Język Narzędzie kultury. Daniel L. Everett

Daniel L. Everett Język Narzędzie kultury, ty­tuł ory­gi­nal­ny:
Lan­gu­age. The Cul­tu­ral Tool.
Wy­da­nie I Kra­ków 2018. Co­per­ni­cus Cen­ter Press Sp. z o.o.

Podejście Daniela L. Everetta do języka jest niezwykle ciekawe, nawet taki laik jak ja wciągnął się w Język. Narzędzie kultury. Dzięki badaniom nad językiem amazońskiego plemienia Pirahã, autor miał dostęp do dość niezwykłego materiału badawczego, języka i kultury o których nigdy nie słyszałam. Lud, o którym mowa stworzył coś niezwykłego, a mianowicie jak pisze autor: lud Pi­ra­hã stwo­rzył nie­zwy­kły ze­staw iko­nicz­nych cech mowy, aby od­róż­nić ję­zyk uży­wa­ny przez ko­bie­ty od tego uży­wa­ne­go przez męż­czyzn. W mę­skiej wer­sji ję­zy­ka pi­ra­hã wy­stę­pu­je osiem spół­gło­sek: p, t, k, x (tzw. zwar­cie krta­nio­we), s, h, bg oraz trzy sa­mo­gło­ski: i, a oraz u. Ko­bie­ty Pi­ra­hã uży­wa­ją tych sa­mych sa­mo­gło­sek co męż­czyź­ni, na­to­miast ze spół­gło­sek wy­ma­wia­ją tyl­ko p, t, k, x, h, b oraz g(z pew­ny­mi wy­jąt­ka­mi). Nie uży­wa­ją zwy­kle dźwię­ku s, tam więc gdzie męż­czyź­ni wy­po­wie­dzie­li­by tę gło­skę, ko­bie­ty uży­wa­ją gło­ski h, któ­rą wy­ma­wia­ją rów­nież tam, gdzie ro­bią to męż­czyź­niA Language without Numbers?

Mniej­szy za­sób spół­gło­sek nie jest je­dy­ną ce­chą od­róż­nia­ją­cą mowę męż­czyzn od mowy ko­biet w ję­zy­ku pi­ra­hã. Ko­bie­ty prze­ja­wia­ją rów­nież inną wy­mo­wę i fo­ne­ty­kę – ich mowa brzmi bar­dziej gar­dło­wo od mowy męż­czyzn.

Na Youtube na kanale Smithsonian Channel pod tytułem A Language without Numbers? znajdziemy minutowy film, na którym Daniel Everett rozmawia z członkami ludu Pi­ra­hã.

Niesamowite, jak bardzo mogą się różnić języki, a może jak pisze Daniel Everett, przytaczając słowa Chomskye’go: […] po­zor­na róż­no­rod­ność [ję­zy­ków ludz­kich] jest dość po­wierz­chow­na. Gdy­by, daj­my na to, ja­kiś Mar­sja­nin przy­glą­dał się nam tak, jak my ża­bom, to mógł­by dojść do wnio­sku, że w grun­cie rze­czy wszy­scy mamy je­den ję­zyk, w ra­mach któ­re­go ist­nie­ją drob­ne róż­ni­ce.

Niektóre z poruszanych kwestii zdają się być oczywiste, choć wcale takimi nie są, jak chociażby to, czy da się szeptać w każdym języku, wydawało mi się, że tak, a tu zonk. O czym mowa, warto przeczytać u źródła, chyba że znamy odpowiedź.

Język Narzędzie kultury, Daniel L. Everett we wstępie zatytułowanym Dar Prometeusza,  przeczytamy:

Wszyst­kie ludz­kie zdol­no­ści, wli­cza­jąc w to ję­zyk, mają dwa źró­dła: geny i śro­do­wi­sko. Po­gląd, że ję­zyk jest wy­łącz­nie pro­duk­tem kul­tu­ry lub sto­sun­ków spo­łecz­nych, jest ogrom­nym uprosz­cze­niem i spłasz­cze­niem tego zło­żo­ne­go za­gad­nie­nia, rów­nie błęd­nym, co kon­cep­cja mó­wią­ca, że ję­zyk jest za­ko­do­wa­ny w na­szym ge­no­mie, ro­śnie jak wło­sy i w związ­ku z tym nie wy­ma­ga wie­le na­uki. Po­dob­nie jak ludz­ka umie­jęt­ność ro­zu­mo­wa­nia, ję­zyk po­wsta­je na prze­cię­ciu na­szych uwa­run­ko­wań bio­lo­gicz­nych i śro­do­wi­ska, w któ­rym ży­je­my. Pro­por­cje wpły­wów na­tu­ry i wy­cho­wa­nia w pro­ce­sie two­rze­nia ję­zy­ka są jed­nak sza­le­nie trud­ne do osza­co­wa­nia.

