Du­sza czło­wie­ka w so­cja­li­zmie Oscar Wilde – nowe dzie­ło sztu­ki jest pięk­ne tym, czym Sztu­ka nie była ni­g­dy do­tąd

Oscar Wilde Du­sza czło­wie­ka w so­cja­li­zmie, Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter
Kra­ków 2019, świetne tłumaczenie.

Za­pre­zen­to­wa­ny esej po­li­tycz­ny Du­sza czło­wie­ka w so­cja­li­zmie (ang. The Soul of Man un­der So­cia­lism) to je­den z naj­waż­niej­szych tek­stów kry­tycz­nych Wil­de’a, któ­ry jak w so­czew­ce sku­pia po­glą­dy Ir­land­czy­ka na ustrój spo­łecz­ny, ale tak­że isto­tę czło­wie­czeń­stwa oraz sztu­kę. Pod wie­lo­ma wzglę­da­mi roz­pra­wa ta wy­prze­dza swo­ją epo­kę. Sta­no­wi za­po­wiedź roz­wo­ju no­wych prą­dów in­te­lek­tu­al­nych oraz po­dej­mu­je ak­tu­al­ne do dziś wąt­ki. (Nowy wspa­nia­ły świat Osca­ra Wil­de’a, Ce­za­ry Błasz­czyk)

Oscar Wilde 1854 – 1900, niezwykle barwna postać, odwagą, talentem i ponadczasowością zdecydowanie wyróżniał się spośród tłumu. Jego nonszalancki sposób bycia, elokwencja, odważne i świadome podejście do życia miały jednak swoją cenę. Dwa lata ciężkich robót, zrujnowane zdrowie i samotność, życie w biedzie, śmierć w wieku zaledwie 46 lat. Oscar Wilde niczym fajerwerk eksplodował pozostawiając barwne smugi myśli swych, dzięki wydawnictwom takim jak Karakter mamy szansę na nowo odkrywać nieco przykurzony świat wart ocalenia, Dusza człowieka w socjaliźmie esej zdecydowanie wart poznania.

Du­sza czło­wie­ka w so­cja­li­zmie, od pierwszego spotkania z twórczością Oscara Wilda wiedziałam, że jej autor jest wyjątkowym pisarzem, jego dzieła były niezwykle oryginalne i ponadczasowe.

Niewielu jest artystów spełniających kryteria Oscara Wilda, my z pewnością mamy conajmniej jednego- Maciej Maleńczuk. Pisząc to słucham Hasiok i Maciej Maleńczuk Synu.  Ciekawe, kim był by Oscar Wilde youtuber, równie szokujący i bezpośredni jak za życia?

Czło­wiek za­ha­ro­wu­je się na śmierć, by za­bez­pie­czyć swo­ją wła­sność, cze­mu trud­no się dzi­wić, wie­dząc, jaką wiel­ką prze­wa­gę owa wła­sność daje. Moż­na tyl­ko ża­ło­wać, że spo­łe­czeń­stwo jest zbu­do­wa­ne na ta­kich za­sa­dach, że czło­wiek zo­sta­je we­pchnię­ty w ko­le­iny, w któ­rych nie może swo­bod­nie roz­wi­jać tego, co jest w nim cu­dow­ne­go, fa­scy­nu­ją­ce­go i pięk­ne­go, przez co fak­tycz­nie tra­ci praw­dzi­wą przy­jem­ność i ra­dość ży­cia. Bra­ku­je mu też, w obec­nych wa­run­kach, po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa. Nie­sły­cha­nie bo­ga­ty ku­piec może być – i czę­sto jest – w każ­dej chwi­li ży­cia na ła­sce i nie­ła­sce sił, któ­rych nie może ni­jak kon­tro­lo­wać. Je­śli wiatr za­wie­je o punkt czy dwa prę­dzej, je­śli na­gle zmie­ni się po­go­da czy na­stą­pi inne ba­nal­ne wy­da­rze­nie, jego sta­tek może za­to­nąć, ob­li­cze­nia pój­dą na nic i na­gle sta­nie się bie­da­kiem, do­szczęt­nie po­zba­wio­nym po­zy­cji spo­łecz­nej. Tym­cza­sem nic nie po­win­no móc skrzyw­dzić czło­wie­ka, prócz nie­go sa­me­go. Nic nie po­win­no móc czło­wie­ka po­zba­wić ma­jąt­ku. To, co czło­wiek na­praw­dę po­sia­da, jest w nim. To zaś, co jest poza nim, nie po­win­no mieć żad­ne­go zna­cze­nia.

