Podróż na wschód Hermann Hesse, Często wydaje mi się, że całe dzieje powszechne nie są niczym innym, jak książką z obrazkami, w której ukazane jest najgwałtowniejsze i najbardziej ślepe pragnienie ludzkie: pragnienie zapomnienia.

Hesse Hermann Podróż na Wschód, Media Rodzina 2019, tłumaczył Jerzy Prokopiuk. Okładki całej serii są wyjątkowo słabe. Tekst po­wie­ści na pod­sta­wie wy­da­nia Pań­stwo­we­go In­sty­tu­tu Wy­daw­ni­cze­go, 2004. Na końcu książki jest posłowie wydawcy, nie czytam – dla zainteresowanych co autor miał na myśli.

„Wędrówka z Sancho Pansą również były częścią Podróży na Wschód; naszym celem bowiem był nie tylko Wschód, czy też raczej: nasz Wschód był przecież nie tylko jakimś krajem czy pojęciem geograficznym, lecz również ojczyzną i młodością duszy, znajdował się wszędzie i nigdzie, był jednością wszystkich czasów.”

Dzieła Hermanna Hessego zdają się mieć nieskończenie wiele warstw, niemożliwym jest aby niejednoznaczny świat pełen niedopowiedzeń i owiany aurą tajemniczości rozebrać na cząstki, które łatwo poddałyby się interpretacji, temu wewnętrznemu dialogowi. Hermann Hesse jest jednym z moich ulubionych pisarzy, chyba jedynym którego książki mogę czytać wielokrotnie z zaciekawieniem, każdorazowo odnajdując w nich coś innego.

Życie przecież nie jest zabawą. (…)Ale żaden Dawid nie dowiedzie mi, że życie nie jest tylko zabawą. Nie jest ono niczym innym! Jeśli jest piękne i szczęśliwe, to jest właśnie zabawą. Oczywiście, oprócz zabawy można uczynić z niego wszystko, co się da. Można zmienić je w obowiązek, w wojnę lub w więzienie, ale przez to nie stanie się piękniejsze.

Czas jakby zatracił swe znaczenie. Tak zwyczajnie przyznam, że lubię czytać książki Hessego, zawsze po ich lekturze potykam się o siebie, szukając sensu istnienia. Jestem pomiędzy.

Podróż na Wschód na pewnych etapach – rezygnując zresztą z wszelkich banalnych środków nowoczesnych masowych podróży, takich jak koleje, statki parowe, samochody, samoloty itd. – rzeczywiście zawiodła nas do krainy heroizmu i magii.”

Fragment z książki: Gunnar Decker Wędrowiec i jego cień, Świat książki:

Podróż na Wschód, powstała w 1931 roku, jest odpowiedzią pisarza na zmierzch mieszczańskiego świata. Co z rzeczy dla nas ważnych możemy uratować przed zagładą? I jak? Tu gra po raz pierwszy naprawdę staje się ważna. Jeśli chcemy zachować różnorodność stworzonego przez człowieka bogactwa kultury i sztuki, to przede wszystkim w taki sposób, że sami zachowamy zdolność wyobraźni, że będziemy świadomi prawdy magii i czarów, że legendy i baśnie ludów z ich znaczeniem dla życia będziemy stawiać wyżej niż codzienne raporty giełdowe. (…)Nade wszystko jest to jednak pielgrzymka, droga poszukiwania prawdy, którą koniec końców stanowi sama ta mozolna, długa droga. Cytat z Novalisa wskazuje podróżnikom na Wschód drogę: „Dokąd więc zmierzamy? Zawsze do domu”

Tą książką Hesse kontynuuje rozpoczętą w Wilku stepowym podróż w głąb tajemnicy człowieka duchowego, który nie zapomniał ani słuchania i patrzenia, ani czucia i tęsknoty. To – trudno oczekiwać czegoś innego – podróż przez wnętrze, które okazuje się labiryntem. To gra pozorów, które mylą: gabinety luster, maski, sobowtóry, magiczny teatr – to wszystko zjawia się tu jeszcze raz.

W gruncie rzeczy historia Związku Podróżników na Wschód, depozytariuszy tajemnej wiedzy w świecie coraz bardziej pozbawionym tajemnic, to antycypowana wewnętrzna emigracja, na którą udaje się Hesse – ową cienką książeczką – aby od tej pory nigdy więcej jej nie opuścić. Narrator w pierwszej osobie określa siebie jako „skrzypka i opowiadacza baśni”. I wkrótce wyjaśnia się, że ta podróż to wyprawa w głąb biblioteki; oto namiętny czytelnik pisze o tym, co spotyka go, gdy czyta, jak też o tym, co spotyka go w życiu – i wówczas zaciera się różnica między rzeczywistością a wyobraźnią.”

