Białe zwierzęta są bardzo często głuche. Ivana Myšková – Ciekawe, jak znaczenie rzeczy znika i znowu nieoczekiwanie się pojawia.

Ivana Myšková, Białe zwierzęta są bardzo często głuche, przekład: Elżbieta Zimna.

Białe zwierzęta są bardzo często głuche, to oryginalne opowiadania, mające w sobie niespotykaną dawkę zdawałoby się nierealnej rzeczywistości, jednak ich bohaterowie mają więcej wspólnego z codziennością niemal każdego z nas, niż chcielibyśmy przyznać sami przed sobą. Nie wszystkie opowiadania na równi mnie zaciekawiły. Pośród perełek znalazły się słabe fragmenty, ale tych zdecydowanie jest niewiele. Spodobał mi się język, jakim posługuje się Ivana Myšková, by przelać na papier świat widziany w nieszablonowy sposób. Ciekawy i oryginalny to świat, wypełniony zdawałoby się ekscentrykami, których śladową cząsteczkę ma każdy z nas. Nie zawsze jednak pozwalamy aby dany fragment naszej osobowości ujrzał światło dzienne. Jednostki, o jakich pisze autorka  w pewien sposób ewoluują, przynajmniej ja odniosłam takie wrazenie. Jeśliby ułożyć te opowiadania w nieco innej kolejności, czytelnik z łatwością dostrzegłby ów proces, jednak nie mam żadnych podstaw, by sądzić, iż autorka kierowała się owym procesem w doborze opowiadań do tego zbioru.

Na zasadzie wolnych skojarzeń Białe zwierzęta przypomniały opowiadania Etgara Kereta i fragment z Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek Jonasa Gardella, ten o białym łosiu, który przez wielu postrzegany był jako anomalia, której jak naszybciej należało się pozbyć. Każdy przejaw odmienności jest niemile widziany w ułożonym i szablonowym społeczeństwie, na pewno ów oryginał ma jakieś poważne defekty, wykluczające go z przynależności do masy jednakowych osobników umaszczonych identycznie, jak na jednolitą masę przystało.

Oddaliła ich od siebie potrzeba wygodnego wyspania się, pomyśli Sonia, bohaterka pierwszego opowiadania, zatytułowanego Zasłona. Chciała być zauważana, Ryszard z opowiadania Zew galasów wręcz przeciwnie, starał się, aby wystarczająco starannie zejść światu z oczu, w wolnej chwili wolał uczyć się zachwytu od swojego chłopczyka, by móc w swoim życiu choć raz jeszcze poczuć zachwyt Jureczka. 

Czy warto być odważną, jak bohaterka opowiadania: Podszewka, która mordercę mogłaby zastraszyć bohaterskim czynem: to ja pijana nasikałam do fontanny na rynku! A jemu wypadłaby broń z ręki i zacząłby uciekać i biegłby tak całą noc, oniemiały z przerażenia, aż padłby z wyczerpania. Z tak groźną kobietą spotkał się pierwszy raz w życiu. Prozaiczna dziura w podszewce torebki, staje się bezdenną przestrzenią, mogącą pomieścić życie. Dobrze wiedziała, że niektóre rzeczy znoszą odkładanie na później tylko do pewnego momentu, a po nim są już bezpowrotnie stracone. Takich rzeczy miała pełne mieszkanie i pełną duszę. Zazwyczaj umiała dokładnie wyczuć, kiedy nadejdzie chwila ich zagłady. Zazwyczaj obawiała się jej przez kilka tygodni, ale jak dotąd nigdy nie interweniowała, nigdy nie włożyła najmniejszego wysiłku w prosty akt przeciwdziałania, który mógł zbliżające się nieszczęście odwrócić. Za każdym razem tego żałowała, zasłaniała sobie oczy i przeklinała własną głupotę. A kiedy chwila zagłady wreszcie nadchodziła i zabierała tę rzecz, zwierze albo człowieka, odczuwała ogromną ulgę. Prawdopodobnie z powodu niezłomności nieodwracalnego, jak zaczęła to nazywać. Opuszczała ręce i wzdychała głęboko: teraz nie da się już nic zrobić. W ten sposób, z drżeniem i bolesnymi obawami, czekała na mijanie ważnych terminów – terminów oddania, godzin pracy, przyjazdów, odjazdów, spotkań – terminów urzędowych i osobistych.

