Jeden dzień z życia Krzysztof Wielicki – Nie próbujesz – nie zwyciężysz.

Jeden dzień z życia Krzysztofa Wielickiego, Góry Books, Kraków 2018.

Kartki z dzienników 1977-2018 O tym co najważniejsze w górach, wspinaniu i człowieku Zwycięstwa, porażki i tragedie Czyli Himalaje Krzysztofa Wielickiego

Wreszcie grań! Nogi jak telegraf, ręce jak u alkoholika.

Minimalistyczne wydanie na szarym papierze, czcionka miła dla oka, książka małego formatu, czyta się świetnie. Forma idealnie współgra z zawartością.

Jeden dzień! Jak wiele pomieścił pasji, walki, radości, tragedii i smutku…

Krzysztofa Wielickiego zawsze uważałam za mega szczęściarza, a fakt, że nie zginął podczas wspinaczki, a chłop miał „parę” okazji do tego, zakrawa na cud, chyba sam doskonale zdaje sobie z tego sprawę: w 1988 roku – ten sylwester mógł być moim ostatnim. Ale niebo mnie nie chciało, zaś piekło najwyraźniej zignorowało. Widocznie diabeł nie potrzebuje kolejnych wariatów.

Kiedy kupiłam Mój Wybór (nadal nie przeczytany żaden tom) byłam przekonana, że więcej nic na temat pana Krzysia nie wyjdzie, a tu 30 kartek wyrwanych z pamiętnika mojego całkiem długiego już życia. Opisane są dni, o których chętnie opowiadam mojemu synkowi przy kominku. Są również chwile, które powracają w sennych koszmarach. Znalazło się tu też kilka z pozoru błahych i nieistotnych epizodów, które zapadły mi w pamięć z nie do końca zrozumiałych powodów. Choć te historie nie są dokładnym odzwierciedleniem moich prawdziwych, archiwalnych notatek, zachowują to, co najważniejsze: prawdę i szczerość. Mam nadzieję, że zarówno kompozycyjny zamysł tego tomu, jak i jego forma plastyczna – nawiązujące do pamiętnika – przypadną Ci do gustu. Przypadły. Zapraszam w podróż drogą mojego życia, którą naznaczyły i spektakularne wzloty, i bolesne lekcje lub porażki. 

Jestem mile zaskoczona, że książkę czyta się tak dobrze, ekspresowo powiedziałabym. Oprócz tekstów dotyczących wypraw znajdziemy kilka fragmentów dotyczących realiów życia: 22 grudnia 1981 Komenda Wojewódzka MO Nareszcie. Nareszcie mnie dostrzeżono. Jest wezwanie do KWMO dla obywatela Krzysztofa Wielickiego. Stawić się osobiście z dowodem osobistym (…) Może dołączę do kolegów, których bardziej docenili i którzy już siedzą. A może chcą tylko wyciągnąć ode mnie, szarego członka Solidarności jakieś informacje? Na wszelki wypadek Jola daje mi ciepłe rzeczy. (…) Nerwy jak przed atakiem szczytowym, gdy nie wiadomo jaka będzie pogoda i jaki teren, czy dam radę, co mnie czeka. Żegnam się z kolegą przed bramą „Pentagonu”. (…) Pukam. „Wejść!” „Dzień dobry mam tu takie wezwanie”. „OK. Proszę siadać”. O dziwo brzmi to całkiem uprzejmie. Przede mną cywil, nawet nie w mundurze, bez pałki, no ludzki człowiek. (…) Pierwsze merytoryczne pytanie oficera: „Czy otrzymał pan kolorowy telewizor z Ministerstwa Przemysłu Maszynowego jako nagrodę za zdobycie Mt. Everestu zimą?”. Powietrze uchodzi mi z płuc, rozpinam kurtkę. W jednej chwili staje się jasne, że nie przejdę do historii walki podziemnej.

Czy pasję wspinania i zdobywania szczytów można rozpatrywać w kategorii błędu życiowego?

Manaslu 1984 kiedy na zewnątrz cicho sypie śnieg. Najpierw czas na zupę, a potem na duchową rozkosz. Krzysztof Wielicki ma na myśli Cienką czerwoną linię Jamesa Jonesa, zastanawiam się nad mottem tej książki: Jest tylko cienka czerwona linia między rozsądkiem a szaleństwem. Taki niepozorny dwuwiersz, a tak zamieszał mi w głowie. Czy tak jest naprawdę? Próbuję to odnieść do tego, co robimy. Coś mi się wydaje, że albo ta linia jest bardzo gruba, albo są tu dwie linie. dwie czerwone – jedna od strony rozsądku, a druga od strony szaleństwa. Między nimi jest bardzo duża przestrzeń dla tych, którzy mają wyobraźnię, i mała dla tych, którzy biorą rzeczy po imieniu. Lokalizacja tych lini jest bardzo subiektywna i zależy nie tylko od nas samych. (…)Ale jak to się ma do naszej pozycji? Nam nikt nic nie każe, nie walczymy z wrogiem ani nie bronimy ojczyzny. Może łatwiej nam żyć między dwiema liniami, bo to nasz świadomy wybór, nasza pasja?


Jest wspaniale, jest sukces, a potem jedna chwila, jeden telefon… I wszystko bierze w łeb. Rozumiem, że to nie góry zabijają, tylko człowiek popełnia błąd. A może opuszcza go szczęście. Ale nie tak miało być! Ciągle jesteśmy poddawani próbie! Czy ta ścieżka ma swój kres? Jak wiele jeszcze przed nami?

Reklamy