Pat Falvey, Szerpa Pemba Gyalje Mordercza góra. Od triumfu do tragedii – najbardziej dramatyczne dni na K2 – góra zawsze tu będzie

Pat Falvey, Szerpa Pemba Gyalje Mordercza góra. Od triumfu do tragedii – najbardziej dramatyczne dni na K2, tytuł oryginału: The summit how trumph turned to tragedy on K2’s deadliest, z angielskiego przełożyła Katarzyna Duran, Świat Książki.

Porzuciłam biografię Kurtyki, nie żeby słaba była, ale Mordercza góra była wyczekiwaną książką, a dokładnie jej wersja elektroniczna. Czyta się super, wyważona w opiniach, merytoryczna i przemyślana, trzeba było niezłej logistyki, żeby opisać cały ten galimatias w tak przystępny sposób i to bez polowania na czarownice.

Każdy zrobił to, co zrobił. Nie wszystko wyszło, jak to w życiu. Tu nie ma biletu powrotnego. Może wypadki na K2 będą dla nas lekcją na co dzień: może zapamiętamy, że nie wszystko jest pewne, może powinniśmy żyć nie tylko po to, żeby przetrwać.

Fragment z przedmowy, w którym Pat Falvey wyjaśnia o czym jest Mordercza góra, powody jej napisania itp.: W sierpniu 2008 roku, pewnego z pozoru idealnego dnia, jedenastu wspinaczy zginęło w strefie śmierci na K2, drugim pod względem wysokości, a jednocześnie najgroźniejszym szczycie Ziemi. Wśród wspinaczy, którzy ponieśli śmierć, był Gerard (Ger) McDonnell, pierwszy Irlandczyk, który stanął na szczycie K2. Ger uczestniczył w wielu moich wyprawach organizowanych w najwyższe góry świata; podziwiałem jego wytrwałość, ujmujący charakter i namiętność do wspinaczki.

Wraz z Gerem na K22008 roku stanął mój dobry przyjaciel, Szerpa Pemba Gyalje, który podczas wielu moich nepalskich wypraw pełnił funkcję sirdara i który spędził blisko trzy dni w strefie śmierci na K2 i w jej okolicach, koordynując akcję ratowniczą i sprowadzając wspinaczy w bezpieczne miejsce. W 2003 roku właśnie oni obaj, GerPemba, przybyli mi na ratunek na Mount Evereście, kiedy ugrzęzłem zaledwie pięćdziesiąt metrów od szczytu, sparaliżowany brakiem tlenu, obrzękami i utratą widzenia peryferyjnego. W 2008 roku na K2 zginął mój kolega polarnik – Norweg Rolf Bae. Ten zapalony podróżnik w roku 2006 razem z Gerem wziął udział w zorganizowanej przeze mnie dla upamiętnienia Ernesta Shackletona wyprawie Beyond Endurance na Antarktydę.

Śmierć wspinaczy na K2 miała dramatyczne następstwa, wkrótce bowiem tragedia wzbudziła liczne kontrowersje. Ci, którym udało się bezpiecznie wrócić do bazy, znaleźli się w środku medialnej burzy, podsycanej przez sprzeczne relacje. W tej sytuacji narażono rodziny ofiar na dodatkowy, straszliwy ból.

W moim wypadku dochodzenie prawdy zamieniło się w pięcioletnią podróż, którą wieńczy wydanie tej książki oraz premiera pełnometrażowego filmu dokumentalnego The Summit, wyprodukowanego wspólnie z reżyserem Nickiem Ryanem i Image Now Films. Materiałem źródłowym zarówno filmu, jak i książki były relacje większości wspinaczy uczestniczących w różnych wyprawach na K2 w 2008 roku, niektórych spośród członków ich ekip naziemnych i rodzin. Szerpa Pemba Gyalje przedstawił swoją pełną wersję wydarzeń, a jego jasna, szczera opowieść dała kontekst spisanej tu relacji. Pod wieloma względami jest to historia Pemby.

Na początku sierpnia 2008 roku pojawiło się wiele wersji wydarzeń na K2, a przecież okoliczności tak ogromnej tragedii zasługują na powtórne zbadanie, aby zrozumieć, jak to się dzieje, że drugi pod względem wysokości szczyt na Ziemi potrafi pokonać nawet najlepiej przygotowanych.