   Jak piękne byłoby moje życie – powtarzała za tymi, którzy wciąż jeszcze chcieli dla niej dobrze – gdyby interweniowała przeciwko zagładzie. Przecież to jest takie łatwe! Tak łatwe, że nie mogą w to uwierzyć. Na jak prostej zasadzie jest zorganizowane szczęście! Nie, nie, rzeczy łatwe nie sprawiały jej przyjemności. Jeśli tylko wyczuła w czymś łatwość, oddalała to siebie, jakby to coś cuchnęło Niech pan nie mówi, że wystarczyłoby jedynie, żebym te dokumenty doręczyła w terminie pod stosowny adres. Niech pan nie mówi, że mogłabym z panem być, gdybym odpowiadała na pańskie pytania w chwilach, kiedy je pan zadawał. Niech pan nie mówi, że wyleczyłabym się trzy dni wcześniej, gdybym brała lekarstwa. Niech pan nie mówi, że ten kwiat nie zwiądłby, gdybym go włożyła do wazonu z wodą. Nie, nie, reguły zagłady nie polegają wyłącznie na logice. Przecież takie banalne zabiegi nie wystarczą, żeby pokonać zagładę! Ona i tak by przyszła. Ja to jedynie przyspieszyłam. Na wszystko, co piękne, trzeba czekać. Na nieprzyjemne nie. Pocieszająca jest nieodwracalność niezłomnego. Jak coś ma się popsuć, to się z pewnością popsuje. Bez oglądania się na moje intencje. Kropka. 

Nie wyglądała na zaniedbaną, ale tylko dlatego, że tak bardzo starała się ukryć swoje zaniedbanie. A ukryć da się tak dużo! Kiedy chciała, to ukrywała się, zmieniając w zupełnie inną osobę. Wystarczyło, że zmieniała język. Później już nikomu nie przychodziło do głowy, by szukać obtarć na jej ciele i rozprutych szwów w jej ubraniach. Najszerzej jej zaniedbanie, wypływające z niechęci do stawania czoła rozpadowi  i do łatwego ratowania rzeczy przed zniszczeniem, przejawiało się we wnętrzach jej torebek. Zawartość nawet tej najmniejszej z całą pewnością nie zmieściłaby się w plastikowym woreczku, w jaki policjanci zbierają dowody, a pielęgniarki rzeczy po zmarłych. Nie starczyłoby na to nawet dwóch woreczków! I z pewnością nie wszystko dałoby się uznać za dowód czy ślad. Najbardziej przerażała ją przezroczystość woreczków. Nie mogłoby być solidniejszego materiału i nieprzezroczyste? W ten sposób będzie wszystko na widoku, to, co istotne, obok nieistotnego, nieważnego, wręcz żenującego. A oni będą z tego coś dedukować. Coś, czego się z tego wydedukować nie da! Tylko dlatego, że było obok siebie w torebce. Przecież różne rzeczy zostały tam ot tak, zapomniane po prostu. Również z powodu rozdartych kieszonek i rozprutej podszewki. Różne rzeczy powypadały przez rozdarte kieszonki i przez dziury w podszewce do zagadkowej przestrzeni pod podszewką i teraz leżą w tej tajemniczej i niezbadanej przestrzeni, która tak bardzo przypomina naszą podświadomość.

Suka albo czas na szczerość, to jedno z ciekawszych opowiadań, ale jego treść warto poznać samemu: – miałam być psem – powiedziała podczas głaskania. – Ale przez pomyłkę jestem kobietą. I znowu byli smutni, smutni, że jest suką.

Reklamy