Życie pozapsychotropowe, Karol Neubauer – Być jak pies – tak! Chcę być psem! Miskę mieć zapełnioną, bawić się piłką tenisową i wygryzać oczy pluszakom z lumpeksu. Nie martwić się niczym. Czekać, aż pani przyjdzie z pracy i podrapie za uchem.

Karol Neubauer, Życie pozapsychotropowe, Wydawnictwo Psychoskok, Konin 2019. w trakcie opisu

Karolu nie zadałam sobie trudu, aby sprawdzić czy jesteś osobą z krwi i kości, czy też literacką fikcją, zresztą ta wiedza niewiele by wniosła do odbioru książki. Wgryzanie się w cudze życie nie jest moim priorytetem. Współczuję każdemu bycia na życiowym rollercoasterze. Przechlapane jednym słowem. Takie to wydaje się banalne, wystarczy pozytywne nastawienie do życia i będzie cacy, a tu dno, masz w d… nastawienie, bycie i życie. To jak mówienie chorobliwie otyłej osobie przestań żreć, jakby to było takie proste mielibyśmy perfekcyjne społeczeństwo, dumne ze swego sposobu bycia, życia, a może po prostu nudne, przewidywalne i pozbawione wyobraźni.

Szufladkowanie boli bardziej niż niejedno słowo.

„Karol cierpi na ChAD. Chorobę afektywną dwubiegunową. Uważny czytelnik może zauważyć zmieniający się nastrój bohatera. Bardzo wyraźnie widać również okresy remisji choroby. Człowiek cierpiący na ChAD ma w głowie taki przełącznik, w stanie depresji smutek przychodzi bez wyraźnej przyczyny. Świat traci kolory. Brak energii psychicznej powoduje, że chory traci radość z życia. Każde działanie, podjęcie decyzji, najbłahsza sprawa przekracza zdolności adaptacyjne chorego.

Powszechnie stany depresyjne nie są traktowane poważnie. Ludzie bowiem mają deprechę, bo nie zdali egzaminu, pada deszcz lub coś im nie wyszło. Takie spowszednienie choroby depresyjnej powoduje, że ludzie nie traktują chorego człowieka poważnie.
Dzięki książce Karola i opisom jego stanów, także tych najbardziej intymnych: myśli, wniosków i przemyśleń dotyczących jego życia, również seksualnego, czytelnik zbliża się do chorego, u którego występują objawy depresyjne. To przekaz, co zrobić, jak komunikować się z pacjentem, aby nie wyrządzić mu jeszcze większej krzywdy. W swojej książce Karol wskazuje nam, czego absolutnie nie wolno robić w relacji z chorym.
Wnikliwy czytelnik z łatwością odczyta te sygnały i przełoży na relację z pacjentem, członkiem rodziny, u którego występują objawy depresyjne. W swojej książce Autor opisuje sytuacje, w których jest lekceważony, niewysłuchany lub źle potraktowany. Wszelkie pocieszanie chorego, u którego następuje okres depresyjny, powinno być przemyślane, bo możemy tylko pogłębić poczucie krzywdy pacjenta. Po czasie, trudnym do określenia, bo u każdego chorego na ChAD jest to sprawa indywidualna, mózg ponownie używa przełącznika i włącza się okres manii. Mówimy, że to choroba dwubiegunowa. Jednym biegunem jest głęboki smutek, drugim zaś mania. Stan niekontrolowanego podniecenia. Wtedy chorzy są gadatliwi, radośni, rubaszni, żartobliwi. Dlatego też na początku wspomniałam, że uważny czytelnik od razu wyłapie tę zmianę faz. I przyznam się, że wiele wpisów w tej fazie wywoływało u mnie uśmiech. Widziałam bowiem, jak Karol radzi sobie z chorobą i że robi to skutecznie. Ponieważ bardzo lubię Karola i po stokroć dobrze mu życzę, to fakt, że radzi sobie z tak trudną chorobą, jaką jest ChAD, jest dla mnie jak miód na serce. Nie bez kozery mówi się, że choroba afektywna dwubiegunowa to choroba ludzi twórczych, wrażliwych i sławnych. Okres manii bowiem pcha chorego do tworzenia, działania, nawiązywania relacji. Dzięki niej Karol napisał tak dobrą książkę, którą z całego serca polecam wszystkim. Mnie jako terapeutce książka ta pozwoliła wniknąć do głowy Karola jako chorego na dwubiegunówkę i dała większe zrozumienie jej istoty.
Polecam ją wszystkim pacjentom, aby zobaczyli i upewnili się, że można z ChAD żyć. Polecam ją studentom, psychologom i psychoterapeutom jako studium przypadku, co z kolei daje nam, specjalistom pracującym na co dzień, większą wiedzę na temat choroby.
Pamiętajmy, że choroba afektywna dwubiegunowa to poważna choroba. Obserwujmy zatem dokładnie otaczający nas świat i ludzi. Dzięki Autorowi będzie nam łatwiej. Bo jego książkę możemy potraktować również jako psychoedukację. Im więcej wiemy, tym sprawniej pomożemy chorym na ChAD.

Dziękuję, Karol.”

Życie skoncentrowane na dołach i usilnym zmierzaniu do niebytu jest mega męczące. Codzienność z osobą pogrążoną w depresji, czy uraczoną przez życie psychicznym bądź fizycznym odstępstwem od tzw. norm: zachowań, wyglądu, sprawności czy życiowych zdobyczy powszechnie uznawanych za oczywiste dla tzw. przeciętnego człowieka, bywa wyzwaniem zarówno dla chorego jak i całej jego rodziny. Niekończący się rollercoaster. 

