Wehikuł czasu Herbert George Wells – Człowiek zadowolił się życiem w wygodzie i dostatkach kosztem pracy bliźnich, przyjął Konieczność za hasło i wymówkę, ale z biegiem czasu Konieczność zwróciła się przeciwko niemu…

The Time Machine, H.G. Wells (1866 – 1946), tłumaczenie Feliks Wermiński Warszawa 2017. Książka dostępna w internecie w wersji angielskiej (audiobook i wersja elektronicznea).

Kiedy pierwszy raz czytałam Wehikuł czasu zaciekawiła mnie wizja przyszłości jaka zrodziła się w umyśle Wellsa, zważywszy na czas wydania książki była ona imponująca i nadal jest.

Zanim jednak Wells wydał The Time Machine, koncepcja podróży w czasie w nieco odmiennej formie opisana była w opowiadaniu The Chronic Argonauts. Sam Wehikuł czasu dostępny był w conajmniej dwóch wersjach, różnice pomiędzy nimi nie są mi znane.

Wracając do niesamowitej podróży w czasie, w jaką zabiera nas bliżej nieznany naukowiec, zwany Podróżnikiem, warto zwrócić uwagę podczas czytania, że Wells nie zanudza czytelnika historią powstania maszyny, jej istnienie jest wiadomym faktem niemal od początku, to wizja przyszłości, oczekiwania Podróżnika po Krainie Czasu wobec ludzkości i zderzenie z dystopijną rzeczywistością stanowią istotny element tej opowieści, której kontynuację może jeszcze kiedyś poznamy, gdyż Podróżnik po Krainie Czasu zniknął przed trzema laty i, jak wszyscy już wiemy, dotychczas jeszcze nie wrócił. 

„Uczeni – mówił dalej Podróżnik po namyśle potrzebnym dla lepszego sprecyzowania przedmiotu – wiedzą dobrze, że czas jest tylko rodzajem przestrzeni. Oto znany powszechnie wykres – zapis pogody. Krzywa, którą pokazuję, ma wskazywać wahania barometru. Wczoraj rtęć stała wysoko, w ciągu nocy opadła, dziś z rana podniosła się znowu i podnosi się nadal aż do obecnej chwili. Z pewnością rtęć nie kreśli tej krzywej w żadnym z wymiarów przestrzeni znanych powszechnie, natomiast kreśli niewątpliwie taką krzywą, która, jak możemy wywnioskować, przebiega wzdłuż wymiaru czasu.
– Jeśli jednak – odezwał się Lekarz, patrząc uporczywie na płonące węgle – czas jest rzeczywiście czwartym wymiarem przestrzeni, to dlaczego jest i był uważany za coś zupełnie odrębnego? I dlaczego nie możemy się poruszać w czasie tak, jak się poruszamy w każdym innym wymiarze przestrzeni?
Podróżnik po Krainie Czasu uśmiechnął się.
– Czy jest pan tak bardzo pewien, że możemy swobodnie poruszać się w przestrzeni? Możemy poruszać się do woli na prawo i lewo, w tył i w przód, i tak ludzie poruszali się zawsze. Przypuszczam, że mamy swobodę ruchów w dwóch wymiarach. Ale jak poruszać się w górę i w dół? Tu krępuje nas ciążenie.
– Niezupełnie – rzekł Lekarz. – Mamy przecież balony.
– Ale przed wynalezieniem balonów, jeżeli pominiemy wymagające wysiłku podskoki oraz nierówności gruntu, człowiek nie mógł swobodnie poruszać się w kierunku pionowym.
– Zawsze jednak mógł poruszać się cokolwiek w górę i w dół – rzekł Lekarz.
– Łatwiej, daleko łatwiej w dół niż w górę.
– Ale nie jest pan w stanie poruszać się w czasie, wyjść z chwili obecnej…
– I tu właśnie pan się myli, kochany panie. Cały świat ma mylne wyobrażenie pod tym względem. Ustawicznie uciekamy od chwili bieżącej. Nasz byt umysłowy, który jest niematerialny i nie ma wymiarów, porusza się w wymiarze czasu z jednostajną szybkością, od kolebki do grobu, zupełnie tak jakbyśmy nieustannie schodzili w dół, rozpocząwszy nasze istnienie na wysokości pięćdziesięciu mil nad ziemią.
– Największa jednak trudność w tym – przerwał Psycholog – że mogąc się poruszać w każdym kierunku przestrzeni, nie jest pan w stanie poruszać się w czasie.
– To jest właśnie sedno mego wielkiego odkrycia. Nie ma pan jednak racji, mówiąc, że nie możemy poruszać się w czasie. Jeżeli na przykład żywo przypominam sobie jakiś wypadek, to wracam myślą do chwili, w której się wydarzył: staję się wówczas nieobecny, robię na chwilę skok wstecz. Nie możemy, zapewne, zatrzymywać się w czasie na dłużej, podobnie jak człowiek dziki lub zwierzę nie może się utrzymać na wysokości sześciu stóp nad ziemią. Ale człowiek cywilizowany stoi pod tym względem wyżej od dzikiego. Wbrew sile ciążenia może wznieść się w górę balonem; dlaczegóż więc nie miałby mieć nadziei, że zdoła wreszcie zatrzymywać lub przyśpieszać swój bieg w czasie, lub nawet zawracać i puszczać się w inną drogę?
– O, co do tego… – zaczął Filby – to jest już…
– Dlaczego nie? – przerwał mu Podróżnik po Krainie Czasu.
– Sprzeciwia się to rozumowi – rzekł Filby…
– Jakiemu rozumowi? – zagadnął Podróżnik.
– Argumentami może pan dowieść nawet, że czarne jest białym i odwrotnie – rzekł Filby – lecz przekonać mnie pan nie zdoła.
– Być może – rzekł Podróżnik. – Zaczynacie już jednak spostrzegać teraz cel moich dociekań w geometrii czterowymiarowej? Od dawna już świtał mi pomysł machiny…
– Do podróżowania w czasie?! – wykrzyknął Bardzo Młody Człowiek.
– Tak, do odbywania podróży w każdym kierunku czasu i przestrzeni, w jakim tylko jadący udać się zechce…
Filby zaczął się śmiać.
– Robiłem już eksperymenty – rzekł Podróżnik.
– O, jakżeby się taka machina przydała historykowi! – zauważył Psycholog. – Niejeden mógłby cofnąć się daleko w przeszłość i sprawdzić powszechnie przyjętą historię bitwy pod Hastings!
– Czy myślisz, że zwróciłby kto na ciebie uwagę? – rzekł Lekarz. – Przodkowie nasi nie bardzo się rwali do anachronizmów.
– Można by się uczyć greki z ust samego Homera lub Platona – zauważył Bardzo Młody Człowiek.
– I bez wątpienia zatrzymano by cię przy pierwszym egzaminie, bo przecież uczeni niemieccy tak udoskonalili już grekę!
– W każdym razie na tej drodze jest przyszłość – powiedział Bardzo Młody Człowiek. – Dobra myśl! Można by oddać kapitały na procent i puścić się na złamanie karku!
– Na poszukiwanie społeczeństwa – zauważyłem – zbudowanego na zasadach komunistycznych.
– Co za szalone dziwactwa! – zaczął Psycholog.
– I mnie się tak zdawało. Toteż postanowiłem nikomu nic nie mówić, zanim…”