Oba­le­nie wła­sno­ści pry­wat­nej po­win­no nam przy­nieść za­tem praw­dzi­wy, pięk­ny, zdro­wy In­dy­wi­du­alizm. Nikt nie bę­dzie mar­no­wał ży­cia na gro­ma­dze­nie rze­czy ani sym­bo­li rze­czy. Bę­dzie po pro­stu żył. Żyć – to jed­na z naj­rzad­szych rze­czy pod słoń­cem. Więk­szość lu­dzi za­le­d­wie ist­nie­je, i tyle.


Osiem go­dzin za­mia­ta­nia błot­ni­ste­go skrzy­żo­wa­nia ulic w po­ry­wach wschod­nie­go wia­tru to obrzy­dli­wa ro­bo­ta. Moim zda­niem za­mia­tać tak z du­cho­wą, mo­ral­ną i fi­zycz­ną god­no­ścią nie spo­sób. Za­mia­tać z ra­do­ścią – to by­ło­by obu­rza­ją­ce. Czło­wiek stwo­rzo­ny jest do cze­goś lep­sze­go niż po­ru­sza­nie ku­rzu. Wszel­kie pra­ce tego ro­dza­ju po­win­ny być wy­ko­ny­wa­ne przez ma­szy­ny.

I nie mam wąt­pli­wo­ści, że tak wła­śnie bę­dzie. Po dziś dzień czło­wiek był, w pew­nej mie­rze, nie­wol­ni­kiem ma­szyn i jest coś tra­gicz­ne­go w fak­cie, że kie­dy tyl­ko wy­na­lazł ma­szy­nę, któ­ra wy­ko­nu­ję za nie­go pra­cę, za­czął gło­do­wać. To jed­nak jest, rzecz ja­sna, wy­ni­kiem na­sze­go sys­te­mu wła­sno­ści i sys­te­mu współ­za­wod­nic­twa. Je­den czło­wiek jest wła­ści­cie­lem ma­szy­ny, któ­ra wy­ko­nu­je pra­cę pię­ciu­set lu­dzi. Pię­ciu­set lu­dzi zo­sta­je, w związ­ku z tym, zwol­nio­nych i – nie ma­jąc pra­cy – gło­du­je i za­czy­na kraść. Ten je­den czło­wiek za­bez­pie­cza dzia­ła­nie ma­szy­ny i utrzy­mu­je ją w bie­gu, przez co ma pięć­set razy wię­cej, niż mieć po­wi­nien, i za­pew­ne – co jest znacz­nie istot­niej­sze – znacz­nie wię­cej, niż w isto­cie pra­gnie. Gdy­by ta ma­szy­na była wła­sno­ścią wszyst­kich, każ­dy by ko­rzy­stał z jej pra­cy.