Podróż na Wschódfragment:

„Kiedyś przyszło mi też doświadczyć, iż jeden z moich kolegów pożałował swej decyzji o wstąpieniu do Związku, wyrzekł się swych ślubów i popadł w niewiarę. Był to młody człowiek, którego darzyłem prawdziwą sympatią. Jego osobistą racją, dla której wraz z nami wędrował na Wschód, było pragnienie ujrzenia grobowca proroka Mahometa, o którym słyszał, że za sprawą czarów unosi się w powietrzu. W jednym z owych szwabskich czy alemańskich miasteczek, gdzie zatrzymaliśmy się na kilka dni, ponieważ opozycja Saturna i Księżyca uniemożliwiła nam wyruszenie w dalszą drogę, nieszczęśnik ów, który już od pewnego czasu zdradzał wszelkie objawy smutku i skrępowania, spotkał swego dawnego nauczyciela, któremu pozostawał oddany od czasów szkolnych; nauczycielowi temu udało się naszą sprawę ukazać młodzieńcowi znowu w tym świetle, w jakim przedstawia się ona niewiernym. Z wizyty u tego nauczyciela nieszczęśnik wrócił do naszego obozu w ogromnym wzburzeniu, z twarzą wykrzywioną, i wszczął wrzawę przed namiotem przywódców, a kiedy z namiotu wyszedł Mówca, zawołał doń w gniewie, że ma dość brania udziału w tym pochodzie błaznów, który nigdy nie dotrze na Wschód, że ma dość przerywania podróży na tyle dni tylko ze względu na głupie astrologiczne zastrzeżenia, że ma już powyżej uszu bezczynności, dziecięcych procesji, świąt kwiatów, zarozumiałości magii, pomieszania życia z poezją – i że rzuca swój pierścień przywódcom pod nogi i opuszcza Związek, by zwyczajną koleją powrócić do ojczyzny i do pożytecznej pracy. Był to widok ohydny i żałosny, serca ścisnęły się nam ze wstydu, a zarazem z litości dla zaślepionego. Mówca wysłuchał go przyjaźnie, z uśmiechem pochylił się, by podnieść rzucony pierścień, po czym odezwał się głosem, którego pogodny spokój musiał zawstydzić gwałtownika:

– Porzucasz nas więc i wracasz do świata kolei, do rozumu i do pożytecznej pracy. Porzucasz Związek, porzucasz pochód na Wschód, porzucasz magię, święta kwiatów, poezję. Jesteś wolny, zwalniam cię z twoich ślubów.

– Czy także z obowiązku milczenia? – zawołał żywo apostata.

– Także z obowiązku milczenia – odparł Mówca. – Przypomnij sobie: przysiągłeś, że o tajemnicach Związku milczeć będziesz przed niewiernymi. A ponieważ widzimy, że o tajemnicy tej zapomniałeś, przeto nikomu nie będziesz mógł jej zdradzić.

– Miałbym o czymś zapomnieć? Niczego nie zapomniałem! – zawołał młodzieniec, stracił jednak pewność siebie i kiedy Mówca odwrócił się odeń i wycofał do namiotu, gwałtownie rzucił się do ucieczki.

Żałowaliśmy go wszyscy, ale owe dni były tak pełne przeżyć, iż zdumiewająco szybko zapomniałem o nim. Jednakże w jakiś czas później, kiedy chyba już nikt z nas o nim nie myślał, o młodzieńcu tym zaczęty dochodzić nas wieści powtarzane nam przez mieszkańców wielu wsi i miast, przez które przeciągaliśmy. Miał to być młody człowiek – opisywano go nam dokładnie i wymieniano jego imię – który wszędzie nas szukał. Najpierw opowiadał rzekomo, że należy do nas, a tylko zatrzymał się w tyle w marszu i zgubił nasz ślad, później jednak zaczynał płakać i wyznawał, że sprzeniewierzył się nam i uciekł, teraz wszakże widzi, iż nie może żyć poza Związkiem, toteż chce i musi nas odnaleźć, by paść do nóg naszym przywódcom i błagać ich o wybaczenie. Tu i ówdzie raz po raz słyszeliśmy tę historię: gdziekolwiek się pojawiliśmy, tam biedak miał bawić krótko przed nami. Mówca, zapytany przez nas, co o tym sądzi i jaki będzie los nieszczęśnika, odparł krótko:

– Nie sądzę, by udało mu się nas odnaleźć. – I tak się stało: nigdy go już nie ujrzeliśmy.

Pewnego razu, kiedy jeden z przywódców wciągnął mnie w poufałą rozmowę, zdobyłem się na odwagę i zapytałem go, co będzie z naszym wiarołomnym bratem.

– Odczuwa on przecież skruchę i szuka nas gorliwie – powiedziałem – należałoby mu więc pomóc w naprawieniu błędów, a z pewnością w przyszłości stanie się najwierniejszym z braci związkowych.

– Cieszylibyśmy się, gdyby nas odnalazł – odparł przywódca. – Ale nie możemy mu tego ułatwić. Utrudnił sobie odzyskanie wiary i obawiam się, że nie zobaczy nas i nie rozpozna, gdyby nawet znalazł się wśród nas. Utracił bowiem wzrok duchowy. Sama skrucha nie wystarczy, łaski nie można okupić skruchą, bo w ogóle nie można jej niczym okupić. Wielu już miało podobne doświadczenia, wielcy i sławni mężowie dzielili los tego młodzieńca. Kiedyś w młodości zajaśniało im światło, kiedyś przejrzeli i poszli w ślad za gwiazdą, która rozbłysła nad nimi, ale z czasem odezwał się w nich głos rozsądku i szyderstwo świata znalazło dostęp do ich serc, potem przyszła małoduszność, pojawiły się pozorne niepowodzenia, zmęczenie i rozczarowanie – i tak znowu utracili siebie, zgasł ich wzrok duchowy. Wielu z nich szukało nas przez całe życie bez wytchnienia, ale znaleźć nas już nie mogli, zaczęli więc głosić w świecie, że nasz Związek to tylko piękna baśń, której nie wolno dać się zwieść. Inni stali się naszymi zażartymi wrogami i zaczęli lżyć Związek i szkodzić mu na wszelkie możliwe sposoby.”

Reklamy