Reinhold Messner Naga Góra. Nanga Parbat – brat, śmierć i samotność. -„Wspinaczka wysokogórska nie jest przyjemnością, nie, jest autentyczną męką.”

Reinhold Messner Naga Góra. Nanga Parbat – brat, śmierć i samotność, przełożyła z niemieckiego Anna Wziątek, Wydawnictwo Dolnośląskie.

Z okładki: W 1970 roku Reinhold Messner i jego młodszy brat Günther byli uczestnikami wyprawy na Nanga Parbat – jeden z najtrudniejszych ośmiotysięczników. Wspinali się flanką Rupal, uznawaną wówczas za niemożliwą do przejścia. Obaj dotarli na szczyt, jednak zwycięstwo zamieniło się w klęskę – podczas zejścia Günther zginął przysypany lodową lawiną. Reinhold, oskarżany przez kierownika wyprawy o brawurę i egoizm, obwiniany o śmierć brata, powraca do dramatycznych przeżyć z wyprawy, odtwarzając dzień za dniem, godzinę za godziną…

Książkę świetnie się czyta, super wydana, sporo czarno-białych zdjęć, ciekawa lektura z punktu widzenia czytelników zainteresowanych tematem wyprawy na Nanga Parbat z 1970 roku czy historii himalaizmu.

Stanowisko jakie zajął Jochen Hemmleb w swojej książce: Dramat braci Messnerów, zdaje się całkowicie potwierdzać Reinhold Messner w Nagiej Górze. Panowie zapewne nie zgodziliby się co do „paru” szczegółów, ale jedno jest pewne: śmierć Günthera była dla Reinholda tragedią, jak pisze: tragedią, która leży u początków mojej tożsamości, jako człowieka przekraczającego granice. I jako wstrząs.

Mój brat był martwy. Musiałem wracać do domu sam. (…) częsta konieczność redukowania śmierci do kilku zdań boli. To, co niepojęte, potrzebuje czasu. Teraz jednak trzydzieści lat później, zależności stają się wyraźne, a tło jasne. Za pomocą notatek z dziennika, cytatów z oficjalnych sprawozdań z ekspedycji i listów opowiem o swojej górze przeznaczenia. Fragmentarycznie, niczym kamyki mozaiki, sen i wspomnienia z naszego wejścia na Nanga Parbat układają się w obraz, który jest ponadczasowy.

Autor odsuwa od siebie jednak fakt, że uczestniczył w tej tragedii w pełni świadomie:

  • Także i dzisiaj, spoglądając wstecz, widzę siebie zarówno jako ofiarę tej tragedii, jak i jej obserwatora.
  • W XI rozdziale zatytułowanym Zaginieni, Reinhold Messner miesza fragmenty z dziennika, czy z notatek (nie jest to do końca jasne) z tekstem napisanym najprawdopodobniej w chwili powstawania książki, gdzie na przemiennie wypowiada się w  pierwszej osobie, to w trzeciej: Ktoś chowa ubranie do anoraka i związuje rękawy z przeciwnymi końcami. Wsuwa w węzeł czekan, zarzuca go z tobołkiem na ramię, jeszcze raz rozgląda się i rusza. 
  • Reinhold Messner wraz z bratem Güntherem 27 czerwca 1970 roku zdobywają szczyt Nanga Parbat, naszą ścianę, jak nazywa ją Günther. Jednak po jej zdobyciu (dokładnie nie wiemy kiedy), autor pisze: Günther cierpi jednak na chorobę wysokościową. Zmuszeni do zejścia flanką Diamir. U jej stóp Günther umiera. Autor pisze zmuszeni są, nie my jesteśmy zmuszeni do…, tylko oni są, nie ja i mój brat, oni.
  • Niemal na samym końcu książki przeczytamy: – Günthera zabrała chyba lawina już zupełnie na dole, chcę to z siebie wyrzucić.

Niepewność co do wypadku brata zdaje się latami męczyć Reinholda Messnera, zważywszy na stan w jakim się znajdował po zdobyciu szczytu i biwaku na dużej wysokości nie powinien nikogo dziwić, że nie ma pewności co do losów brata.