Jeżeli nie chcesz poznać fragmentów wizji Podróżnika nie czytaj dalej.

„Jeżeli wiedza biologiczna nie jest jedynie stekiem błędów, co zatem pobudza inteligencję i energię człowieka? Trudy i wolność: oto warunki, pośród których człowiek czynny, silny i rozważny ostaje się, a słabszy ginie, i które wynagradzają współdziałanie ludzi zdolnych, wynagradzają opanowanie, stanowczość i cierpliwość. A instytucja rodziny i wszystkie te uczucia, które w niej i z niej powstają, dzika zazdrość, troska o potomstwo, poświęcenie rodziców – wszystko to znajdowało usprawiedliwienie i poparcie w związku z niebezpieczeństwami grożącymi młodemu pokoleniu. Gdzie są obecnie owe grożące niebezpieczeństwa? Powstaje oto i rośnie ciągle nowy prąd: przeciwko zazdrości małżeńskiej, przeciwko wybujałemu macierzyństwu, przeciwko namiętności wszelkiego rodzaju. Wszystkie te rzeczy są już teraz sprzeczne z potrzebami wygodnego życia jako przeżytki barbarzyńskiej epoki, zgrzyty w bycie wykwintnym i przyjemnym.

Pomyślałem sobie o wątłych istotach przyszłości, o ich słabej inteligencji, o ogromnych a tak licznych ruinach i przypomnienie to potwierdziło tylko moją wiarę w doskonałe podbicie przyrody przez człowieka przyszłości. Po walce bowiem następuje pokój. Ludzkość była dawniej silna, energiczna, inteligentna i użyła swej bujnej żywotności do zmieniania warunków, w których żyła. I teraz nastąpiło oto oddziaływanie owych zmienionych warunków, bowiem wśród doskonałej wygody i bezpieczeństwa niestrudzona energia, która w nas jest siłą, staje się słabością.

