Jan Jakub Kolski „Egzamin z oddychania”

cover (88)

Jan Jakub Kolski „Egzamin z oddychania”, Wydawnictwo Wielka Litera.

Miałam mieszane uczucia czytając „Egzamin z oddychania” – ciekawa kompozycja, bywało zabawnie, nudno i żenująco. Tak do połowy książkę poleciłabym,  jednak oceniając ją jako całość warto przeczytać jeżeli interesuje nas mix Zosia samochwała, pudelek i mądrości życiowe nastolatki plus przeplatanka słowna, miła dla wrażliwego ucha lub odrzucająca wulgarnością. Podobał mi się zapis relacji łączących autora z matką, bobrowe przepychanki i kompozycja, ale nie warto tracić na nią czasu, jeśli pod ręką mamy coś ciekawszego.

Niemal nie występuje w tej książce ex, ledwo wspomniana. Piszę o tym, ponieważ zdarzyło mi się słyszeć, że książka okropna, jak tak można, bo autor uśmiercił w niej swoją żonę – nic takiego nie znalazłam w moim egzemplarzu. Autor nie ukrywa, iż częściowo książka opisuje jego doświadczenia + fikcja.

Książka przypomniała mi o „Narcyzie i Złotoustym”, autorstwa Hermana Hessego – „W kilka tygodni później wielka praca Złotoustego została ukończona i ustawiona. Powtórzyło się to, co kiedyś już przeżywał: dzieło jego przeszło w posiadanie innych, było oglądane, krytykowane, chwalone; sławiono Złotoustego i czczono, ale serce jego i pracownia stały pustką, a nie wiedział już, czy dzieło warte było tej ofiary. „

Zachęcona ostatnią książką autora postanowiłam powrócić do „Egzaminu…” Zastanawiam się, dlaczego pierwsze czytanie nie przebiegło pomyślnie? Książka, o której słyszałam kilka niepochlebnych opinii, że wulgarna, że stary cap opisał swoje fascynacje jak to zdradzał biedna żonę z niemal dzieckiem itp. została opatrzona etykietą kółka gospodyń wiejskich – niezdatne do czytania. A ja uważam, że trzeba przeczytać, pozazdrościć umiejętności wysławiania się i nie oczekiwać, że każdy musi żyć szarym życiem, być bytem powielonym by zasługiwał na oklaski. Jesteśmy szarym tłumem, żyjącym w swoim niemal przewidywalnym życiem o określonych poglądach. 

Wulgarnie jest, ciekawie jest czasami, przerośnięte ego samozwańczego Mistrza obecne, wątpliwości jednostronne są, seks jest, podróże w tle są, tylko brakuje ex-miłości, ale to chyba plus. Takie życie –  każdy ma swoje. A z opiniami o książkach –  jest jak z d… każdy ma również swoją. Mi się podobało, nie muszę darzyć sympatią fikcyjnego Narcyza, kiedy mowa o Złotoustym.

Kiedy czytałam wywody autora, tzw. „mądrości życiowe” , albo „złote myśli” jak kto woli miałam ochotę dodać „służba, lustro dać, będziem się podziwiać”.

„Dojeżdżają do Popielaw. Muszelka otwiera szeroko oczy. Mijają kapliczkę stojącą na rozstaju dróg, czworaki z czerwonej cegły, staw z wierzbą pokraczną, niskie murki betonowe. Skręcają w prawo. Pokazuje się dom rozłożysty z facjatą pośrodku, przygnieciony papą jak brzemieniem, wrośnięty w trawę i osty. Z przodu ganek niegdysiejszy, obok dwa wielkie dęby. Wielgachne. Teraz Muszelka kręci głową.
– Zajebiste… I one będą nasze?- Nasze? To raczej drzewa są właścicielami…Wiesz, ile takich Muszelek już przeżyły?” „Bo ja jestem Macho, niech kobiety mi wybaczą”:)

Czy poniższy tekst za 30 lat nadal będzie aktualny? 

„Żyłem. Dostałem wszystko. Nie po kolei, ale… wszystko. Przychodziło samo. Cierpiałem, nie cierpiałem.
Wreszcie – za późno – przyszłaś TY, moja Dziwka, moja miłość śmiertelna. W dniu spotkania w stołówce Najwyższej Szkoły Filmowej Świata zacząłem w tej samej chwili żyć i umierać, wspinać się i schodzić w dół.
Dziwka uśmiecha się. Ma jakieś sześćdziesiąt lat, czarne oczy, posiwiałe włosy, śniadą skórę. Jest krucha i piękna. Delikatna. Jako dziecko grała w jego filmach.
„Proszę, niech pan na mnie poczeka… jakieś dziesięć lat, aż dorosnę. Niech pan nie odrzuca tych słów tylko dlatego, że wypowiada je mała dziewczynka… Mam dwanaście lat, ale wiem, co czuję. Kocham pana najbardziej na świecie”.
Teraz pomaga mu umrzeć. Gdyby mogła, oddałaby mu oddech, tętno, ciśnienie krwi. Gdyby mogła, umarłaby zamiast niego. Tego nie trzeba się domyślać, bo czarne oczy wyświetlają taki film. Wszystko widać jak na ekranie.
Przeprowadza go na drugą stronę. Trzyma starca za dłoń, gra opuszkami palców po zeschniętym pergaminie. Żeby bał się jak najmniej. Ale on się boi przeraźliwie. Nie jest wystarczająco uprzejmy.
Żyłem, robiłem filmy, byłem nauczycielem i mistrzem, byłem ojcem, draniem i dobrym człowiekiem.
Teraz sram ze strachu i to jest moje ostatnie wypróżnienie.”