Z tym określeniem „najlepiej przygotowanych” Szerpa Pemba Gyalje pewnie nie do końca by się zgodził, zwłaszcza jeśli mowa o wspinaczach zdobywających K2 w 2008 roku: Pemba obawiał się o możliwości fizyczne wielu wspinaczy i o to, czy będą w stanie zdobyć szczyt. Im wyżej w strefie śmierci, tym będzie gorzej. Na oczach Pemby potwierdzała się jego prywatna ocena umiejętności i możliwości niektórych wspinaczy, której dokonał jeszcze w obozie bazowym. 

Na początku książki umieszczono spis wypraw i wspinaczy, podając drogę jaką dana ekipa się wspinała. Trochę tłoczno było, nie da się ukryć, takie czasy kolejki nie tylko przy kasie po bułki. Jeden z uczestników o bazie pod K2, Ger McDonnell powiedział, że przebywanie w kulturowym, etnicznym, językowym i socjologicznym tyglu, jakim był obóz pod K2 było dla niego niezwykłym i ciekawym doświadczeniem. Niestety ostatnim dla Gera, coś co było atrakcją w bazie, w trakcie ataku już niekoniecznie: nie od razu i nie wszyscy uświadomili sobie jedno z największych wyzwań, w którego obliczu stanęła ekipa torująca szlak. Najważniejszym sprawdzianem dla zróżnicowanej grupy wspinaczy – z których wielu poznało się zaledwie przed tygodniem – była komunikacja. Kiedy wyznaczano jej członków w obozie bazowym, przeoczono kwestię bariery językowej, która teraz się ujawniła. Wkrótce stało się jasne, że problemem jest przekazywanie członkom zespołu najbardziej podstawowych poleceń.

W Morderczej górze opisano ciekawą historię zdobywania K2, poszczególne drogi oraz pochodzenie nazw, jakie przylgnęły do najbardziej charakterystycznych/trudnych technicznie fragmentów dróg prowadzących na szczyt. Jedną z intrygujących postaci związanych z historią himalaizmu jest Ludwik Amadeusz Sabaudzki, któremu zawdzięczamy Żebro Abruzzów, a wszystko zaczęło się tak: Latem 1920 roku, wraz z przyjacielem Oscarem Eckensteinem, Crowley podjął pięć nieudanych ataków szczytowych w ciągu dziewięciu tygodni. (…) Siedem lat później K2 postanowił zdobyć inny ekscentryk, Ludwik Amadeusz Sabaudzki, książę Abruzji, wnuk pierwszego króla Włoch. Świeżo po wyprawie do Arktyki i po zaliczeniu kilku rozsianych po całym świecie wysokich szczytów, słynny podróżnik przebył lodowiec Baltoro, a wraz z nim mosiężne łoże, śpiwory z wielbłądziej wełny i inne paradne atrybuty królewskości. Choć książę miał niewyczerpane zasoby i najlepszy dostępny w tamtych czasach sprzęt wspinaczkowy, wszedł zaledwie na wysokość 6100 metrów n.p.m.

Jego nadzieje na ustanowienie nowego rekordu wspinaczkowego okazały się płonne, ale za to później jego nazwiskiem nazwano południowo-wschodnią grań, którą usiłował dostać się na szczyt; nazwa ta pozostaje w użyciu do dziś. Ponadto dzięki wyprawie księcia świat ujrzał K2 uwiecznione na fotografiach Vittoria Selli, znanego fotografa pracującego na wysokościach – jego ujęcia stały się jednymi z najlepiej rozpoznawalnych widoków szczytu.

Niedostępna, tajemnicza góra wkrótce zawładnęła wyobraźnią niewielkiej międzynarodowej społeczności wspinaczy, a zdobycie szczytu okrywało chwałą nie tylko ich samych, lecz także państwa, z których pochodzili. W 1939 roku lider wyprawy amerykańskiej, światowiec Dudley Wolfe poniósł śmierć po kilkudniowym uwięzieniu w wyżej położonych obozach. Trzech Szerpów zginęło, usiłując nieść mu pomoc – były to pierwsze odnotowane wypadki śmiertelne na K2.

Liczba wypraw na K2 spadła podczas drugiej wojny światowej i wkrótce po niej, a sukces odniosła dopiero niezwykle starannie przygotowana wyprawa włoska w 1954 roku. Zaledwie rok po zdobyciu Mount Everestu przez Edmunda Hillary’ego i Szerpę Tenzinga Norgaya, wieczorem 31 lipca dwaj Włosi, czterdziestoletni Lino Lacadelli i dwudziestodziewięcioletni Achille Compagnoni, stanęli na ośnieżonym szczycie na wysokości 8611 metrów n.p.m. Przez następne 23 lata nikt nie powtórzył ich wyczynu.

