Alice Feeney „Czasami kłamię” – „Trzeba błyszczeć póki się da”

Alice Feeney Czasami kłamię, Biblioteka Akustyczna, czyta Ewa Abart, data wydania 11 października 2017, tytuł oryginału: Sometimes I Lie, tłumaczenie Agnieszka Walulik.

…mrugaj, mrugaj gwiazdko ma, jaka tajemnica twa

Niezwykle rzadko słucham audiobooków, jednak po wysłuchaniu darmowego fragmentu Czasami kłamię Alice Feeney, zdecydowałam się na spędzenie kilku godzin w towarzystwie Ewy Abart. Słucha się z przyjemnością, świetna interpretacja.

Kompozycja książki jak i sposób narracji w pierwszej osobie wciągnęły mnie do tego stopnia, iż przesłuchałam audiobook w ciągu jednego dnia. Świetnie napisany thriller psychologiczny z ciętymi dialogami i poczuciem humoru. Czasami kłamię ma w sobie wiele naturalności, bohaterów opisanych przez Alice Feeney równie dobrze mogłoby wykreować samo życie, czyż nie?

Stąpam ostrożnie po dywanie kłamstw, starając się ich nie zbudzić.

Teraz. Amber Reynolds jest uwięziona we własnym ciele, będąc w stanie śpiączki dryfuje po meandrach swojej nieuporządkowanej pamięci, starając się odnaleźć właściwe pliki, z których wyłoni się realny świat, jej świat. Wypadek samochodowy, którego okoliczności budzą wiele pytań zarówno wśród policjantów prowadzących dochodzenie, jak i najbliższych wydarzył się wtedy, niemal do ostatnich rozdziałów nie wiadomo jak do niego doszło. Przedtem, to czas w którym poznajemy dziesięciolatkę prowadzącą pamiętnik: 16 września 1991 roku,  Kochany pamiętniczku… pisze dziewczynka, wspomina dzieciństwo pełne mrożonek i kłótni rodziców, szkolne problemy i uwielbianą przyjaciółkę Taylor, z jej idealnymi rodzicami, tylko że …prawda się trochę pogmatwała… Później świat zdaje się wyglądać nieco inaczej grałam nie w tę grę, co trzeba.

W miarę słuchania z fragmentarycznego świata Amber wyłania się żywot pełen tajemnic, przemilczanych historii i niewypowiedzianych słów, czasami czas rozciąga się jak akordeon.

Fabuła książki niczym pamięć osoby z Alzheimerem niejednokrotnie wypłynie na nieznane i niepewne wody, w których nie ma pewności co jest snem, a co wydarzyło się naprawdę życiu głównej bohaterki, kim właściwie jest absorbująca podziw Madeleine?

…mrugaj, mrugaj gwiazdko ma, jaka tajemnica twa

Alice Feeney Czasami kłamię to wciągający psychologiczny thriller, literacki debiut autorki.

Trzeba błyszczeć póki się da.

https://www.alicefeeney.com/

http://bibliotekaakustyczna.pl/czasami-klamie-cd,3,1987,4736

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Alice Feeney Czasami kłamię, pisane ze słuchu.

Poniżej fragment pierwszego rozdziału Czasami kłamię w wersji elektronicznej z wydawnictwa WAB, dostępnego w księgarniach internetowych do pobrania bądź czytania online.

Teraz
Drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, grudzień 2016

Zawsze lubiłam moment zawieszenia między snem a jawą. Te kilka cennych ułamków sekund, zanim otworzy się oczy, kiedy człowiek przyłapuje się na wierze, że jego sny mogą być rzeczywistością. Chwila niezwykłej przyjemności albo bólu, nim zmysły na powrót dojdą do głosu i poinformują cię, kim, czym i gdzie jesteś. Teraz jednak, jeszcze przez sekundkę, rozkoszuję się złudzeniem, które pozwala mi sobie wyobrażać, że mogę być kimkolwiek, gdziekolwiek, mogę być kochana.

Czuję na powiekach światło i zwracam uwagę na platynową obrączkę na palcu. Wydaje się cięższa niż zwykle, jakby jej waga ściągała mnie do ziemi. Moje ciało jest przykryte prześcieradłem; pachnie obco i zastanawiam się, czy przypadkiem nie jestem w hotelu. Ulatnia się wszelka pamięć o tym, o czym śniłam. Próbuję ją pochwycić, usiłuję być kimś, kim nie jestem, i pozostać gdzieś, gdzie mnie nie ma, ale nie mogę. Nadal jestem tylko sobą i tylko tutaj, gdzie – wiem to już teraz – wcale nie pragnę być. Bolą mnie ręce i nogi i jestem tak straszliwie zmęczona, nie chce mi się uchylać powiek, aż przypominam sobie, że i tak nie mogę tego zrobić.

Niczym podmuch lodowatego powietrza ogarnia mnie panika. Nie mogę sobie przypomnieć, co to za miejsce i jak się tu dostałam, ale przynajmniej wiem, kim jestem.Nazywam się Amber Reynolds. Mam trzydzieści pięć lat. Moim mężem jest Paul. Powtarzam sobie w głowie te trzy fakty, trzymam się ich kurczowo, jakby mogły mnie ocalić, lecz mimo to pamiętam, że czegoś w tej historii brakuje, ktoś wyrwał ostatnie kartki. Gdy już uzupełniam w miarę możliwości wspomnienia, na powrót je zagrzebuję, aż cichną w mojej głowie na tyle, bym znowu mogła myśleć, czuć, próbować doszukać się w tym jakiegoś sensu. Jedno wspomnienie odmawia jednak posłuszeństwa, uparcie próbuje wydostać się na powierzchnię, ale nie chcę dać mu wiary.

Do mojej świadomości przebija się odgłos jakiejś aparatury, wykradając mi ostatnie strzępy nadziei i pozostawiając tylko niechcianą pewność, że znajduję się w szpitalu. Sterylny smród tego miejsca sprawia, że mam ochotę wymiotować. Nienawidzę szpitali. To domy śmierci i spóźnionego żalu, nigdy dobrowolnie bym do żadnego nie weszła, nie mówiąc już o pobycie.

Przedtem byli tu jacyś ludzie, obcy, teraz to pamiętam. Posługiwali się słowem, którego postanowiłam nie słyszeć. Przypominam sobie zamieszanie, podniesione głosy i strach, nie tylko mój własny. Wysilam się, by przywołać coś jeszcze, ale umysł mnie zawodzi. Stało się coś bardzo złego, tylko nie wiem co ani kiedy. Czemu go tu nie ma? Czasem niebezpiecznie jest zadawać pytanie, kiedy zna się już odpowiedź. On mnie nie kocha. Zaznaczam sobie tę myśl.

Słyszę otwierane drzwi. Dźwięk kroków, a potem wraca cisza, ale nie idealna, już nie tak czysta. Wyczuwam stęchły odór papierosów, z prawej strony słyszę długopis drapiący po papierze. Ktoś po mojej lewej odkasłuje i dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że w pokoju są dwie osoby. Obcy ludzie w ciemnościach. Jest mi zimniej niż przedtem i czuję się straszliwie mała. Nigdy w życiu nie byłam tak przerażona. Chciałabym, żeby ktoś coś powiedział. – Kto to? – pyta kobiecy głos. – Nie mam pojęcia. Biedaczka, co za tragedia – odpowiada druga kobieta. Żałuję, że w ogóle się odezwały. Zaczynam krzyczeć.

Nazywam się Amber Reynolds! Jestem prezenterką radiową! Dlaczego nie wiecie, kim jestem?

 

Reklamy