Linda Polman Laleczki skazańców. Życie z karą śmierci.

Linda Polman znana jest mi z reportażu Karawana kryzysu, w którym światło dzienne ujrzały blaski i cienie pomocy humanitarnej.

Laleczki skazańców. Życie z karą śmierci Lindy Polman, przeczytałam w dwa wieczory. To jedna z tych pozycji, które czyta się bardzo szybko, nieco odmienna od książek z serii amerykańskiej tego wydawnictwa. Może dlatego, że w dużej mierze dotyczy problemów współczesnej Ameryki (nie czytałam całej serii, jedynie kilka książek), a konkretnie systemu sądownictwa i jego wpływu na codzienne życie tych, którzy z różnych powodów są z nim związani.

Opis wydawnictwa w pełni oddaje treść książki https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/laleczki-skazancow

Czytając Laleczki skazańców często zastanawiałam się, co ja myślę o danym problemie czy zjawisku, bo nie wszystko jest tak proste i oczywiste, na jakie nieraz wygląda. Łatwo jest nam osądzać, jednak jak zauważa rozmówca Lindy Polman, Price, więzienny kucharz o ostatnich posiłkach skazańców: Zmuszałem się do patrzenia  na dwie strony medalu. Jeśli ofiarą jest twoja matka, to nie dałbyś takiemu człowiekowi puddingu bananowego. Ale jeśli sprawcą jest twój syn? Albo brat? Taka historia wygląda nagle zupełnie ­inaczej. 

Żadnej zbrodni nie można usprawiedliwiać, jednak czasami warto wnikliwiej spojrzeć w przeszłość skazanego, jak zrobiła to Linda Polman, aby samemu ocenić, gdzie i kiedy popełniono/popełniliśmy jako społeczeństwo błąd. Autorka nie zadaje retorycznych pytań, nie pozwala sobie na wyrażanie prywatnych opinii, pozwala aby to czytelnik sam w miarę czytania Laleczek skazańców odbierał obiektywny, niczym niezmącony przekaz. Kara śmierci od lat wzbudzała i wzbudza wiele kontrowersji w krajach, w których się ją orzeka i wykonuje. Miejsce popełnienia przestępstwa robi w Ameryce dużą różnicę. Osiemnaście z pięćdziesięciu amerykańskich stanów nie uznaje kary śmierci. Niektóre uznają, ale jej nie stosują. Największym chyba zaskoczeniem była dla mnie informacja, że prawdopodobieństwo wykonania wyroku zależy nie tylko od stanu, ale także od county, hrabstwa. Dlaczego tak jest, warto przeczytać u źródła.

Czytając o profilach więźniów w internecie i fragmenty z czatów przytoczonych przez autorkę, miałam wrażenie że choć w tym świecie nic nie powinno nas dziwić, to jednak nasze wyobrażenia o skrajnie odmiennych postawach ludzi wciąż mogą zaskakiwać nawet nas samych. 

Kilkudziesięciu skazanych ma konta na Facebooku, Twitterze i listy mailingowe utrzymywane przez rodzinę, przyjaciół oraz koalicję przeciwko karze śmierci. Starają się udowodnić niewinność, szukają wsparcia finansowego i politycznego, publikują wiersze, pamiętniki i rysunki skazanych. Przy nich powstają fora internetowe, czaty i grupy, jedne bardziej aktywne od drugich, gdzie partnerki i małżonki wymieniają się doświadczeniami. W tym świecie więźniowie nazywani są MWI, Met While Incarcerated – poznani w trakcie odsiadywania kary więzienia.

Ze wszystkich profili najczęściej odwiedzane są strony skazanych na śmierć. Guikje skomentowała, że kobiety węszą po tych stronach, jakby cele śmierci były sklepem z cukierkami, do którego się wchodzi, żeby kupić coś smacznego.


Ludzie by mnie nie osądzali, gdybym poślubiła kogoś śmiertelnie chorego. Gdyby każdego dnia naszego małżeństwa leżał nieprzytomny na szpitalnym łóżku, a ja bym przy nim siedziała, to byłaby prawdziwa miłość. Ale ponieważ on siedzi w celi śmierci, uważają mnie za wariatkę.


– Więźniów z dożywociem nie mogliśmy nikomu sprzedać – opowiadał administrator holenderskiej strony dla korespondencyjnych przyjaciółek. – Pisanie do kogoś z karą dożywocia oznacza długoterminowe zobowiązania, tak się powszechnie uważa.


Hester tłumaczy, że przyjechała do Huntsville z Anglii, żeby odwiedzić skazańca w celi śmierci. Kelnerka cofa się z przerażeniem.

– Czy to nie jest niebezpieczne? – pyta.

– Pewnie – odpowiada Hester. – Jestem śmiertelnie przerażona, na szczęście on siedzi w celi.

