Martín Caparrós „Głód” – „Jest tyle form przemilczania.”

Argentyński piscover (112)arz i dziennikarz Martín Caparrós Głód, Wydawnictwo Literackie.

Cała sztuka polega na tym, żeby przedstawić chorobę jako lekarstwo.

„…co niespełna cztery sekundy jedna osoba umiera na skutek głodu, niedożywienia i wywołanych tym chorób. Siedemnaście w ciągu każdej minuty, dwadzieścia pięć tysięcy każdego dnia, ponad dziewięć milionów w ciągu roku. Półtora Holokaustu rocznie.

Nie spodziewałam się tak dobrej książki, zmuszającej do myślenia. Jak można ugryźć temat głodu? Historia, klimat, religia, konflikty, handel, wyzysk, wykształcenie – wszystko ma wpływ na nasze życie, jak pisze autor jedną z największych niesprawiedliwości jest to, że wystarczy urodzić się w innym kraju, by słowo głód pozostało bezbarwnym, nic nieznaczącym. Książka wywarła na mnie spore wrażenie, ogromne wrażenie, kolejny raz uświadomiłam sobie jak mało wiem – wegetarianizm w hinduizmie,  kukurydza na biopaliwa, nowe slumsy Argentyny – wysypisko śmieci, Nobel dla znanej matki z Kalkuty, która była przeciwniczką antykoncepcji i nigdy nie zbudowała żadnego szpitala, tylko jak pisze autor „umieralnie” – rzadko się zdarza by mimo już powszechnej wiedzy na temat poczynań owej noblistki ktoś odważył się opisać ją w świetle, nazwijmy je zastanym, co zrobił autor „Głodu”. Odważnie pisze o mechanizmie zdobywania rynków zbytu na amerykańską żywność marnej jakości, schemat od lat ten sam, a jednak niewielu mówi o nim otwarcie. Współczesny głód Ameryki ma zupełnie inne oblicze niż ten obecny w Indiach, Bangladeszu czy Afryce. Przyznam że pierwszy raz czytałam reportaż, w którym autor dołożyłby tak wielu starań, by badając głód dotarł do niezwykle odległych zakątków naszego globu, czego przykładem może być Madagaskar – bogactwo ukryte w zebu.

Od dawna uważam, że powinniśmy mniej uwagi poświęcać czasom minionym, zwłaszcza pomnikom z II wojny światowej, szczególnie jeśli z ludobójstwem wiąże się tylko jedną nację, zapominając o Ormianach, Cyganach, Rwandzie, czy tym co obecnie dzieje się na terytorium Birmy. Autor trafnie podsumował  w liczbach ilu ludzi ginie codziennie z głodu,a ilu zginęło 11 września. Nie stawiamy im pomników, sama nie potrafię zrozumieć dlaczego dziecko w Afryce ma być mniej niewinne niż ofiary zamachów z 11 września, mniej godne upamiętnienia i pochodów?

Zawsze kiedy myślałam o głodzie, to pierwsze skojarzenia, zapewne podobnie jak wielu Europejczyków miałam głód=Afryka. Jak pisze autor jest to bbbb mylne wyobrażenie. Jest wiele momentów w tej książce, kiedy chciałoby się krzyknąć, kup pan jej tą krowę, dwie. Dla mnie chyba najistotniejsze jest, że im więcej czytam tym staję się bardziej świadoma nie tylko ulotności życia, ale przerażona ile czasu zajmuje nam konsumpcjonizm. Martín Caparrós w swojej książce niemal wyczerpał temat głodu, niezwykle trafne porównania autora i nieszablonowe podejście do tematu warte jest poświęcenia czasu. Ciekawa, wyjątkowa, mądra i dojrzała to praca.

strona wydawnictwa

http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/3732/Glod—Mart%C3%ADn-Caparros

