędna. Wiedzieliśmy, że będziemy twarzą do góry, a plecami do kierownika – mówi Wielicki.


Wielicki: – Jestem przeciwny klasyfikowaniu, kto był pierwszy, drugi, trzeci, kto szybszy. Alpinizm tym się różni od innych dyscyplin sportowych, że jest strasznie subiektywny. Wiele zależy od pogody i innych czynników zewnętrznych. Porównywanie osiągnięć jest cholernie trudne, wręcz niemożliwe.


Mama zawsze nas uczyła, że najważniejsze jest przebaczenie, bo bez tego nie można iść dalej. Wybaczyłyśmy tacie, choć nigdy nas o to nie prosił – zaznacza Ania.

Jolanta Wielicka mówi z namysłem: – Od lat wszyscy nosimy te góry na plecach. Powiedziałam niedawno Krzysztofowi, że człowiek, który uprawia ryzykowny sport, nie powinien mieć rodziny. Odpowiedział: „Ale ja chcę mieć wszystko”. Sporo w tym racji. Rodzina jest potrzebna, daje alpiniście dodatkowe siły, nie przy wejściu, ale przy schodzeniu, gdy jest najbardziej niebezpiecznie. Myśl o bliskich nie pozwala mu usiąść, zrezygnować, zamarznąć. Każe mu walczyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s