Remigiusz Mróz Listy zza grobu – Nie rozumiem, dlaczego ludzie tak się przejmują i interesują życiem – dodał Zaorski. – Śmierć jest znacznie ciekawsza.

Listy zza grobu, Remigiusz Mróz, Wydawnictwo Filia (książka, audiobook), Poznań 2019. Lektor Marcin Dorociński. Na YouTube na kanale audioteka obecnie dostępny jest fragment audiobooka, ponad godzina.

Bestsellery i kryminały omijam szerokim łukiem, ale jak prezent się dostało, to nie wypada grymasić. Równie dobrze mógł to być Harlequin, prawie 100% pewne, że sama nie kupiłam. Tym razem dostałam książkę i audiobooka.

Marcin Dorociński jako lektor, czego można chcieć więcej, świetna interpretacja, słucha się z przyjemnością i zainteresowaniem. I choć Remigiusz Mróz zdaje się wypełniać bestsellerowe półki niejednej księgarni, to nie przeczytałam ani jednej książki tego pana. Jak dotąd żadna tak nachalnie i w dodatku podwojona nie wparowała na moje półki z takim impetem. Musisz przeczytać usłyszałam. Nie będę udawać że jestem fanem kryminałów, ale wciągnęło mnie, może parę wątków wymagałoby głębszej analizy, ale nie widzę sensu rozbierania Listów zza grobu na czynniki pierwsze, ma sporo plusów i parę solidnych minusów. Krótko: podobało się.

Dowcipna, bez opisów przyrody, wciągająca i pełna dramatyczno – groteskowych zwrotów akcji lektura. Jednak to opinia laika, który spędził miło czas słuchając pierwszego mrozowego audiobooka, książka trafiła na idealny czas. Listy zza grobu może nie powalają, ale mocno wciągają. Moim kryminalnym faworytem jest od lat Georges Simenon i jego Paryski Ekspres. Jedną cechę wspólną ma Mróz i Simenon – masowa produkcja kryminałów, pośród których znaleźć można całkiem ciekawe perełki i tzw. gnioty.

Posłowie (bez obaw, bez spoilera) fragment:

Historia Seweryna układała mi się w głowie od dawna, właściwie nieustannie się zmieniając, przybierając nowe formy i w najlepsze żyjąc własnym życiem. To pisarsko dość wdzięczna sytuacja, bo dzięki temu dany pomysł powoli krzepnie, zamiast obumierać w umyśle. A kiedy już przyjdzie co do czego, autor siada do pisania z werwą i odpowiednią determinacją.
Mankament jest zaś taki, że rozpoczęcie pracy nad taką historią długo się odwleka, bo wydaje się, że powinna ona pożyć sobie jeszcze trochę poza kartami książki. Jej zręby miałem gotowe już w lipcu 2017 roku i byłem pewien, że za moment przystąpię do dzieła. Ale omnia tempus habent. Ostatecznie zabrałem się do tego półtora roku później – przez co siadałem do pisania, doskonale już znając Seweryna i Kaję.
Może dlatego w tej książce mocniej uwydatnił się wątek obyczajowy związany z tymi dwojgiem. A może stało się tak po prostu dlatego, że sam chciałem dowiedzieć się, w jaki sposób rozwinie się ich relacja i jak poukładają sobie życie.
Ostatecznie trudno mi przesądzić, czy zrobili to na dobre. Z tego samego powodu nie wiem, czy ich historia jest zamknięta, czy może czeka na nich kolejny rozdział. Mam nadzieję, że nie zostawią mnie i za jakiś czas jedno lub drugie przypomni o sobie, podsuwając dalsze pytania, na które odpowiedź będę mógł znaleźć jedynie poprzez opisanie ich dalszych losów.