Ów „prze­pis na ję­zyk” od lat jest obiek­tem in­te­lek­tu­al­nych spo­rów na te­mat teo­rii ludz­kiej ko­mu­ni­ka­cji. Ję­zy­ko­znaw­cy, psy­cho­lo­go­wie, an­tro­po­lo­dzy, bio­lo­dzy i fi­lo­zo­fo­wie dzie­lą się na tych, któ­rzy uwa­ża­ją, że czło­wiek ro­dzi się ge­ne­tycz­nie „za­pro­gra­mo­wa­ny” na po­słu­gi­wa­nie się ję­zy­kiem, i tych, któ­rzy twier­dzą, że bio­lo­gia do­star­cza nam je­dy­nie ogól­nych me­cha­ni­zmów umoż­li­wia­ją­cych na­ukę róż­nych umie­jęt­no­ści, a ję­zyk jest tyl­ko jed­ną z nich. Ci pierw­si naj­czę­ściej mó­wią o „in­stynk­cie ję­zy­ka” lub wspól­nej wszyst­kim lu­dziom „uni­wer­sal­nej gra­ma­ty­ce”, ci dru­dzy na­to­miast twier­dzą, że ję­zy­ka uczy­my się jak każ­dej in­nej czyn­no­ści – go­to­wa­nia, sto­lar­ki czy gry w sza­chy.

Ar­gu­men­ty prze­ma­wia­ją­ce za teo­rią in­stynk­tu ję­zy­ko­we­go zwy­kle opie­ra­ją się na dwóch fun­da­men­tach: po­wszech­no­ści ję­zy­ka (wszy­scy lu­dzie mó­wią ja­kimś ję­zy­kiem) oraz jego jed­no­rod­no­ści (wszyst­kie ję­zy­ki mają pew­ne szcze­gól­ne ce­chy wspól­ne). Zwo­len­ni­cy po­glą­du, że ję­zyk jest wy­twa­rza­ny i prze­ka­zy­wa­ny przez kul­tu­rę, zwra­ca­ją z ko­lei uwa­gę na ta­kie do­wo­dy em­pi­rycz­ne, jak ogól­ne wła­sno­ści neu­ro­lo­gicz­ne ludz­kie­go mó­zgu, na­szą zdol­ność ucze­nia się raz fakt, iż wie­le wła­sno­ści ję­zy­ka jest kształ­to­wa­nych przez czyn­ni­ki ze­wnętrz­ne, nie zaś nasz umysł. To ostat­nie spo­strze­że­nie za­kła­da, że funk­cja ję­zy­ka wpły­wa na jego for­mę, co każe zwra­cać uwa­gę na zna­cze­nie czyn­ni­ków uty­li­tar­nych, wy­ni­ka­ją­cych z ludz­kiej po­trze­by ko­mu­ni­ko­wa­nia się, by prze­żyć.

Ce­lem po­niż­szych roz­wa­żań jest za­rów­no prze­ka­za­nie wie­dzy, jak i wy­wo­ła­nie dys­ku­sji. Wie­le za­gad­nień po­ru­szo­nych w tej książ­ce jest kon­tro­wer­syj­nych, co nie czy­ni ich mniej war­ty­mi roz­wa­że­nia. Jed­nym z mo­ich ce­lów było do­pusz­cze­nie do gło­su al­ter­na­tyw­nych teo­rii, na­wet je­śli w toku wy­wo­du w koń­cu je od­rzu­cam na rzecz bez­piecz­nej opi­nii więk­szo­ści. Cza­sem jed­nak przyj­dzie nam za­ata­ko­wać je­den po­gląd, by móc bar­dziej mia­ro­daj­nie opo­wie­dzieć się za in­nym. To stan­dar­do­wa prak­ty­ka w dys­kur­sie na­uko­wym, któ­rą zresz­tą uwa­żam za bar­dzo zdro­wą, o ile waży się sło­wa, a do­wo­dy są lo­gicz­ne i spój­ne.

