Wymiary życia – Jesteś gotów oddać cały świat za jedno spojrzenie?

Wymiary życia, Julian Barnes, Świat Książki 2013, tytuł oryginału Levels of life, z angielskiego przełożyła Dominika Lewandowska.

Niezwykle oryginale zestawienie tematów, wymowna okładka, której szczególne znaczenie odkryjemy po zagłębieniu się w lekturę. Doświadczenie śmierci bliskiej osoby skłoniło Juliana Barnesa do rozważań nad żalem i żałobą, przemyśleń nad sensem życia i poczuciem kresu. Julian Barnes to wytrawny weteran w tym temacie, trzeba czasu, aby odkryć ile piękna i mądrości kryje się w z pozoru banalnych historiach, jakich jest autorem.

Niektórzy baloniarze noszą korkowe kamizelki ratunkowe na wypadek lądowania na morzu. Ale mnie wydaje się to niesportowe. Uważam, że trzeba ryzykować. Czy uważasz, że jesteś gotów oddać cały świat za jedno spojrzenie, wiedząc że wcześniej czy później czeka cię lądowanie? A jak pisze Julian Barnes: niewiele jest miękkich lądowań.

Aeronautyka i fotografia to osiągnięcia nauki o praktycznym obywatelskim zastosowaniu. A jednak, w pierwszych latach, obie te dziedziny otaczała aura tajemniczości i magii. Te oniemiałe kmioty, które goniły za ciągnącą się po ziemi kotwicą balonu, mogły się spodziewać zarówno, że wysiądzie z niego Szymon Mag, jak i boska Sarah. A fotografia, jak się zdawało, zagrażała czemuś więcej niż amour propre pozującego. Nie tylko mieszkańcy lasów obawiali się, że aparat może ukraść im duszę. Nadar wspomina, że Balzak miał teorię własnego ja, zgodnie z którą na istotę danej osoby składa się niemal nieskończona liczba widmowych warstw, ułożonych jedna na drugiej. Powieściopisarz wierzył również, że w „daguerrowskiej procedurze” magiczne urządzenie zabiera i zatrzymuje jedną taką warstwę. Nadar nie pamiętał, czy ta warstwa miałaby zostać utracona na zawsze, czy też możliwa jest regeneracja; choć złośliwie skomentował, że zważywszy na swoją tuszę, akurat Balzak nie powinien się aż tak obawiać utraty kilku widmowych warstw.


Nasze życie toczy się po równi, w linii prostej, a mimo to – i dlatego – dążymy do czegoś więcej. My, maluczcy, czasem potrafimy sięgnąć tak daleko jak bogowie. Niektórzy wznoszą się poprzez sztukę, inni – poprzez religię; większość – poprzez miłość. Ale kiedy się wznosimy, możemy się też rozbić. Niewiele jest miękkich lądowań. Może się okazać, że naraz suniemy po obcej ziemi, obijając się z siłą, która łamie nogi, wleczeni ku jakimś torom kolejowym. Każda opowieść o miłości to potencjalnie opowieść o żalu. Jeśli nie na początku, to później. Jeśli nie dla jednej osoby, to dla drugiej. Czasem dla obu.


Jest kwestia żalu i żałoby. Można usiłować je rozróżnić, mówiąc, że żal to stan, a żałoba to proces; niemniej jednak nieuchronnie zachodzą na siebie. Czy stan mija? Czy proces postępuje? Jak to stwierdzić? Może łatwiej myśleć o nich metaforycznie. Żal jest pionowy – i zawrotny – podczas gdy żałoba jest pozioma. Żal sprawia, że żołądek podchodzi do gardła, brakuje tchu, krew przestaje dopływać do mózgu; żałoba niesie cię w nowym kierunku. Ale jako że spowija cię teraz chmura, nie da się ocenić, czy utknąłeś gdzieś, czy też wbrew pozorom jesteś w ruchu. Nie dysponujesz żadnym użytecznym drobnym wynalazkiem, jak malutki papierowy spadochron na czterdziestopięciometrowej jedwabnej lince. Wiesz tylko, że nie masz na nic większego wpływu. To twój pierwszy lot, jesteś sam pod powłoką balonu, dostałeś kilka kilo balastu i usłyszałeś, że ten przedmiot w twojej dłoni, którego nigdy wcześniej nie widziałeś, to linka otwierająca klapę.

Na początku, wiedziony przyzwyczajeniem, miłością, potrzebą wzoru, dalej robisz to, co dawniej robiłeś razem z nią. Wkrótce zdajesz sobie sprawę, w jakiej pułapce się znalazłeś: z jednej strony możesz powtarzać to, co robiłeś z nią, ale bez niej – a więc tęskniąc za nią; z drugiej możesz robić coś nowego, coś, czego nigdy z nią nie robiłeś – a więc tęskniąc za nią inaczej. Dojmująco odczuwasz utratę wspólnego słownictwa, tropów, przekomarzanek, skrótów, dowcipów zrozumiałych tylko dla nas, wygłupów, żartobliwych wymówek, miłosnych notek – wszystkich tych mglistych punktów odniesienia, które pozostają żywe w pamięci, ale przekazywane osobie postronnej nie mają żadnej wartości.

Reklamy