K2 jest niezwykłą górą, zdaniem Pemby Gyalje nie zasługuje ona na miano góry mordercy: K2 to piękna góra. Przez tych, którzy nazywają ją górą mordercą, przemawia brak przygotowania, doświadczenia i zaplecza. Kiedy coś idzie nie tak, mówią, że to góra zabija, że jest dzika itp. Wcale tak nie jest. To wspaniała góra. Natomiast dla Pata Falvey’a otoczenie K2 jawi się jako swoisty park rozrywki w postaci ścian wspinaczkowych i urwisk czarnego granitu, w tym słynne Wieże Trango, tworzą istny szwedzki stół najbardziej znanych i niezwykłych wyzwań wspinaczkowych na świecie. Śmiałkowie biorący udział w wyprawach do jednego z najbardziej majestatycznych, a zarazem niebezpiecznych miejsc na świecie, w wyprawie ku kresowi własnych możliwości fizycznych i psychicznych, wspinają się na „najpiękniejszy spośród najwyższych szczytów”, powie Reinhold Messner, jego niemal idealnie symetryczna sylwetka K2 w kształcie diamentu wyróżnia się na tle innych szczytów, jest niczym sięgająca nieba piramida wznosząca się na lodowej równinie.

Wedle statystyk przytoczonych w Morderczej górze o K2, uważanej za najbardziej niebezpieczny szczyt na świecie. Takie nazwy jak „góra morderca” czy „dzika góra” – jakkolwiek zbywane przez miejscowych jako nieuzasadnione i niesprawiedliwe – zawierają źdźbło prawdy, przynajmniej jeśli zerknąć do statystyk. Przed sezonem wspinaczkowym w 2008 roku K2 zdobyło tylko 278 wspinaczy, przy czym 66 z nich poniosło śmierć, co daje współczynnik zgonów w wysokości 24 procent. Na każdych czterech wspinaczy podejmujących próbę zdobycia szczytu jeden nie wróci. Mantra „jeden na czterech” to znana śpiewka ostrzegająca przed niebezpieczeństwami drugiego co do wysokości szczytu na świecie. Dalej przeczytamy: w 2006 roku na Everest wspięło się kilkuset wspinaczy, na K2 – tylko czterech, bo Choć nie tak skomercjalizowany jak Everest, a mający w górskiej hierarchii wyższą rangę, K2 nigdy nie wabił wspinaczy w takim stopniu jak jego wyższy brat. Brak popularności K2 w porównaniu z jedynym szczytem od niego wyższym znajduje odzwierciedlenie w kosztach pozwoleń na  wyprawy. W 2008 roku pozwolenie pakistańskiego Ministerstwa Turystyki na wejście na K2 kosztowało 10 tysięcy dolarów od osoby, natomiast na Everest – około 80 tysięcy dolarów. (…) Ryzyko związane ze zdobywaniem K2 wynika z zagrożeń naturalnych i tzw. zagrożeń obiektywnych, do których zaliczają się częste lawiny lodowe i skalne. Do tego dochodzą gwałtowne zmiany pogody. Pod względem nieprzewidywalności klimatycznej żaden inny szczyt w regionie nie dorównuje K2, na który oddziałują potężne strumienie mas powietrza przemieszczające się na wysokości tysięcy metrów ponad poziomem morza. Prognozom pogody, obecnie tak przecież szczegółowym, nie wolno ufać bezkrytycznie. Chwila ciszy na K2 może w ciągu kilku minut przeobrazić się w śnieżycę – załamania pogody  wielokrotnie udaremniały ataki szczytowe, a czasem doprowadzały do wypadków śmiertelnych. K2 leży o blisko tysiąc kilometrów dalej na północ niż Everest, stąd tamtejsze niższe temperatury i obfitsze opady śniegu.

Dokładniej o warunkach pogodowych panujących na K2Z badań kapryśnej pogody na K2 wynika, że powodem występowania nagłych miejscowych śnieżyc jest to, że K2 góruje nad swoimi sąsiadami w górnych warstwach troposfery.

