Człowiek w poszukiwaniu sensu – każdy człowiek posiada umiejętność wznoszenia się ponad narzucony mu los

Człowiek w poszukiwaniu sensu, Viktor E. Frankl, tytuł oryginału: Man’s search for meaning, przełożyła Aleksandra Wolnicka, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2016.

Nigdy nie zapomnę, jak pewnej nocy wyrwały mnie ze snu jęki mego współwięźnia, który rzucał się we śnie, najwyraźniej dręczony jakimś straszliwym koszmarem. Jako że zawsze niezmiernie współczułem ludziom cierpiącym z powodu przerażających snów czy delirium, chciałem biedaka obudzić. W ostatniej jednak chwili cofnąłem rękę, przestraszony na myśl o tym, czego się omal nie dopuściłem. Uświadomiłem sobie bowiem boleśnie, że żaden sen, nawet najbardziej koszmarny, nie może być gorszy od otaczającej nas obozowej rzeczywistości, do której nieopatrznie zamierzałem biedaka przywrócić.

Codzienność obozowa w odmiennej formie, nierzeczywisty świat uderza swą realnością. Poniżej fragment przedmowy, w którym dokładnie wyjaśniono o czym jest ta książka, nie ma sensu aby powtarzać coś, co doskonale opisał Gordon W. Allport: Doktor Frankl, pisarz psychiatra, ma w zwyczaju zadawać jedno pytanie swoim pacjentom cierpiącym z powodu rozmaitych mniejszych i większych dramatów: „Dlaczego nie odbierzesz sobie życia?”. W ich odpowiedziach odnajduje zwykle wskazówki, którymi kieruje się w dalszej terapii; jeden człowiek trzyma się życia przez wzgląd na dzieci, inny pragnie wykorzystać jakiś talent, jeszcze innego ratują od zagłady wspomnienia, które warto zachować. Przypomina to wplatanie delikatnych nici czyjegoś przegranego życia w trwałą osnowę sensu i odpowiedzialności. To właśnie jest cel i wyzwanie, jakie stawia sobie stworzona przez doktora Frankla logoterapia, będąca jego współczesną wersją analizy egzystencjalnej.

W swojej książce doktor Frankl opisuje doświadczenia, które doprowadziły go do odkrycia koncepcji logoterapii. Jako długoletni więzień bestialskiej machiny obozów koncentracyjnych poznał smak egzystencji odartej z wszelkiej godności. Jego ojciec, matka, brat oraz żona zginęli w obozach lub znaleźli śmierć w komorach gazowych. Stracił wszystkich najbliższych z wyjątkiem siostry. Czy to możliwe, aby ktoś w jego położeniu, któremu odebrano cały doczesny dobytek i którego ograbiono z wszelkich wartości, cierpiący z głodu, zimna i z powodu brutalnej przemocy, na co dzień obcujący z eksterminacją, mógł uważać życie za coś cennego, zasługującego na to, aby je chronić? Psychiatra, który osobiście doświadczył tak skrajnych przeżyć, jest człowiekiem, którego warto wysłuchać. Jak nikt inny jest bowiem w stanie przenikliwie i ze współczuciem analizować ludzką naturę. Słowa doktora Frankla brzmią przejmująco prawdziwie, ponieważ u ich podstaw leżą doświadczenia zbyt ważkie, by mogły ulec zafałszowaniu. Niniejszy wykład dodatkowo zyskuje na znaczeniu w kontekście pozycji, jaką jego autor zajmuje obecnie na wydziale medycznym Uniwersytetu Wiedeńskiego oraz ze względu na renomę, jaką cieszą się kliniki logoterapii wzorowane na jego słynnej wiedeńskiej Poliklinice Neurologicznej, które jak grzyby po deszczu wyrastają w coraz to nowych krajach.


człowiekowi można odebrać wszystko z wyjątkiem jednego – ostatniej z ludzkich swobód: swobody wyboru swojego postępowania w konkretnych okolicznościach, swobody wyboru własnej drogi