Ję­zyk – na­rzę­dzie kul­tu­ry to za­pis roz­wa­żań na te­mat idei, że wszyst­kie ludz­kie ję­zy­ki to na­rzę­dzia – na­rzę­dzia roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów ko­mu­ni­ka­cji i wię­zów spo­łecz­nych, kształ­to­wa­ne przez spe­cy­ficz­ne na­ci­ski swo­ich nisz kul­tu­ro­wych skła­da­ją­cych się z war­to­ści da­nej kul­tu­ry i jej hi­sto­rii, i któ­re w wie­lu przy­pad­kach tłu­ma­czą po­do­bień­stwa i róż­ni­ce mię­dzy ję­zy­ka­mi.

(…) 

Książ­ka ta po­wsta­ła z my­ślą o czy­tel­ni­ku za­fa­scy­no­wa­nym na­tu­rą ję­zy­ka – sys­te­mu, któ­ry obej­mu­je i łą­czy całą ludz­kość, na­rzę­dzia, któ­re po­zwa­la przed­sta­wić in­nym na­sze pro­ce­sy my­ślo­we. Sku­pi­my się w niej na jak naj­szer­szym na­kre­śle­niu ogól­nych kwe­stii, jed­nak cza­sa­mi przyj­dzie nam przyj­rzeć się szcze­gó­łom. Przy ana­li­zie bu­do­wy i kon­tek­stu ję­zy­ka po­trzeb­ne nam będą za­rów­no obiek­tyw sze­ro­ko­kąt­ny, jak i mi­kro­skop.

Aby móc wy­ro­bić so­bie rze­tel­ną opi­nię o ję­zy­ku, trze­ba mieć po­ję­cie o jego pod­sta­wo­wych aspek­tach, ta­kich jak za­sto­so­wa­nie, funk­cje czy for­my. Jed­nym z tych aspek­tów jest po­cho­dze­nie, dla­te­go na­sza opo­wieść za­czy­na się na afry­kań­skiej sa­wan­nie.


Hoc­kett mówi też o ce­sze, któ­rą okre­śla mia­nem „nie­cią­gło­ści”. Ko­mu­ni­ka­ty ję­zy­ko­we skła­da­ją się z mniej­szych, po­wta­rzal­nych czę­ści. Cza­sow­nik „biec” skła­da się z mniej­szych czę­ści – gło­sek b, i, eoraz c, któ­re po­wta­rza­ją się w wie­lu in­nych zna­kach ję­zy­ka. In­nym aspek­tem nie­cią­gło­ści u Hoc­ket­ta jest też to, że każ­dy sym­bol i każ­da z jego czę­ści w ję­zy­kach na­tu­ral­nych są od­ręb­ne per­cep­cyj­nie. Dźwię­ki two­rzą­ce sło­wo „biec” nie są po­dob­ne do dźwię­ków spo­ty­ka­nych poza ję­zy­kiem mó­wio­nym. Nie zle­wa­ją się w jed­no z są­sia­du­ją­cy­mi z nimi zna­ka­mi – są po­strze­ga­ne jako ła­two od­róż­nial­ne od ota­cza­ją­cych je zna­ków. Przy­dat­ność tej ce­chy jest dość oczy­wi­sta: nie da się po­ro­zu­mie­wać przy po­mo­cy bez­ład­ne­go ha­ła­su, po­trze­ba do tego kon­tro­lo­wa­nych, zro­zu­mia­łych dźwię­ków.


Dla­cze­go tak jest? Sko­ro mo­że­my po­ro­zu­mie­wać się na tyle róż­nych spo­so­bów, dla­cze­go na­sza ko­mu­ni­ka­cja od­by­wa się głów­nie na dro­dze wo­kal­nej?