Tam, niczym głaz w korycie rzeki, szczyt może wywołać w strumieniu gazów wir, powodując, że „po jednej stronie góry będzie dobra pogoda, a po drugiej – warunki zagrażające życiu”[70]. Strumień gazów – szybki prąd powietrzny stale przemieszczający się to na północ, to na południe – wije się przez region Karakorum, przez co jego skutki są trudne do przewidzenia.

Pogodowy guru wyprawy Norit, Ab Maas, twierdzi, że problemy meteorologów z takimi górami jak K2 wynikają z ich wysokości: „Strumień gazów ma na nie bezpośredni wpływ. Lipiec [2008 roku] jest dobrym przykładem, bo w tym okresie strumień gazów znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie K2 i to on był przyczyną silnych wiatrów i opadów”[71]. Wiatry, które zmusiły wspinaczy do zatrzymania się w obozach przejściowych, wywołał najpewniej tak zwany efekt Venturiego – północne wiatry nad K2 zostają zassane w dół, w stronę lodowców leżących poniżej, gdzie spada ciśnienie powietrza.

K2 słynie także ze zjawiska znanego pod nazwą wiatrów katabatycznych: występują zwykle późnym popołudniem, a dochodzi do nich, gdy gęstsze powietrze przy bardzo dużej prędkości opada grawitacyjnie po stoku na niższe wysokości. Wspinacze, którzy mają nieszczęście znaleźć się na drodze takich wiatrów, mają niewielkie szanse na przeżycie.

Szerpa Pemba Gyalje o śmiałkach pragnących zdobyć K2, ich motywach oraz o gorączce szczytowej, jaka dopada wielu wspinaczy: Tak wiele wypraw szykujących się do zdobycia szczytu Pembę równie intrygowało, co niepokoiło. Doświadczenie zdobyte na Evereście i innych spośród najwyższych szczytów świata podpowiadało mu, że wspinaczy łączy zamiłowanie do wspinaczki, różnią zaś – podejście i powody, dla których ją uprawiają. Dla jednych góra jest ucieczką od banalności życia codziennego i wykonywanej pracy, dla innych – kolejnym trofeum na drodze do członkostwa w elicie wspinaczy; jeszcze innych przyciągało piękno dziewiczej natury.

Dla Koreańczyków liczyło się tylko wejście na szczyt, z kolei dla Norwegów zdobycie go byłoby tylko dodatkową nagrodą, bo swoją eskapadę i tak uznaliby za sukces. Dla kilku mniejszych wypraw cel leżał gdzieś pośrodku: zamierzali zaatakować szczyt, ale tylko wówczas, gdy próba nie zagrozi ich życiu i bezpieczeństwu.

Dla Pemby ważniejszy od zdobycia szczytu był bezpieczny powrót do domu. Szerpa był niezmiennie gotów zaakceptować własne ograniczenia i rozpoznać chwilę, kiedy należy zatrzymać się i zawrócić. Już w pierwszych tygodniach w obozie bazowym zdał sobie sprawę, że z takim podejściem należy do mniejszości:

Zrozumiałem, że dla większości najważniejsze było wejście na szczyt. Mogły z tego wyniknąć problemy, wielu ludzi przyjechało tu po raz drugi, trzeci, chcieli zaliczyć K2 i więcej tu nie wracać. Stąd zwykle bierze się żądza zdobycia szczytu za wszelką cenę. Podczas dni odpoczynku rozmawiałem w bazie z różnymi wspinaczami i wielu mówiło: „Jestem tu czwarty raz i oby na tym się skończyło” albo „To mój drugi raz, wydałem mnóstwo pieniędzy. Za dużo już mnie ta góra kosztowała”. Chcieli ją wreszcie zdobyć.

Gorączka szczytowa to wszechwładne uczucie. Niektórzy, gdy szczyt znajdzie się w zasięgu, nie potrafią mu się oprzeć. To pragnienie jest tak potężne, że nie liczy się żadna inna myśl, która powinna wpłynąć na decyzję o kontynuowaniu wspinaczki. Warunki pogodowe, przygotowanie fizyczne, bezpieczeństwo pozostałych członków zespołu, trudność terenu – nic nie oderwie owładniętego gorączką wspinacza od realizacji jego najważniejszego celu. Zahipnotyzowany szczytem  potrafi zignorować innych w sytuacjach zagrożenia, przejść obojętnie obok rannych, a nawet umierających.

