Herman Hesse Baśnie Nie ma drogi powrotnej – powiedział poważnie i miło – trzeba iść naprzód, jeśli chce się zgłębić świat.

Jak widać na załączonym zdjęciu okładka w dolnym prawym rogu nieco przyżółkła, wiele lat temu przeczytałam Baśnie Hermanna Hessego, tak dawno, że zupełnie zapomniałam o czym były. Ponowne czytanie sprawiło mi wiele przyjemności, a zaznaczone przed laty fragmenty ustąpiły miejsca nowym.

Hermann Hesse Baśnie, tytuł oryginału Märchen, Warszawa 2002, na okładce wykorzystano fragment obrazu Hermanna Hessego. Ten tom zawiera siedem baśni: Augustus, Trudna droga, Faldum, Sen o flecie, Osobliwa wieść z innej gwiazdy, Irys, Poetai Ciąg snów.

Nie ma drogi powrotnej – powiedział poważnie i miło – trzeba iść naprzód, jeśli chce się zgłębić świat.

Opis wydawcy: Baśnie Hermanna Hessego publikowane są w Polsce po raz pierwszy. Stylizowane na ludowe podania, zostały napisane kunsztownym i pełnym wyrafinowanej metaforyki językiem. Mimo bogactwa obrazów i wizji opowiadane historie zachowują klarowność i prostotę. Hesse stawia w „Baśniach” pytanie: czy mielibyśmy odwagę radykalnie zmienić własne życie, jeżeli się okaże, że nie realizujemy swojego prawdziwego powołania?

Baśń, która szczególnie mi się spodobała nosi tytuł Iris.

W dużym mieście, gdzie Anzelm nauczał teraz studentów, uchodząc za sławnego uczonego, chodził, spacerował, siedział i stał podobnie jak inni światowi ludzie w wytwornych surdutach i kapeluszach, poważnie albo uprzejmie, z oczyma pełnymi zapału lub niekiedy nieco znużonymi, był eleganckim panem i badaczem, takim jakim kiedyś chciał zostać. Nieraz jednak poczuł się podobnie jak u kresu własnego dzieciństwa. Miał nagle wrażenie, że zostawił za sobą wiele lat i stoi teraz osobliwie samotny i niezadowolony pośrodku świata, do którego zawsze zdążał. Bycie profesorem nie dawało prawdziwego szczęścia, nie przepełniały też radością uniżone ukłony mieszkańców i studentów. Wszystko było jakby zwiędłe i zakurzone, a szczęście znowu odsunęło się w odległa przyszłość, droga do niego zaś wydawała się skwarna, zakurzona i pospolita. 

(…) 

Anzelmie – zapytała – czy gniewasz się na mnie? Postawiłam przed tobą trudne zadanie i widzę, że pozostałeś mu wierny. Szukaj dalej i podążaj tą drogą, aż dojdziesz do celu! Myślałeś, że idziesz nią z mojego powodu, ale przecież zmierzasz nią ze względu na siebie. Czy wiesz o tym?

Podejrzewałem to – odparł Anzelm – a teraz już wiem. Jest to długa droga, Iris, i dawno już byłbym wrócił, ale nie znajduję drogi powrotnej. Nie wiem, co ze mną będzie. (…) – Co z tobą będzie – powiedziała Iris głosem, który był ledwie blaskiem wspomnienia – nie musisz pytać co z tobą będzie. Wiele rzeczy szukałeś w swoim życiu. szukałeś zaszczytów, szczęścia i wiedzy, szukałeś też mnie, twojej małej Iris. Wszystko to były tylko ładne obrazki, które cię opuściły, jak i ja teraz muszę cie opuścić. Ze mną stało się podobnie. Ciągle szukałam i ciągle trafiałam na miłe, ładne obrazy, niczego więcej nie szukam, wróciłam do domu i pozostał mi tylko jeden krok, by znaleźć się w ojczyźnie. I ty tam przyjdziesz, Anzelmie, a wtedy zmarszczki na twoim czole znikną. (…)

Biedak postrzegał z bólem i rosnącym smutkiem, jak zniweczone i puste życie leży za nim, nie należąc już do niego, obce i bez więzi z nim niby coś, czego człowiek nauczył się kiedyś na pamięć i czego mdłe fragmenty udaje mu się teraz z trudem sklecić. Zaczął pisać, chciał zanotować rok po roku swoje najważniejsze przeżycia, by znowu czuć je mocno w garści.