Wciąż myślałem o Güntherze. Był tam i nie ma go. Gdyby tylko przy mnie był! Wszystko byłoby dobrze. Tak pisze Reinhold Messner trzydzieści lat po tragicznych wydarzeniach, następny fragment pisany jest kursywą, mającą oznaczać fragment z dziennika lub notatek: Gdzie teraz jest? Kiedy i gdzie straciłem brata z oczu? Nie wiedziałem. Wciąż próbowałem sobie wyobrazić od kiedy miałem halucynacje.

Wracając do początku, historii zdobywania Nanga Parbat (8126), której Reinhold Messner poświęca dużo uwagi w swojej książce. Pisząc o niej, dużo uwagi poświęca himalaiście, z którym czuje szczególną więź, a nawet powiedziałabym utożsamia się z nim. Jest nim pierwszy zdobywca Nanga Parbat, Hermann Buhl, który 3 lipca 1953 roku zdobył samotnie Nanga Parbat, kierownikiem wyprawy był Karl Maria Herrligkoffer.

Kiedy Buhl dzień wcześniej, wbrew woli kierownictwa wyprawy, postanowił za wszelką cenę wyruszyć (…) Herrligkoffer stracił panowanie nad sytuacją. Historia lubi się powtarzać. Autor z niesamowitą precyzją opisuje stany, w jakich znajdował się Hermann Buhl w trakcie ataku szczytowego (nie ma przypisów, trudno więc odnaleźć źródło tak szczegółowego opisu): Buhl tymczasem trudzi się, stawiając drobne kroki, które zbliżają go do szczytu. Wspinaczka już dawno przestała być przyjemnością, dreszczykiem emocji, jest czystą mordęgą (..) Samotnik czuje się jak odurzony. Mimo olbrzymiej koncentracji jest emocjonalnie wypalony i ospały. To otępieni! (..) Opanowuje go uczucie zagubienia (…) Budzi go pragnienie. Całkowicie odwodniony, zaczyna mieć halucynacje. (…) Czy to objawy schizofrenii?  itd.. 

Czytając relację Reinholda Messnera ze zdobywania szczytu przez Buhla ma się wrażenie, że albo pisze on o swoich doświadczeniach, albo powinna być jakaś wzmianka co do pochodzenia owego opisu, który w książce nie jest podany jako cytat. Dodatkowo ciekawy jest fakt, iż pisząc o swoich doświadczeniach Messner pisze: działały na moją świadomość jak schizofrenia.

Karl Maria Herrligkoffer (1916-1991) to postać znana wielu ówczesnym wspinaczom jako ten, co może załatwić wiele: Tak chcieliśmy z Güntherem zdobyć tę ścianę albo przynajmniej spróbować. I tylko Herrligkoffer miał do niej klucz:pozwolenie, know-how, możliwości finansowe. Tylko on mógł więc dać nam szansę. 

Karl Maria Herrligkoffer był przyrodnim bratem Willego Merkla, który w 1934 roku zmarł w trakcie zdobywania szczytu, zdaniem Reinholda Messnera, Willy Merkl potrzebuje „swojej Nangi” jak narkoman narkotyku, a po jego śmierci Karl przejmuje tym samym w milczeniu i nieproszony spuściznę po bohaterze, (…) przez noc z góry brata uczynił swoją górę.

Reinhold Messner pisze, iż kiedy Karl (…) dowiaduje się o tej tragedii, ślubuje kontynuację „walki o Nanga Parbat”, traktując ją niczym spadek i testament. Willy Merkl jest jego wzorem i bohaterska śmierć „Niemca na Nanga Parbat” dostarcza bodźca do naśladowania ideału. Odległy szczyt staje się obsesją Karla Marii. (…) I coraz więcej alpinistów pielgrzymuje z tym opętańcem do „Króla Gór”. To to nie góra ich potrzebuje, to oni jej potrzebują: do zaspokojenia ambicji, marzeń i pychyInni z pychy, Reinhold Messner nie, choć sam pisze: moje ówczesne usposobienie cechowało się zaangażowaniem, dyscypliną i chęcią przebicia wszystkich dotychczasowych osiągnięć. W innym miejscu czytamy: jestem opętany zasadą wyżej, trudniej, dalej. O swoim doświadczeniu i powodzie, dla którego Karl Maria zaprosił go na wyprawę są: jestem (…) skutecznym wspinaczem ekstremalnym.