Obserwacje, jakie zgromadziłem na przykładzie tego jednego przypadku, oraz wyciągnięte na ich podstawie wnioski zgadzają się co do joty z pewnym zjawiskiem, na które zwrócił mi kiedyś uwagę naczelny lekarz naszego obozu. W tygodniu pomiędzy Bożym Narodzeniem 1944 roku a Nowym Rokiem 1945 śmiertelność w obozie zwiększyła się w sposób wcześniej nieodnotowany. Według mojego rozmówcy przyczyną tego nagłego wzrostu nie była konieczność cięższej pracy fizycznej, pogarszające się wyżywienie, zmiana pogody ani nowe epidemie. Chodziło po prostu o to, że przeważająca większość więźniów żyła wcześniej naiwną nadzieją, iż Boże Narodzenie spędzą już na wolności, we własnych domach. Jednak w miarę jak do świąt było coraz bliżej, a z frontu nie dochodziły żadne krzepiące wieści, więźniowie coraz bardziej tracili nadzieję i ulegali rozczarowaniu. To zaś miało wprost zabójczy wpływ na ich odporność i w konsekwencji wielu z nich umarło.

Jak już wcześniej wspominałem, początkiem wszelkich prób wskrzeszenia w człowieku jego wewnętrznej siły musiało być wskazanie mu jakiegoś celu w życiu. Słynne słowa Nietzschego – „Ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje” – mogłyby stanowić myśl przewodnią wszystkich psychoterapeutycznych i psychohigienicznych zabiegów skierowanych do więźniów obozu koncentracyjnego. Przy każdej nadarzającej się okazji trzeba było wskazywać im to dlaczego – konkretny życiowy cel – bo tylko w ten sposób mogli odnaleźć w sobie siły do dalszego znoszenia koszmarnego jak swojej egzystencji. Biada temu, kto przestawał dostrzegać w życiu cel, sens i jakąkolwiek wartość, ponieważ zarazem automatycznie zakładał, że nie ma już po co żyć. Nie mijało wiele czasu, a taki człowiek był całkiem stracony. Typowy komentarz, jakim się posługiwał, aby odrzucić wszelkie dodające mu otuchy argumenty, brzmiał: „Nie mam już czego oczekiwać od życia”. Cóż można było na coś takiego odpowiedzieć?

Rzeczą absolutnie niezbędną była fundamentalna zmiana nastawienia człowieka do jego życia. Sami musieliśmy się uczyć, a następnie przekazywać zrozpaczonym towarzyszom, że nie liczy się to, czego my oczekujemy od życia, ale czego życie oczekuje od nas. Musieliśmy przestać zadawać sobie pytania o sens naszej egzystencji, a w zamian nauczyć się myśleć o sobie jak o ludziach poddawanych przez życie – w każdej godzinie dnia – nieustannemu egzaminowi. Chcąc go zdać, należało porzucić czczą gadaninę oraz rozmyślania na rzecz podejmowania właściwych działań i właściwego postępowania. Ostatecznie życie sprowadza się do wzięcia na siebie odpowiedzialności za znalezienie właściwego rozwiązania problemów i zadań, jakie stale stawia ono przed każdym z nas.

Zadania te, a co za tym idzie, również sens życia, są różne dla różnych ludzi i sytuacji. Niemożliwością jest zatem podanie ogólnej definicji sensu życia. Pytań o sens życia nie załatwią ogólnikowe odpowiedzi. „Życie” nie jest bowiem mglistym konceptem, lecz jak najbardziej realną i konkretną rzeczywistością, podobnie jak życiowe zadania są także czymś bardzo realnym i konkretnym. To one kształtują nasze przeznaczenie, które w każdym przypadku jest inne i wyjątkowe. Żaden człowiek i żaden ludzki los nie może być porównywany z innym człowiekiem i innym losem. Każda sytuacja jest niepowtarzalna i każda wymaga innych reakcji. Czasami okoliczności, w jakich się znaleźliśmy, wymagają od nas sterowania własnym przeznaczeniem poprzez konkretne działania. Kiedy indziej lepiej jest skorzystać z okazji do chwili kontemplacji i w ten sposób wygrywać swoje atuty. Zdarza się też, że człowiek jest zmuszony po prostu zaakceptować wyrok losu i pokornie dźwigać swój krzyż. Każda sytuacja jest wyjątkowa i zawsze istnieje tylko jedno właściwe rozwiązanie problemu, z jakim w danej sytuacji przychodzi nam się zmierzyć.