Fragment z biografii Hessego, Gunnar Decker Hermann Hesse Wędrowiec i jego cień dotyczący owej baśni: Gdy się czyta ten opis, wówczas stwierdzenie Hessego, sformułowane apodyktycznie w liście do ojca z 16 marca 1914 roku, że tutaj chodzi nie o „niewłaściwy wybór”, lecz o problem „małżeństwa artysty” w ogóle, zdaje się bardziej niż wątpliwe.

Ależ tak, dokonał złego wyboru, gdy nazbyt pochopnie poślubił Marię Bernoulli, unieszczęśliwiając tym nie tylko siebie, ale i ją. W oczywisty sposób tych dwoje nie pasuje do siebie. Hesse będzie potrzebował jeszcze kilku lat, by przed sobą samym przyznać się do błędu i wyciągnąć z tego jedyną możliwą konsekwencję: zakończyć ten coraz bardziej upokarzający stan. Irys – tak brzmi tytuł baśni, którą Hesse napisze dla Mii w 1918 roku. Znajduje się wówczas pod wpływem psychoterapii u J.B. Langa, i to wtedy dojrzewa w nim decyzja, by opuścić żonę i rodzinę. „Była starsza, niżby oczekiwał tego od kandydatki na żonę. Miała też bardzo kapryśne usposobienie, toteż z trudem przyszłoby mu żyć obok niej i realizować swoje ambicje uczonego, o których nie chciała nic słyszeć. Nie była też zbyt mocna ani zdrowa, ledwie też znosiła towarzystwo oraz uroczystości. Najchętniej żyła – z kwiatami, muzyką i jakąś książką – w samotnej ciszy, czekała, aż ktoś do niej przyjdzie, pozwalając, by świat toczył się swoją koleją. Anzelmowi wydawało się często, że Iris go lubi, równie często jednak wydawało mu się, że ona nie lubi nikogo; jest tylko czuła i miła dla wszystkich, ale pragnie wyłącznie, by świat zostawił ją w spokoju. Anzelm zaś pragnął czego innego od życia, jeśli więc miał mieć żonę, to w domu powinien panować ruch, gwar i gościnność”.

Ale on ma przecież żonę – ta jednak nie wnosi w jego codzienność „ruchu i gwaru”.

Nie potrafię traktować twórczości Hermanna Hessego inaczej niż jako jedno dzieło, które z każdą kolejno przeczytaną książką staje się pełniejsze. Wielokrotnie ze wstydem przyznaję, że niezwykle rzadko sięgam po współczesną literaturę piękną, nie znam jej kompletnie, jakby obecne zestawienie słów w zdaniu sprawiło, iż słowa te straciły na swym znaczeniu. Twórczość Hermanna Hessego jest tą, do której powracam, był mistrzem, który ze słów budował światy, potrafił oczarować i wprawić w zadumę słowami oraz intrygującym podejściem do przemijania.


Poniżej zamieściłam kilka z fragmentów z biografii Gunnar Decker Hermann Hesse Wędrowiec i jego cień, w których autor odnosi się do świata baśni w twórczości Hessego:

Legenda i baśń zawsze są u Hessego ważniejsze niż wiedza, której metody, uważane za obiektywne, budzą jego nieufność.