Mówi się o suszy. Kiedy komentuje się problem głodu w Nigrze, ogólnie w Sahelu, mówi się o suszy. To prawda, klimat ma duży wpływ – zeszłoroczna susza na przykład, słynne zmiany klimatyczne i tak dalej.
Ludzie od tysiącleci, odkąd zaczęli uprawiać rośliny dające pożywienie, uzależnieni byli od pogody, żyli w lęku przed złą pogodą. Aby wierzyć w to, że mogą nad nią panować – albo przynajmniej łagodzić jej negatywne oddziaływanie – wymyślili bogów, powierzając im swój majątek, życie i losy. Przed ponad wiekiem nauczyli się, nawet dosyć dokładnie, przewidywać pogodę. Wciąż jednak pewne zjawiska wymykały się prognozom: pojawiały się huragany, susze, mróz i inne nagłe zmiany pogody, których przyczyn nie dawało się wytłumaczyć.
W wieku świateł trudno było wymyślać kolejnych bogów, tak więc sięgnięto do Rozumu: idea zmiany klimatu pozwala przyjąć, że wszystkie te perturbacje – wzrost, spadek temperatury, zmniejszenie się pokrywy polarnej na Arktyce, jej zwiększenie na Antarktydzie, nieznośne upały, tęgie mrozy, tornada, cyklony, tsunami – mają wspólną przyczynę, którą znamy; więcej, którą jesteśmy my sami – biedni bogowie.
Idea zmiany klimatu wprowadziła zasadę porządku tam, gdzie go dotąd nie było: teraz wiemy – uważamy, że wiemy – czym są wywołane i dlaczego następują zjawiska, których przyczyn przedtem nie znaliśmy. Grecy przekonani byli, że to Zeus ciskał pioruny; teraz każdy wie, że wszystko dzieje się za sprawą zmian klimatycznych. I może to prawda. Tak czy owak, podobne wyjaśnienie przynosi ulgę.

Cywilizacja polega na dążeniu człowieka do uniezależnienia się od pogody: zbudować dach, żeby nie zmoknąć, wentylację, żeby się nie piec z gorąca, system nawadniający, żeby nie stracić plonów. Oczywiście różna jest skala odczuwania skutków złej pogody. Tegoroczna susza w Stanach Zjednoczonych sprawi, że wielu rolników nie będzie mogło kupić nowych maszyn czy samochodów albo nie będzie w stanie zapłacić uniwersyteckiego czesnego dla swoich dzieci, a i tak będzie dalej otrzymywać subwencje. Z kolei argentyńscy bogacze staną się dzięki tej suszy jeszcze bogatsi. Ubiegłoroczna susza w rejonie Madaoua przyniosła śmierć głodową Seydou, Abdelazizowi, Hassanie, i tylu innym dzieciom. Jednak to nie klimat zabija, tylko przede wszystkim brak środków i niemożność poradzenia sobie z kaprysami pogody.


Pod wielkodusznością przypisywaną tym, którzy walczą, pulsuje bowiem egoizm. Jest w tym pewna oczywista sztuczka: podpisanie się pod jakimś mniej czy bardziej wzniosłym zamierzeniem to jedno z niewielu znanych antidotów na banalność życia. (…) Stwierdzenie, że młodość to czas złudzeń, które wraz z wejściem w dorosłość porzucamy – rzekomo dlatego że gdzieś się zakorzeniamy, osiadamy na miejscu, przyjmujemy rozmaite zobowiązania – brzmi jak pusty frazes. Myślę, że człowiek zaczyna tracić owe złudzenia, kiedy uświadamia sobie ulotność wszystkiego, skończoność. W młodości czas nie ma dla nas kresu, i na wszystko jest czas. Gdy się zestarzejemy, uważamy, że dwadzieścia lat minęło szybko i właściwie nic się w tym czasie nie wydarzyło albo wydarzyło się wszystko, czy może raczej: wszystko było jak zawsze. Tej myśli próbujemy się przeciwstawić. (…) Mam wrażenie, że odczuwam wobec swojej epoki gniew, a głód jest syntezą wszystkiego, co we mnie ten gniew wywołuje.