Lubię ciszę. Cisza jest tym, co pozwala mi się odnaleźć. Lubię też muzykę. Wtedy łatwiej przelewa się swoje myśli na papier. Jednak dziś jak nigdy zablokowała moje sensory odpowiedzialne za twórcze myślenie.

Twórcze? Jakie twórcze? Wynurzenia dorosłego faceta, co nie potrafi sobie z życiem poradzić i ucieka w pisanie i użalanie się nad samym sobą. To potrafię najlepiej – siedzieć, z całej siły zaciskać dłonią uszy i zastanawiać się, co ze mną dalej będzie. Nie chcę się powtarzać, ale im bardziej pragnę sobie coś uświadomić, tym bardziej myśli uchodzą w dal. Nie dogonię ich. Chcę je zatrzymać. Myślałem, że będzie łatwiej. Cóż, myliłem się. Chciałbym tak stanąć przed samym sobą i zadać sobie kilka pytań, takich bezpośrednich, abym nie miał szansy na wymijające odpowiedzi. Albo i nie.

Nie wiem.

To wszystko jest takie trudne.

Być jak pies – tak! Chcę być psem! Miskę mieć zapełnioną, bawić się piłką tenisową i wygryzać oczy pluszakom z lumpeksu. Nie martwić się niczym. Czekać, aż pani przyjdzie z pracy i podrapie za uchem.

Na YouTube dostępny jest dokument o mężczyźnie, który od wielu lat zmagał się z głęboką depresją, żadne leczenie nie pomagało, miał za sobą liczne próby samobójcze, walczył o prawo do eutanazji, po licznych badaniach i konsultacjach otrzymał zgodę. Po decyzji pozytywnej (każdy jest inny, nie generalizuję, jedynie podaję jako przykład, być może odosobniony) powiedział, że kiedy pozwolono mu na zakończenie życia w humanitarny sposób postanowił że da sobie czas, ta furtka sprawiła, że poczuł się bezpieczniej, bo miał wyjście, jednak na jak długo? Przyznam że jednym z najbardziej niepojętych dla mnie ograniczeń wolności człowieka jest odmowa do rezygnacji z życia na warunkach zainteresowanego, bo chyba wielu nie rozumie, że powinno być to podstawowym prawem każdego z nas. Nie każdy chce podjąć ryzyko związane z nieudanym samobójstwem. Może kiedyś okaże się, że za depresję czy inne zaburzenia naszych pięknych umysłów odpowiadają bakterie, może wystarczy yoga śmiechu, czas pokaże, oby szybko.

Nie radzę sobie z niczym. Nawet moje życie jest ponad moją miarę. Nie daję rady. Zastanawiałem się, czym jestem? Szkaradnym odbiciem w lustrze czy czymś o wiele gorszym, budzącym strach i obrzydzenie? Błądzę i nie potrafię sensu w swoim życiu odnaleźć, tylko cierpienie na każdym kroku. Nie wiem, jak długo jeszcze dam radę. Chciałbym poczuć coś innego niż smutek i żal. Moje serce jest głuche na każde  uczucie. Nie słyszę wołania ogarniętego afazją umysłu. Bujam się w rytm niesłyszalnej muzyki, patrząc na plamy w oddali. Nie ma nic poza moim ciałem. Nie ma mnie, nie ma nikogo. Zamieciona miłość pod dywan. Kiedyś mogłem jeszcze coś zmienić, ale teraz jest już za późno.

Będzie, co będzie. Kiedy zegar wybije odpowiednią godzinę, będę gotowy.

Będę wiedział.

Dla wielu może być niepojęte, jak można być tak wyzbytym uczuć, pozbawionym najmniejszych przejawów empatii, zwyczajnym skur…. A co jeśli dla chorego bycie opryskliwym to jedyna forma wyrazu, na jaką ich stać?

Matka była na badaniach. Jej stanu uległ pogorszeniu. Ma jakieś przerzuty i będzie miała naświetlania. Zmartwiłbym się bardziej, gdyby połówka bułki spadła posmarowaną stroną w dół.

Po co ona w ogóle zadzwoniła?


Teraz jest tak, jakbym na siłę chciał wcisnąć złą część puzzla w obrazek, aby stworzyć całość. Nie pasuję tu. Nie jestem już jego częścią. Taki właśnie jestem. Taki sobie zostawiony.


Pigułki pozwalają zapomnieć, ale nie pozwolą zrozumieć – stworzą tylko otoczkę, maskując to, co jest problemem.


Dla niektórych problemem jest nie tylko choroba, ale i to, co siedzi głęboko zakorzenione. Nie ma człowieka na tym świecie, który by nie nosił swojej własnej, niepowtarzalnej historii. Problemy mogą być te same, ale każdy inaczej sobie z nimi radzi – bądź też nie.


Widziałem siebie, jak samotnie stoję na przystanku z torbą pełną śmierdzących ciuchów. Zacznie się ćpanie – to na bank. Pracy też nie będę szukał, nie jestem gotowy. A czy kiedykolwiek będę?

Życie mnie pewnie i tak znajdzie, gdziekolwiek bym nie był. Domagać się będzie o swoje, bo nigdy nie odpuszcza zaciągniętego wobec niego długu. Jak komornik, tylko bardziej skutecznie.

Może nie wytrwam.

A może tak?

Reklamy