Za­uwa­żyć na­le­ży, że Sztu­ka jest ową in­ten­syw­ną od­mia­ną In­dy­wi­du­ali­zmu, któ­ra spra­wia, że pu­bli­ka pró­bu­je nad nią spra­wo­wać wła­dzę, ty­leż nie­mo­ral­ną, co śmiesz­ną, oraz ty­leż psu­ją­cą, co po­gar­dy god­ną. Ale to nie wina owej pu­bli­ki, któ­ra za­wsze, w każ­dym stu­le­ciu, była fa­tal­nie wy­cho­wy­wa­na. Widz wiecz­nie żąda od Sztu­ki, żeby ta była po­pu­lar­na, żeby za­spo­ka­ja­ła jego po­trze­bę sma­ku, schle­bia­ła jego ab­sur­dal­nej próż­no­ści, mó­wi­ła to, co mó­wio­no mu już wcze­śniej, po­ka­zy­wa­ła to, cze­go oglą­da­niem po­wi­nien być już znu­dzo­ny, ba­wi­ła go, kie­dy czu­je cięż­kość po ob­żar­ciu się do prze­sa­dy, oraz roz­pra­sza­ła złe my­śli, gdy nuży go jego wła­sna głu­po­ta. Sztu­ka tym­cza­sem ni­g­dy nie po­win­na sta­rać się być po­pu­lar­ną. To pu­bli­ka po­win­na sta­rać się być ar­ty­stycz­ną. A to za­sad­ni­cza róż­ni­ca. Gdy­by czło­wie­ko­wi na­uki po­wie­dzia­no, że wy­ni­ki jego eks­pe­ry­men­tów i wnio­ski, do któ­rych doj­dzie, nie mogą kwe­stio­no­wać po­wszech­nych opi­nii w da­nej kwe­stii ani pod­wa­żać obie­go­wych prze­są­dów, ani też ura­żać wraż­li­wo­ści tych, któ­rzy o na­uce nic nie wie­dzą; gdy­by fi­lo­zo­fo­wi po­wie­dzia­no, że ma peł­ne pra­wo do roz­wa­żań w naj­wyż­szych sfe­rach my­śli, je­śli tyl­ko doj­dzie do tych sa­mych opi­nii, któ­re ży­wią lu­dzie nie­się­ga­ją­cy my­ślą do żad­nej zgo­ła sfe­ry – cóż, wów­czas dzi­siej­szy czło­wiek na­uki i fi­lo­zof nie­źle by się uba­wi­li. A prze­cież tak na­praw­dę nie­wie­le lat mi­nę­ło, od­kąd za­rów­no fi­lo­zo­fia, jak i na­uka były pod­da­wa­ne bru­tal­nej i po­wszech­nej kon­tro­li, były pod­le­głe wła­dzy – czy to wła­dzy ogól­nej nie­wie­dzy spo­łe­czeń­stwa, czy to ter­ro­ro­wi i żą­dzy wła­dzy wy­so­kie­go du­cho­wień­stwa i kla­sy pa­nu­ją­cej. Oczy­wi­ście w znacz­nym stop­niu uda­rem­ni­li­śmy już wszel­kie usi­ło­wa­nia spo­łe­czeń­stwa, Ko­ścio­ła czy Rzą­du, któ­re pró­bo­wa­ły mie­szać się do in­dy­wi­du­ali­zmu roz­wa­żań my­ślo­wych, ale za­cho­wa­ło się jesz­cze mie­sza­nie się do in­dy­wi­du­ali­zmu wy­obraź­ni ar­ty­stycz­nej. „Za­cho­wa­ło się” to zresz­tą mało po­wie­dzia­ne; jest ono agre­syw­ne, ofen­syw­ne i bru­tal­ne.


wście­kłość prze­mi­ja­ją­ce­go grzy­ba wo­bec nie­śmier­tel­nej, cza­ru­ją­cej i prze­cud­nie pięk­nej or­chi­dei


Tak samo jest z po­wie­ścią. Sądy ogó­łu i uzna­wa­nie tych­że są­dów jest dla niej za­bój­cze.


Każ­dy może współ­czuć cier­pie­niom przy­ja­cie­la, trze­ba mieć wszak­że szcze­gól­nie do­brą na­tu­rę – a wła­ści­wie na­tu­rę praw­dzi­we­go In­dy­wi­du­ali­sty – żeby współ­od­czu­wać suk­ces przy­ja­cie­la.


To dzie­ło sztu­ki ma za­wład­nąć wi­dzem, a nie widz dzie­łem sztu­ki.