Wciągająca i świetnie napisana książka. Nie ukrywam, że sporo w niej informacji oczywistych dla mnie, jednak nie przypominam sobie aby jakakolwiek inny pisarz/himalaista opisał/poruszył istotne zagadnienia dotyczące tak wielu kwestii związanych z wspinaczką wysokogórską w tak przystępny i profesjonalny sposób: warunków pogodowych, powodów dla których nie warto używać tlenu choć wspomaganie tlenem ma niewątpliwe korzyści, to nieoczekiwane wyczerpanie butli podczas wspinaczki przynosi katastrofalne skutki, podobne do symptomów odstawienia narkotykowego. Jeśli wspinacz korzysta z butli i dociera na określoną wysokość, wówczas nagłe odstawienie tlenu może skończyć się tragicznie, ponieważ organizm musi opanować gwałtowny skok od nadmiaru tlenu do jednej trzeciej tej ilości.  konieczności odpowiedniej aklimatyzacji.

Autorzy poruszyli również tematy mniej techniczne, te które tak często stają się przedmiotem zażartych dyskusji „ekspertów”: czy przebywając w tzw. strefie śmierci człowiek jest zdolny do podejmowania racjonalnych decyzji, na dużej wysokości mózg i płuca puchną z nadmiaru płynu wewnątrzkomórkowego, co skutkuje gwałtownym upośledzeniem funkcji życiowych i zdolności myślenia. W innym miejscu przeczytamy: Wspinacze, którzy byli przecież w większości silni i doświadczeni, zapomnieli podstaw wspinaczki, wydawali się niezdolni do logicznego myślenia.

Czekać dwa miesiące na okno pogodowe, wyzwanie dla niezwykle cierpliwych osobników: na przełomie lipca i sierpnia można spodziewać się czterech, pięciu dni stabilnej, dobrej pogody, zdaniem wielu prognozy te: stanowiły nieoczekiwany dar. Czyżby?  Po lekturze Morderczej góry dowiemy się czy to był dar dla wszystkich.

Ponury wpis zamieszczony na blogu zespołu singapurskiego siódmego sierpnia oznajmiał koniec wyprawy. Robert Goh, Edwin Siew Cheok Wai i towarzyszący im Szerpowie „z wielką niechęcią i ciężkim sercem” informowali, że planują opuścić bazę w ciągu tygodnia:

„Góra jest zarazem tak blisko i tak daleko – powiedział Goh. – Namioty i sprzęt są gotowe. Ale kiedy przy idealnej pogodzie ginie jedenastu wspinaczy, szoku nie da się ująć słowami. Nie możemy być na nikogo źli. Każdy sam decyduje, czy wchodzi, czy nie. Warunki są, jakie są, nikogo nie można winić. Jeśli po drodze zdarzy się problem, zawsze można zawrócić. W tym sporcie wyzwanie nie polega na tym, aby za wszelką cenę zdobyć szczyt. Wyzwanie to rozpoznać warunki, oszacować ryzyko, być fizycznie i psychicznie gotowym, żeby w odpowiednim momencie ruszyć w górę. Ale trzeba też wiedzieć, kiedy zawrócić… Góra zawsze tu będzie.”

Pemba Gyalje nepalski himalaista, zwany Tiger of the Death Zone, instruktor wspinaczkowy, kierownik wypraw i przewodnik górski. Wspiął się siedem razy na Mount Everest, dodatkowo na K2,Cho-Oyo bez tlenu i wiele sześciotysięcznych szczytów. Link do artykułu z Pembą Gyalje z którego zaczerpnęłam powyższe informacje (język angielski) https://yourstory.com/2015/05/pemba-gyalje-sherpa/ 

Podczas czytania czasami miałam wrażenie, że Pemba jest zbyt wyidealizowaną postacią, a może to wspinacz doskonały, jakich teraz ze świecą szukać. Jego niezwykła walka o ocalenie ludzi w tak niesprzyjających warunkach, nadludzkie poświecenie oraz skromność zasługują na bezsprzeczne uznanie.

Pat Falvey irlandzki wspinacz, dwukrotnie wspiął się na Mount Everest, przyjaciel jednej z ofiar K2 2008, pisarz, mówca motywacyjny. Jeden z artykułów dotyczących powstania książki i filmu o K2 2008 zatytułowano: Historia o jedenastu marzeniach, które umarły tego dnia. Link do artykułu poniżej, język angielski: http://www.thejournal.ie/readme/the-summit-pat-falvey-ger-mcdonnell-1185555-Nov2013/

Wilco van Rooijen, kierownik wyprawy holenderskiej Norit, jeden z cudem ocalonych, napisał własną książkę Surviving three days in the death zone. Surviving K2.