Reinhold Messner daje do zrozumienia czytelnikowi, jak bardzo nie podobało mu się fakt, że jest jednym z uczestników wyprawy: W tych godzinach w obozie bazowym powstał plan wejścia na szczyt. Podczas naszej nieobecności! Güntherem i mną można było po prostu dysponować. (…) Podzielam ironię mojego brata. Jeśli kierownik wyprawy (mowa o Karlu) decyduje, że jeden człowiek ma trzy dni z rzędu zabezpieczać Rynnę Merkla po to, aby wypoczęty zespół mógł wejść na szczyt, korzystając z założonych poręczówek, to ten sam człowiek zdobywa szczyt jako pierwszy, więc nikt nie może robić mu wyrzutów. Kto wydaje nierozsądne rozkazy, nie powinien oczekiwać rozsądnych relacji. 

Zresztą część wspinaczy z tej wyprawy według Reinholda Messnera wyobrażało sobie kierownika, który wspinałby się razem z ekipą, pytanie kto wtedy kierowałby całą ekspedycją? Kucharz? Karl tylko nas wykorzystuje – stwierdza ktoś. – My nadstawiamy głowę, cała resztę dla nas załatwia on – mówi Hans. – Albo dla siebie. -Bądź co bądź zorganizował ekspedycję – koryguje ktoś inny. Z takim podejściem panowie, no cóż.

Plany zdobywania himalajskich szczytów nieraz wymknęły się spod kontroli, dopasowywane w zależności od warunków atmosferycznych i aktualnej formy wspinaczy, wielokrotnie wzbudzały kontrowersje i liczne nieporozumienia. Reinhold Messner uważał, że za jego plecami kierownik wyprawy zawarł z Felixem Kuenem (1936 – 1974, zdobył Nanga Parbat 1970 ) tajne porozumienie. Jeszcze miesiące po ekspedycji nie podejrzewałem istnienia żadnego potajemnego porozumienia. Naiwnie wierzyłem w prawo natury, które daje szansę najlepszemu. Nie trudno się domyślić o kim pisze autor, oczywiście o sobie.

Kilka stron dalej znajdziemy spostrzeżenia Reinholda Messnera z dnia 26 czerwca, świadczące iż nie kilka miesięcy po wyprawie podejrzewał tajne porozumienie, a znacznie wcześniej, tuż przed atakiem szczytowym: Felix nic więcej nie mówi. Czy między nim a Herrligkhofferem jest tajna umowa?

Jest spora szansa, iż tutaj Reinhold Messner ma całkowitą rację, czy to dlatego o drugiej w nocy samotnie opuścił obóz? Czy kolor racy, jaki wystrzelono z bazy, mający świadczyć o warunkach pogodowych miał dla niego jakiekolwiek znaczenia? Myślę, że nie. Ale to jedynie gdybanie. Zdaniem kierownika wyprawy: Bracia Messner najwyraźniej złamali najwyższe przykazanie, zaniechania ekstrawagancji.

Będąc w szpitalu, Reinhold Messner napisze:

Odmrożone opuszki palców i siedem palców u stóp są czarne. Nie ma w nich czucia. Stracę je. Już nigdy nie będę mógł wspinać się jak wcześniej, przed Nanga Parbat.

To wszystko nie było takie ważne!  Jak jednak mogłem żyć dalej, nie mogąc wyjaśnić, że wiele spraw miało się inaczej, niż napisano w milionach gazet. Jak sam miałem dowiedzieć się prawdy o drodze zejścia i śmierci swojego brata, skoro o naszej tragedii opowiadają inni, oceniają ją, nie wysłuchawszy mnie wcześniej, nie będąc przy tym?

Dlatego polecam samemu przeczytanie u źródła: Reinhold Messner Naga Góra. Nanga Parbat – brat, śmierć i samotność. 

Reklamy