Dorota Schrammek Niepełka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niepełka Dorota Schrammek , audiobook, czyta Lena Schimscheiner, wydawnictwo Heraclon International 2019.

Zawsze, kiedy kupuję książkę czy audiobook na prezent, zwłaszcza dla dziecka (po paru niezbyt miłych niespodziankach) staram się zagłębić w temat. Ta seria jest wyjątkowo udana, idealna dla dziewczynki dorastającej, jednak ważne aby mieć świadomość, że są w niej poruszone trudne tematy: relacje w domu, szkole – popularne koleżanki, niepełnosprawność, kradzież, używki; szczególną uwagę należy zwrócić w tej serii na temat anoreksji i bulimii – ukrywanie jej przed rodzicami, podziwianie wystających kości i jaką rolę odgrywają fora internetowe oraz ogólnie dostęp do internetu w tym temacie, nie wspominając o „miłych” komentarzach rówieśników. Przygody Niepełki mogą być dobrym powodem do rozmowy z nastolatkami, historia Anielki cierpiącej na anoreksję z jednej strony może niepotrzebnie zwrócić uwagę dziecka na ten temat, jednak czasami warto być o krok do przodu.

Fragmenty audiobook: https://audioteka.com/pl/search?query=niepe%C5%82ka

Opis wydawcy: Nastoletnia niepełnosprawna Weronika po przeprowadzce do Trzebiatowa na nowo musi budować swój świat. Trafia do klasy, w której prym wiedzie utalentowana muzycznie Kinga. Odkąd w szkole pojawiła się nowa nastolatka, Kinga czuje, że jej pozycja klasowej liderki jest zagrożona. Robi wszystko, by koledzy poczuli niechęć do Weroniki. Czy Kinga zrozumie, czym jest tolerancja i szacunek do drugiego człowieka? Czy zechce zdjąć maskę i odkryć głębię prawdziwej przyjaźni?

fragment:
„Kin­ga spoj­rza­ła przez okno. Był ma­rzec, więc o siód­mej po­win­no już się roz­ja­śniać. Mia­ła jed­nak wra­że­nie, jak­by do­pie­ro co na­sta­ła noc. Dzwo­nią­cy bu­dzik nie po­zo­sta­wiał złu­dzeń co do tego, że jed­nak jest po­ra­nek. Sły­sza­ła krzą­ta­ją­cą się po kuch­ni mat­kę. Szu­miał czaj­nik. Na pew­no przy­go­to­wy­wa­na jest her­ba­ta. Od lat to samo… Jed­ne­go dnia her­ba­ta, dru­gie­go ka­kao. Dzi­siaj do­sta­nie ka­nap­ki z se­rem i z po­mi­do­rem, ju­tro z kieł­ba­są kra­kow­ską i z ogór­kiem. Wszyst­ko tak prze­wi­dy­wal­ne, jak całe ży­cie ro­dzi­ciel­ki. Za­raz na pew­no zaj­rzy do po­ko­ju cór­ki, by spraw­dzić, czy wsta­ła. Dziew­czy­na za­kry­ła twarz koł­drą.
Po chwi­li w przed­po­ko­ju roz­le­gły się kro­ki. Sły­sząc de­li­kat­ne pu­ka­nie do drzwi, Kin­ga jesz­cze szczel­niej się przy­kry­ła.
– Có­recz­ko, trze­ba wsta­wać.
Nie za­re­ago­wa­ła.
– Już czas. – Mama po­de­szła do łóż­ka, by ścią­gnąć z niej koł­drę.
– Zo­staw to! – Dziew­czyn­ka syk­nę­ła i ner­wo­wo po­ru­szy­ła no­ga­mi, pod­ku­la­jąc je. – Wsta­nę za pięć mi­nut.
– Znam cię i wiem, że nie wsta­niesz. Bie­gnij do ła­zien­ki, póki ja jej nie zaj­mę.
W Kin­dze na­ra­sta­ła złość. Ko­niecz­nie mu­sia­ła ją na kimś wy­ła­do­wać.
– Ma­ki­jaż chcesz ro­bić?! I tak ci nie po­mo­że – za­re­cho­ta­ła nie­przy­jem­nie. – Tata też tak są­dzi. Za­py­taj go.
Wie­dzia­ła, że każ­dym sło­wem spra­wia mat­ce przy­krość. Zna­ła jej ugo­do­wy cha­rak­ter, więc była pew­na, że za nie­grzecz­ne za­cho­wa­nie nie spo­tka jej kara. Mia­ła ra­cję. Ko­bie­ta jak­by ni­g­dy nic za­czę­ła po­pra­wiać książ­ki na pół­ce. Dziew­czyn­ka gło­śno wes­tchnę­ła i pod­nio­sła się z po­ście­li.
– Wy­pra­suj mi nie­bie­ską ko­szu­lę – mi­nę­ła mat­kę, nie pa­trząc w jej kie­run­ku – któ­ra bę­dzie pa­so­wać do dżin­so­wej spód­nicz­ki.
– Jest zim­no i pada deszcz. Może za­ło­żysz coś cie­plej­sze­go?
– Naj­chęt­niej ubie­ra­ła­byś mnie we wło­sien­ni­cę! Tak się skła­da, że nie lu­bię two­jej za­kon­nej mody – prych­nę­ła na­sto­lat­ka. – We­zmę twój nie­bie­ski cień do po­wiek.
– Wiesz, że nie mo­żesz ma­lo­wać się do szko­ły…
Od­po­wie­dzia­ła jej kpią­ca ci­sza, a po­tem głu­che trza­śnię­cie drzwi ła­zien­ki.

Kin­ga po­pa­trzy­ła z sa­tys­fak­cją na swo­je od­bi­cie w lu­strze. Ode­gra­ła na ma­mie zły na­strój. Naj­wyż­szy czas przy­go­to­wać się do szko­ły. Prze­krę­ci­ła klucz, aby nikt jej nie prze­szka­dzał, i za­bra­ła się za to­a­le­tę. Pół go­dzi­ny póź­niej była go­to­wa do wyj­ścia.
– Nie zjesz śnia­da­nia?
– Już po­ma­lo­wa­łam usta.
Na­ło­żo­na po­mad­ka pre­zen­to­wa­ła się per­fek­cyj­nie.
– Có­recz­ko, masz do­pie­ro trzy­na­ście lat!
– Za kil­ka mie­się­cy czter­na­ście. – Skrzy­wi­ła się. – Wszyst­kie moje przy­ja­ciół­ki się ma­lu­ją.

Skła­ma­ła. Ro­bi­ły to za­le­d­wie dwie – Emi­lia i Klau­dia. Pierw­sza, dłu­go­no­ga blon­dyn­ka, ma­rzy­ła o ka­rie­rze mo­del­ki. Dru­ga na­to­miast chcia­ła zo­stać ak­tor­ką. Ma­ki­jaż wy­da­wał się nie­od­łącz­nym atry­bu­tem przy­szło­ści dziew­cząt, dla­te­go im wcze­śniej za­czy­na­ły eks­pe­ry­men­to­wa­nie z nim, tym – we­dług nich – le­piej. Za­zdro­ści­ły Kin­dze, któ­ra mia­ła za sobą kon­takt z praw­dzi­wą cha­rak­te­ry­za­tor­ką i wy­stęp przed ka­me­ra­mi.”