Jak zwy­kle naj­lep­sza wy­da­je się naj­prost­sza od­po­wiedź – ko­rzy­sta­nie z ka­na­łu aku­stycz­ne­go ko­mu­ni­ka­cji jest naj­bar­dziej wy­daj­ne, bo nie wy­ma­ga ko­rzy­sta­nia z rąk. Gdy­by ję­zyk na­praw­dę zo­stał „za­pro­jek­to­wa­ny” wy­łącz­nie pod ką­tem ka­na­łu aku­stycz­ne­go, nie po­wsta­ły­by żad­ne ję­zy­ki mi­go­we. Ję­zyk jest jed­nak two­rem ela­stycz­nym, bo w jego pro­jek­cie nie zna­la­zło się żad­ne kon­kret­ne me­dium, choć jed­no z nich spraw­dza się naj­le­piej. (Ję­zy­ki mi­go­we po­wsta­ją w szcze­gól­nych oko­licz­no­ściach: na po­trze­by osób nie­peł­no­spraw­nych – nie­sły­szą­cych – lub jako lin­gua fran­cauży­wa­na w han­dlu, jak mia­ło to miej­sce u In­dian z Wiel­kich Rów­nin w dzie­więt­na­stym wie­ku). Uży­wa­nie ka­na­łu gło­so­wo-słu­cho­we­go uwol­ni­ło na­sze ręce, by mo­gły za­jąć się in­ny­mi rze­cza­mi, i jest wy­raź­nie pre­fe­ro­wa­ne w ewo­lu­cji Homo sa­piens – w na­szym apa­ra­cie mowy wi­dać oczy­wi­ste śla­dy zmian ana­to­micz­nych ma­ją­cych uła­twić mowę, nic na­to­miast nie wska­zu­je, by na­sze ręce mia­ły ewo­lu­ować w kie­run­ku lep­szej ge­sty­ku­la­cji.

Od daw­na in­try­gu­je mnie (i nie tyl­ko mnie oczy­wi­ście), że choć lu­dzie ko­mu­ni­ku­ją się spraw­nie uży­wa­jąc me­dium ge­stów (ję­zy­ki mi­go­we) czy ka­na­łu gło­so­wo-słu­cho­we­go (mowa), to za­cho­wu­ją od­ręb­ne gra­ma­ty­ki tych dwóch form ko­mu­ni­ka­cji. Wszy­scy lu­dzie uży­wa­ją ge­stów jako bar­dzo istot­ne­go kom­po­nen­tu ko­mu­ni­ka­cji, ale ge­sty ni­g­dy nie mie­sza­ją się z sa­mo­gło­ska­mi i spół­gło­ska­mi.


Przyznam, że nigdy nie rozważałam pochodzenia słowa „znienacka”, jego znaczenie było oczywiste – nagle. Co właściwie ono oznacza i jakie jest jego pochodzenie zainteresowało mnie, a wyjaśnienie z https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/dzdz-i-nienacek;6336.html nie do końca mnie przekonuje. Może jednak istniał jakiś nienacek? Nietoperz gacek?

… w ję­zy­ku wy­stę­pu­je wie­le „zde­for­mo­wa­nych” zna­ków, któ­re mają for­mę, ale są po­zba­wio­ne ja­sne­go zna­cze­nia; mo­że­my też mieć do czy­nie­nia ze zna­cze­niem po­zba­wio­nym for­my.

Przy­kła­dem for­my po­zba­wio­nej zna­cze­nia może być sło­wo „znie­nac­ka”. Wszy­scy wie­my, co zna­czy „wy­sko­czyć znie­nac­ka”, ale czym niby jest ów „nie­na­cek”, z któ­re­go mia­ło­by coś na­gle wy­chy­nąć?


Ko­lej­ną ce­chą ję­zy­ka, we­dług Hoc­ket­ta, któ­rej war­to przyj­rzeć się bli­żej, jest spe­cy­ficz­ność. Ozna­cza ona, że ję­zyk ma spe­cy­ficz­ne funk­cje – umoż­li­wia­nie ko­mu­ni­ka­cji i my­śle­nia – i że nie uży­wa się go w żad­nym in­nym celu, na przy­kład do echo­lo­ka­cji (w któ­rej echo na­szej mowy po­ma­ga­ło­by nam zo­rien­to­wać się w ciem­no­ści, jak ro­bią to nie­to­pe­rze i del­fi­ny). Nie ma tu jed­nak po­trze­by de­fi­nio­wa­nia ce­chy ję­zy­ka, po­nie­waż spe­cy­ficz­ność wy­ni­ka z fak­tu, że ję­zyk wy­ewo­lu­ował jako na­rzę­dzie ko­mu­ni­ka­cji. Na­rzę­dzia mają okre­ślo­ne prze­zna­cze­nie – je­śli po­trze­bu­jesz na­rzę­dzia do echo­lo­ka­cji, kup so­bie ra­dar albo zo­stań nie­to­pe­rzem.

Reklamy