Dzieciństwo ma u Hessego postać snu. Dzieciństwo to baśń – nie tylko w tym sensie, że jako dziecko wierzy się w baśnie, które opowiadają dorośli, lecz także w znaczeniu o wiele bardziej pierwotnym: samo dzieciństwo jest częścią baśni. Jako dziecko dowiedzieliśmy się, o czym później tak łatwo zapominamy, że każda rzecz żyje własnym życiem, jest czymś więcej niż tylko pożytecznym przedmiotem, chociaż tak zwykle na nią patrzymy. Ów animistyczno-magiczny pogląd ludów pierwotnych, dla których nie istnieją przedmioty martwe, znajdziemy u dziecka – a pisarz jest człowiekiem, który zachowuje to dziecko w sobie. Również historie z Biblii matka opowiada mu w taki sposób, że jeszcze po latach je pamięta. Jej fantazja i chęć opowiadania podsycane są chrześcijańskimi legendami; porywają one dziecko ze sobą, wciągając je w rozkosze i cierpienia ich bohaterów.

W dziecku rodzi się wiedza: rzeczy mają własną, ukrytą stronę, mrocznie groźną, demoniczną. „Mój zachłanny umysł w okamgnieniu stwarzał samodzielnie góry z lśniącymi w blasku księżyca halami, pełnymi tańczących elfów, pałace z odzianymi w jedwabie królowymi, bajecznie głębokie i straszne górskie jaskinie, zaludniane a to przez niesamowite duchy, a to przez pustelników, węglarzy czy też zbójców”.

Zgadza się to z baśniową logiką, którą, choć wielokrotnie łamaną i niczym sito przepuszczającą doświadczenie, spotykamy u Hessego także później. Konstytuuje ona jego estetyczną obronę przed życiem. „Jestem człowiekiem o wielkim i silnym darze marzenia. Przeżywam wszystko, o czym śnię: jako dziecko, jako morze czy burza, jako bohater czy pokutnik – mimo to w tajemniczy sposób zawsze pozostaję ten sam, taki sam. Niekiedy »budzę się« na krótko, widzę wtedy rzeczy, »jakimi są«: chłodne, twarde, brutalne i obce, i słyszę szum ociężałej, mętnej rzeki prawdziwego życia. Z rozpaczą powtarzam wówczas pytanie: »Czy to naprawdę życie? Tak szare, gnuśne, podłe?«. Ale zanim domyślę owo pytanie do końca, cała żałosna zjawa prawdziwego życia ginie w bezdennej otchłani i znowu ogarnia mnie marzenie”.

Hesse wierzy, że dla niego związek między światem zewnętrznym i wewnętrznym często tworzy się w sposób magiczny, toteż jego życie wydaje mu się również baśnią.

Żadnych marzeń sennych? To się już wkrótce zmieni. Hesse posyła Langowi Sen o flecie, baśń, którą napisał w roku 1912, i, jak dodaje, „wymyśloną całkowicie świadomie, bez przypominania sobie żadnych snów”. Baśń ta antycypuje już wiele z symboli dorastania czy drogi do odnajdowania własnej tożsamości, które poruszą w swych rozmowach. Swoje nowe stanowisko Hesse sformułuje we wstępie do Demiana, zamieszczając je jako motto: „Nie pragnąłem przecież nic więcej, niż żyć tym, co samo chciało ze mnie się wydobyć! Czemuż było to aż tak bardzo trudne?”.

Tak, to trudne, ale warto otworzyć się na wyparte lęki, nieujawnione pragnienia. Są one, jeśli potrafi się ich użyć jako materiału dla nowych form, niezwykłym bogactwem. I ten materiał pomaga Hessemu rosnąć.

Baśniowa – a więc w swym jądrze magiczna – przestrzeń wymaga nie tylko wycofania się ze świata, lecz także swojego przeciwieństwa: wejścia w inny świat, do którego może dostać się tylko jednostka, a nie grupa lub partia.

Reklamy