Nawet w naszych czasach pewne dążności i pragnienia, niegdyś konieczne do życia, mogą być źródłem niepowodzeń. Odwaga fizyczna i umiłowanie walki, na przykład, niewielką są dziś pomocą; mogą nawet okazać się przeszkodą dla człowieka cywilizowanego, zaś w stanie absolutnego bezpieczeństwa i równowagi fizycznej umysłowe jak i fizyczne zalety będą najzupełniej zbyteczne. Od niezliczonych już lat — myślałem sobie — nie było tu ani grozy wojny, ani gwałtu jednostki; nie było też niebezpieczeństwa ze strony dzikich zwierząt; nie było epidemii oszczędzającej jedynie silne fizycznie jednostki, ani wreszcie potrzeby pracy. Do takiego życia ci, których nazywamy słabymi, są równie dobrze przystosowani jak silni; słabi już nie są w istocie słabi – co więcej, daleko bardziej przystosowują się oni do warunków życia, gdy tymczasem silnych pożera energia, dla której nie znajdują ujścia. Bez wątpienia, wyszukana piękność budynków, na które patrzyłem, była wynikiem ostatnich wysiłków bezcelowej już energii ludzkiej, bujnym rozkwitem poprzedzającym erę wiecznego pokoju, w którym ludzkość doszła do idealnie harmonijnego zespolenia się z warunkami, w jakich żyła. Taki los spotykał zawsze energię w bezpieczeństwie: zwracała się ona do sztuki i erotyzmu, a po nich znowu zawsze przychodziła słabość i rozkład.

W czasach, na które patrzyłem, ów pęd do sztuki wygasł już był zupełnie. Ustroić się w kwiaty, potańczyć, pośpiewać w świetle słonecznym; tyle tylko pozostało z artystycznych zamiłowań – nic więcej. A i to nawet zaniknie zupełnie wśród radosnej bezczynności. My, ludzie, ostrzymy się na kamieniu szlifierskim bólu i konieczności, a tutaj doznałem właśnie wrażenia, jak gdyby ów nienawistny kamień nareszcie został skruszony.

Gdy tak stałem przy zapadającym coraz bardziej zmierzchu, zdawało mi się, żem w tym prostym objaśnieniu ujął zagadkę świata – całą tajemnicę tego rozkosznie żyjącego ludu. Prawdopodobnie środki, jakich użyli przeciw przyrostowi ludności, były aż nadto skuteczne i zaludnienie raczej się zmniejszało, niż utrzymywało w mierze. To tłumaczyło istnienie opuszczonych ruin. – Bardzo proste było moje objaśnienie i chyba łatwe do przyjęcia, jak to się dzieje z większością teorii opartych na błędzie.”

Wielki tryumf ludzkości, o którym marzyłem, w odmiennym mi się już teraz przedstawiał świetle.

„Gnębiła mnie myśl, że tak krótkotrwałe było marzenie ludzkiego rozumu, który sam działał na swą zgubę. Dopóty dążył bez wytchnienia do wykwintu i wygody, do równowagi społecznej, mając za cel trwałe bezpieczeństwo, aż osiągnął swe dążenie, ale tylko po to, aby w końcu ludzie doszli do tego, co ja ujrzałem! Musiał być jednak moment, kiedy życie i własność osiągnęły to absolutne bezpieczeństwo! Bogacz był spokojny o swe bogactwa i wygody, pracownik – o życie i zatrudnienie. Bez wątpienia, w tym doskonałym świecie nie było już sił niezużytych, nie było nierozwiązanych kwestii społecznych. I oto nastąpił wielki spokój ludzkości.

Ciągła zmienność, niebezpieczeństwa i trudy wyrabiają sprężystość umysłu. Jest to jedno z praw przyrody, na które nie zwracamy uwagi. Zwierzę doskonale przystosowane do otoczenia jest też i doskonałym mechanizmem. Przyroda ucieka się do inteligencji dopiero wtedy, kiedy nawyk i instynkt już nie wystarczają. Nie ma inteligencji, gdy nie ma zmiany i potrzeby zmiany. Inteligencja bywa udziałem tylko takich zwierząt, które napotykają ogromną rozmaitość niebezpieczeństw i potrzeb.

Jak już zauważyłem, człowiek podsłoneczny stał się wątłą piękną istotą, zaś podziemny mieszkaniec jedynie uosobieniem mechanicznej pracowitości. W owej epoce idealnej mechanizacji zabrakło jednakże równie idealnej ciągłości, która podtrzymywałaby trwale ten stan absolutnej mechanizacji. Widocznie z biegiem czasu w owym podziemnym świecie wyczerpały się dostarczane w jakiś sposób środki żywności. Matka-Potrzeba, stojąca na uboczu przez kilka tysięcy lat, wtargnęła znowu w podziemne regiony.”