Kelnerka kiwa głową. Oznajmia, że wszyscy mężczyźni powinni siedzieć w klatkach. Trzy razy wychodziła za mąż, wszyscy mężowie ją bili. Ostatni raz brała ślub w Las Vegas. Tam też pracowała jako kelnerka. Spotkała żołnierza i myślała, że jest zakochana. Dwa razy pobił ją tak, że wylądowała w szpitalu, ale spakowała walizki dopiero po trzech latach. Nigdy nie zażądała rozwodu, specjalnie.

– W ramach samoobrony – mówi. – Żeby nie wpaść po raz czwarty.

– Poślub skazanego na śmierć – radzi jej Hester. – To idealny mąż. Nie może cię uderzyć, nie chrapie ci do ucha i sam zbiera z podłogi brudne majtki i skarpetki.

Kelnerka mruga, mówi, że o tym pomyśli, i odchodzi, żeby przekazać nasze zamówienie do okienka przy kasie.

– Naprawdę trochę uważam, że są idealni – zwraca się do mnie Hester. – Nie mogą dotknąć niczego innego, tylko twojego serca. Mężczyzna z celi śmierci musi podbić kobietę listami i starać się podtrzymywać oczarowanie. Właściwie to wszyscy mężczyźni powinni spędzić trochę czasu w celach śmierci. Byliby o wiele bardziej przyjaźni dla kobiet.

To, że wyrok w końcu zostanie wykonany, jest gorzką pigułką, którą trzeba przełknąć, kiedy się oddaje serce skazańcowi.

– Ale mężczyźni, którzy nie siedzą w celach śmierci, też kiedyś umierają – dodaje.


Kiedy więzień dostał zawału serca niedługo przed wykonaniem wyroku, reanimowano go tylko po to, żeby go potem zabić. Skazaniec umierający na raka z przyjemnością drażnił strażników. Zrobił im psikusa.


Trzeba za wszelką cenę unikać niezdarnego wykonania wyroku, żeby nie wzbudzać sympatii do skazanego, by nie był postrzegany jako ofiara słabego państwa. Ilekroć skazany zaczynał się palić na krześle elektrycznym, dusił powoli w pętli szubienicy, zamiast złamać kark, trząsł na stole egzekucyjnym, bo podano mu niewłaściwą dawkę chemikaliów, starannie przygotowana ceremonia zaczynała przypominać tortury i wywoływała w kraju oburzenie i pogardę. Szacuje się, że w latach 1890–2010 personel więzienny w USA spartaczył dwieście siedemdziesiąt sześć z około dziewięciu tysięcy egzekucji. To jakieś trzy procent.

Dawniej regułą było: im więcej bólu i uszkodzeń ciała, tym większy szacunek dla państwa. Egzekucje były jednocześnie teatrem ludowym i szkoleniem. Powolne przepiłowywanie ciała, ćwiartowanie, palenie, topienie, kamienowanie – państwo pozwalało ludowi przyglądać się i cieszyć tym widokiem.

Stopniowo gusta się zmieniały. Egzekucje odbywają się teraz za grubymi murami więzienia, tylko garstka świadków może w nich uczestniczyć. Są tak dobrze ukryte, że przeciętny Amerykanin nie wie, lub ledwie wie, że w jego imieniu i w jego interesie, jak mniemam, państwo dokonuje egzekucji. Nawet nie wie kiedy – informacje o egzekucjach ukazują się w kilkuzdaniowej notatce na dole piątej strony gazety. Dla wielu Amerykanów dyskusja o ­karze śmierci, o ile się ją prowadzi, ogranicza się do pytania, co jest ważniejsze: czy egzekucja powinna być bezbolesna dla skazanego, czy dla sumienia narodu? Metody egzekucji dobre dla więźniów mogą być bardzo nieprzyjemne do obserwowania lub słuchania. W amerykańskich protokołach egzekucji wybrano zasadę: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Dopóki skazany zasypia bez specjalnego widowiska, większość Amerykanów nie zastanawia się nad sensem i nonsensem kary śmierci.


Sądownictwo amerykańskie jest diametralnie odmienne od naszego, a dodatkowo co stan to obyczaj.

Dla Marthy Conroe, z gminy leżącej w połowie drogi między Huntsville i Houston, to trzeci i ostatni raz, kiedy czeka na wyjście syna z Walls. Jeśli znowu zejdzie na złą drogę, to podpada pod przepis „three strikes and you’re out” [„trzy przewinienia i czerwona kartka”] – sędziowie są wtedy zobowiązani skazać go na co najmniej dwadzieścia pięć lat albo dożywocie. Są ludzie, którzy odsiadują dożywocie za kradzież kilku kaset z filmami Disneya lub wypisanie czeków bez pokrycia.

Linda Polman napisała książkę, którą z całą pewnością mogę ocenić jako obiektywną, autorka nie moralizuje, opisuje jak wygląda życie człowieka skazanego na karę śmierci w Amerykańskim więzieniu, a konkretnie w Teksasie, o którym głównie mowa oraz jego najbliższych. Wnikliwa i ciekawa, umiejetność obserwacji i analizy faktów przez autorkę sprawia, że Laleczki skazańców są ważnym głosem w skomplikowanym świecie wyborów moralnych.

Reklamy