Będzie kolejna część

Zaorski otworzył lodówkę, przebiegł wzrokiem po butelkach piwa, po czym uznał, że otworzy któreś za moment, jak tylko upora się z dyrektorem.
– Więc jaki to problem? – rzucił. – Jeśli z erekcją, naprawdę nie potrzebuję o tym wiedzieć. Podobne rzeczy chodzą za mną od rana i czuję, że kiedyś mnie dopadną.
Wiesław nie odpowiadał, więc należało uznać, że nawet temu człowiekowi o anielskiej cierpliwości w końcu musiało jej zabraknąć.
– Halo? – zapytał Zaorski, zamykając lodówkę.
– Mam problem z tobą, Seweryn.
– To jest nas dwóch.
Zaorski usiadł przy stole i przesunął ręką po jasnym blacie. Nosił jeszcze ślady porannego ekspresowo zorganizowanego śniadania.
– Jak wiesz, jako twój potencjalny pracodawca mam prawo wglądu… cóż, w twoją przeszłość.
Seweryn zamknął oczy i natychmiast pożałował, że nie wyjął piwa.
– I? – zapytał.
– Nie planowałem z tego prawa korzystać, w końcu znam cię od dziecka…
– A jednak pan to zrobił?
– Z czystej ciekawości.
I zapewne szybko tego pożałował, dodał w duchu Zaorski. To komplikowało całą sprawę. Decydując się na powrót do Żeromic, od razu założył, że ktoś taki jak Wiesław Kalamus
okaże się ostoją, a nie przeszkodą. Nie przypuszczał, by dyrektor zdecydował się prześwietlić jego przeszłość.
Niech go chuj, skwitował w duchu.
– Rozumiesz więc, na czym polega mój problem?
– Tak.
– I szczerze mówiąc… nie jestem pewien…
– Czy przyjmować mnie do pracy?
Cisza, która mu odpowiedziała, była dostatecznie wymowna.
– Nie tylko – odezwał się w końcu Kalamus i głęboko nabrał tchu. – Nie wiem też, co zrobić z tą wiedzą.
– Nic.
– Więc może mógłbyś wyjaśnić mi, co to wszystko oznacza?
– Nie – odparł spokojnie Zaorski.
Rozmówca czekał na więcej, ale nadaremno. Seweryn nie miał zamiaru tłumaczyć mu czegokolwiek.
– Stawia mnie to w bardzo kłopotliwej sytuacji – dodał Wiesław. – Mamy już laboratorium, ale wygląda na to, że zabraknie nam patomorfologa.
– Rzeczywiście na to wygląda.
– Może mógłbyś jakoś to…
– Co? – wpadł mu w słowo Zaorski. – Wyjaśnić panu, co to znaczy? Wszystko jest zapewne jasno opisane.
Kalamus zakaszlał cicho w nerwowym odruchu.
– I to wszystko prawda? – spytał niepewnie.
– A jakie to ma znaczenie?
– Cóż… dość duże.
– Więc jeśli powiem, że to bzdury, uzna pan, że wszystko jest w porządku?
Nie musiał odpowiadać. Jeszcze przez chwilę lawirował, dążąc do puenty, a w końcu oznajmił, że w takiej sytuacji nie może przyjąć Zaorskiego do pracy. Seweryn zaklął w duchu i rozłączył się, nie mając zamiaru dłużej wysłuchiwać tłumaczeń Kalamusa.
Wiedział, że gdyby na te sprawy z jego przeszłości trafił ktoś inny, rankiem zapewne wiedziałoby o nich pół Żeromic. Nie, pewnie pół województwa. Wiesław był jednak dobrym przyjacielem rodziny i nawet w takiej sytuacji z pewnością będzie potrafił zachować dyskrecję.
Zaorski przypuszczał, że będzie musiał raz czy dwa spotkać się z dyrektorem i przedstawić mu swoją wersję, ale koniec końców przynajmniej na tym froncie był bezpieczny.
Problem stanowiło to, że najwyraźniej z dnia na dzień stracił pracę – i to jeszcze zanim zdążył ją rozpocząć.

Starałam się z ciekawości wysłuchać innej książki autora, padło na Hashtag, ale była zbyt słaba aby dotrwać chociażby do połowy. Dlatego cieszę się, że na pierwsze spotkanie z Remigiuszem Mrozem padło na Listy zza grobu, bo jest szansa, że jeszcze się spotkamy. Kiedyś. Może.

Reklamy