Gdy człowiek odkrywa, że jego przeznaczeniem jest cierpieć, musi potraktować to cierpienie jako zadanie do wypełnienia – jedyne i wyjątkowe zarazem. Musi przyjąć do wiadomości, że także w cierpieniu pozostaje kimś wyjątkowym, samotnym bytem we wszechświecie. Nikt mu nie ulży ani nie będzie cierpieć za niego. Ma on jednak unikatową szansę wyboru sposobu, w jaki uniesie swoje brzemię.

Dla nas, więźniów, podobne rozważania nie były wcale oderwanymi od rzeczywistości spekulacjami. Tylko takie myśli mogły nam wówczas pomóc. To dzięki nim nie popadaliśmy w rozpacz nawet wtedy, gdy szanse na to, aby wyjść z tego koszmaru żywym, zdawały się być bliskie zera. Okres pytań o sens życia – etap naiwnych dywagacji, w których życie rozumiane było jako proces osiągania pewnych celów poprzez aktywne działanie i tworzenie czegoś wartościowego – mieliśmy już dawno za sobą. Dla nas sens życia obejmował teraz szersze zagadnienia życia i śmierci, cierpienia i umierania.

Gdy objawiło nam się już znaczenie cierpienia, nie umniejszaliśmy ani nie lekceważyliśmy obozowych koszmarów, ignorując je czy podtrzymując w sobie fałszywe złudzenia bądź sztuczny optymizm. Cierpienie stawało się dla nas zadaniem, od którego nie chcieliśmy się odwracać. Zdawaliśmy sobie sprawę z ukrytego wyzwania, jakim może być cierpienie, tego samego wyzwania, które kazało poecie Rilkemu napisać: „Wie viel ist aufzuleiden!” – ileż jeszcze trzeba wycierpieć! Rilke mówił o cierpieniu tak, jak inni mówią o zadaniu do wykonania. Przed nami również było wiele do wycierpienia. Konieczne było zatem stanięcie twarzą w twarz z czekającym nas ogromem cierpienia oraz próba ograniczenia do minimum momentów słabości i ukradkowo ocieranych łez. Nie musieliśmy się ich już jednak wstydzić, jako że odtąd miały być dowodem największej ludzkiej odwagi – odwagi, aby godnie cierpieć. Tylko niewielu z nas zdawało sobie z tego sprawę. Niektórzy ze wstydem przyznawali się od czasu do czasu, że zdarzyło im się płakać, jak ów towarzysz, który w odpowiedzi na moje pytanie o to, jak znosi swoje obrzęki, odparł: – Wypłakałem je całkowicie ze swojego organizmu.


Panie doktorze, czy jest pan psychoanalitykiem? – Na co odparłem: – Właściwie nie jestem psychoanalitykiem; powiedzmy, że jestem psychoterapeutą. – On zaś miał już w zanadrzu następne pytanie: – A którą szkołę pan reprezentuje? – Odpowiedziałem: – To moja własna teoria, znana pod nazwą logoterapii. – Czy może mi pan jednym zdaniem wyjaśnić, co to znaczy? – zapytał. – A przynajmniej jaka jest różnica między psychoanalizą a logoterapią? – Owszem – odparłem – ale najpierw pan wytłumaczy mi jednym zdaniem, czym według pana jest psychoanaliza. – Jego odpowiedź brzmiała: – Podczas psychoanalizy pacjent musi leżeć na kozetce i opowiadać terapeucie o rzeczach, o których często nie ma ochoty mówić. – Moja zaś była całkowicie improwizowana: – W takim razie podczas logoterapii pacjent musi siedzieć prosto i wysłuchiwać rzeczy, których często nie ma ochoty słuchać.
Był to oczywiście żart, a nie wersja logoterapii w pigułce. A jednak coś w tym jest, ponieważ w porównaniu z psychoanalizą logoterapia jest metodą znacznie mniej retrospektywną, a bardziej introspektywną. Logoterapia skupia się głównie na przyszłości, to znaczy na tym, do czego pacjent ma w swoim życiu dążyć (logoterapia jest w rzeczy samej psychoterapią skoncentrowaną na sensie życia).

Jedyną rzeczą, jaka dość mocno przeszkadzała mi w drugiej części książki był sposób wyrażania się, trochę zbyt autorytarny, ale może to moje subiektywne odczucie.

Reklamy