Linki do wywiadów z Wilco van Rooijenem (język angielski):   http://adventureblog.nationalgeographic.com/2008/08/06/k2-survivor-wilco-van-rooijen/

http://www.explorersweb.com/everest_k2/news.php?id=19141

Link do strony autora Pata Falvey’a, gdzie zamieszczono jednominutowy film/reklamę książki (język angielski). Wypowiadają na nim obaj współautorzy. Na stronie dostępny trailer filmu The Summit. Film ciekawy, nie zastąpi jednak przeczytania książki, która daje znacznie pełniejszy obraz sytuacji do jakiej doszło pod K2.

https://patfalvey.com/product/summit-triumph-turned-tragedy-k2s-deadliest-days/Fatal Altitude – Tragedy on K2 (

Na kanale YouTube Mountain Springs dostępne są różne filmy dotyczące himalaizmu, jednym z nich jest cały dokument o K2 2008 (język angielski), zatytułowany Fatal Altitude – Tragedy on K2.

Fotografie Vittoria Selli w wydaniu książkowym Summit : Vittorio Sella : Mountaineer and Photographer : The Years 1879-1909 by Vittorio Sella, książka dostępna obecnie na Amzonie i Allegro, Fatal Altitude – Tragedy on K2 ( stare czarno-białe fotografie górskich widoków, lodowców, panoramy, a w tym szczególnie rzadkie zdjęcia K2.

Link do trailera (język angielski) nietypowego filmu o górach z roku 2107, w reżyserii Jennifer Peedom (wyreżyserowała również nagrodzony film dokumentalny Sherpa), zatytułowany Mountain. https://www.madmanfilms.com.au/mountain/

Tak na marginesie moją uwagę skupił temat niezależnych wspinaczy. Pomimo iż jest on marginalnie poruszony przez autorów, to jednak spojrzenie na to zjawisko z zupełnie innej perspektywy sprawia, że trudno nie przyznać racji kierownikowi holenderskiej wyprawy Norit w sprawie niezależnie wspinającego się Serba, bez lin, z marnym sprzętem i bez kasy – Hoselito Bite, bo o nim mowa: Wilco się wściekł, kazał Serbowi zejść i jeszcze raz mu przypomniał, że nie weźmie za niego odpowiedzialności

Członków większych wypraw drażniła ponadto obecność kilku niezależnych wspinaczy, którzy – gdy już pojawili się w obozie – ostentacyjnie demonstrowali brak zapasów, sprzętu i lin i zamierzali zdobyć szczyt cudzym kosztem. Niezależni wspinacze nie są niczym nowym; choć samotna wspinaczka uchodzi wśród wielu za absurdalną, jej amatorzy od dawna zdobywali szczyty, niosąc ograniczone zapasy, a niekiedy i bez lin. Kiedy jednak samotnicy chcą skorzystać z ciężkiej pracy innych, ze sprzętu i z zapasów większych wypraw, pojawiają się problemy.

W III obozie wyprawa holenderska Norit układała się do snu, kiedy około północy wspinacze usłyszeli krzyk dobiegający z niedaleka. (..) Hoselito Bite, którego Wilco wykluczył z wyprawy, właśnie powrócił, by znów zamęczać zespół (…) gdy uderzył go wiatr wiejący z prędkością 100 km/godz., nie mógł sobie poradzić. (…) Potężny powiew porwał cienki, jednoosobowy namiot w ciemność. Hoselito próbował za wszelką cenę utrzymać go w miejscu, ale na próżno. Został mu tylko śpiwór i kombinezon. Przez śnieżycę pełzł po grani. Szczękał zębami. (…) W namiocie ledwie mieściło się trzech członków zespołu Norit, a teraz doszła jeszcze jedna osoba. Odpoczynek nocą przed atakiem szczytowym stał się praktycznie niemożliwy. (…) Tej nocy nikt w namiocie Pemby nie zmrużył oka. Po przygarnięciu Serba, który stracił swój namiot, wszyscy w zatłoczonym namiocie musieli siedzieć. Nikt nie mógł się położyć ani przyjąć wygodnej pozycji.

Hoselito Bite ma również swoje pięć minut w filmie dokumentalnym The Summit.

Reklamy