Alice Munro Coś o czym chciałam Ci powiedzieć – Nie przeszkadza mi samotność. Wieczorami czytam i oglądam telewizję. Nie, nie zawsze. Czasami siedzę w ciemności, piję whisky z wodą i rozmyślam – bez sensu, bezradnie, niemal z ulgą – o rzeczach, o których już zapomniałam lub od dawna nie byłam w stanie rozmyślać.

cover (109)Alice Munro Coś, o czym chciałam Ci powiedzieć, Wydawnictwo Świat Książki.

Opis z Wydawnictwa Świat Książki: Alice Munro daje niezbity dowód, że jak nikt inny potrafi uchwycić istotę ludzkiej natury w najróżniejszych naszych zachowaniach. Trudno sobie wyobrazić żywszy zmysł obserwacji . „Houston Post” W doskonałym zbiorze trzynastu opowiadań zatytułowanym „Coś, o czym chciałam Ci powiedzieć”, Alice Munro wykazuje się niezwykłą wrażliwością, prostotą stylu i wspaniałą techniką pisarską. John Updike przyrównał ją nawet do Czechowa. Opisane przez nią siostry, matki, córki, ciotki, babcie oraz przyjaciółki żyją nadzieją, miłością, gniewem i wiarą w pojednanie, zmagają się z przeszłością, teraźniejszością oraz tym, co jeszcze przyniesie los.
Munro, z wrodzoną delikatnością i szczerością pisze o uczucia, trudnych relacjach damsko-męskich, nieudanych związkach, rozliczeniach z przeszłością, przekraczaniu progu dorosłości, upływie czasu, starości w kontekście relacji międzypokoleniowych, stosunkach miedzy rodzeństwem, poczuciu winy, budzącej się seksualności, życiowych wyborach oraz ich konsekwencjach. Trudno o bardziej subtelne i przenikliwe pióro we współczesnej prozie. 

Niezwykle cenię zbiory opowiadań, których autorką jest ta niezwykle życiowo mądra kobieta, Alice Munro. Jest dla mnie w pewnym sensie niewyobrażalne, że można napisać tak wiele opowiadań o kobietach, nie powtarzając się. Każdy zbiór opowiadań tej kanadyjskiej noblistki czytam z przyjemnością.

Kiedy codziennie wracam po zajęciach do domu i widzę skrzynkę pocztową, szczerze mówiąc, ogarnia mnie przyjemne uczucie braku oczekiwania. Przez dwa lata ta metalowa skrzynka była pępkiem mojego świata i teraz, kiedy znów staje się obojętna i nie obiecuje ani nie kryje w sobie zbyt wiele, wywołuje u mnie poczucie ustępującego bólu. Nikt nie wie, że coś straciłam, nikt nie zna tej strony mojego życia, chyba że ogólnie, z plotek. Kiedy się tu zjawiłeś, nie udzielaliśmy się towarzysko, więc teraz mogę żyć dalej, jakby nic się nie stało, jakby nigdy ciebie nie było. Po jakimś czasie jednak się komuś zwierzyłam, koledze z pracy, Gusowi Marksowi. Niedawno rozstał się z żoną. Zabiera mnie na kolację, pijemy i opowiadamy sobie nasze historie, a potem, głównie z mojej inicjatywy, idziemy do łóżka. On jest włochaty i smutny, a ja oszalała.
Sama siebie zadziwiam. Po kilku dniach zaprasza mnie na kawę i mówi:
– Martwię się o ciebie. Pomyślałem, że może powinnaś… do kogoś pójść.
– Masz na myśli psychiatrę?
– Tylko żeby porozmawiać.
– Zastanowię się.
Ale w duchu się z niego śmieję, bo skupiam się na innym planie. Jak tylko skończy się semestr, pod koniec kwietnia, zamierzam do ciebie pojechać, odwiedzić miasto, w którym umarłeś. Nigdy tam nie byłam. Taka propozycja nigdy nie padła. Nie mogę się już doczekać tej wyprawy i jestem wyjątkowo radosna. Kupuję modne okulary przeciwsłoneczne i nowe, lekkie ubrania.
Miłość wcale nie jest nieunikniona, to kwestia wyboru. Tyle że nigdy nie wiadomo, kiedy się go dokonuje ani – mimo pozornej frywolności – kiedy stał się nieodwracalny. Nic przed tym wyraźnie nie ostrzega. Pamiętam, jak jedliśmy razem lunch i kiedy powiedziałeś: Kochałem cię. Kocham cię teraz, spojrzałam w wiszące za tobą lustro i było mi za ciebie wstyd. Pomyślałam, Bóg jeden wie dlaczego, że chcesz być szarmancki; nie potraktowałam tych słów serio i przyszło mi do głowy, że za chwilę popatrzysz na mnie i zrozumiesz, że powiedziałeś to niewłaściwej osobie; kobiecie, która zarzuciła cały sztafaż, język potrzebny do odbierania takich hołdów. Wcześniej zrezygnowałam z wszelkich podchodów i pobocznych wątków. Przestałam używać przyciemniającej farby do włosów i nakładać na twarz maseczki z białek i płatków owsianych z miodem, kremy z hormonami, cienie czy w ogóle cokolwiek.
Potem dotarło do mnie, że mówisz poważnie i jeszcze, jak nigdy przedtem, wydało mi się, że to jakaś pomyłka.

Reklamy