Franz Kafka Ameryka

cover (86)

Franz Kafka jest jednym z moich ulubionych pisarzy, jednak to nie jego powieści cenię najbardziej, a opowiadania, których całkiem sporo się zachowało. Pośród trzech powieści jakie czytałam: ProcesuZamku i Ameryki, tą ostatnią uważam za najmniej ciekawą, klimat powieści zwyczajnie do mnie nie trafił. Spośród trzech powieści jakie dotąd czytałam Zamek należy do moich ulubionych, zwłaszcza w formie audiobooka.

Franz Kafka jest mistrzem mistyfikacji, kreuje świat wedle swoich zachcianek, czego przykładem są losy głównego bohatera powieści Ameryka, Karla.

Ameryka przytłoczyła mnie, nie znalazłam radości w czytaniu jej, a to dziwne bo nawet Kolonia karna zdawała się być lżejsza. Życie Karla Rossmana obfituje w zaskakujące zwroty akcji, jednak mam wrażenie jakby on sam nie miał zupełnie wpływu na koleje swojego losu. Niczym bezwolna marionetka, która bez właściciela zamiera, nie potrafiąc podjąć niemal żadnych decyzji. Targana wiatrem istotka, zbyt delikatna i niezdecydowana aby stawiać opór, zderza się z brutalną rzeczywistością niemal na każdym kroku. Bez sprzeciwu przyjmuje rolę w tym absurdalnym teatrze, jakim bywa życie. Podobnie jak główny bohater z powieści Zamek, tak i Karl Rossman  musi dostosowywać się do otaczającego go świata. Tylko że Karl to jeszcze niemal dziecko, które nie miało sprzyjających warunków aby wykształcić pożądane tak przez otaczających go dorosłych cechy, nieomylność i trafność w podejmowaniu decyzji, przecież w życiu nie popełnia się błędów.  Dramatyczne zwroty akcji, w których jedynie kara za wybór odmienny od człowieka mającego władzę jest pewna. Karl jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki usuwany jest z życia tych, którzy mieli sprawować nad nim opiekę. Wymazany byt, a mimo to zdaje się trwać niezależnie od okoliczności, jakby otoczenie w jakim żyje nie miało zupełnie dla niego znaczenia. 

Niedokończona to powieść, ale tylko w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Jej autor nadal jest w drodze, która trwać będzie już bez końca. Oczekiwania co do końca, samo w sobie wyobrażenie o nim jest interesujące.

Chodzi przecież właśnie o teraz – pomyślał Karl. – Tru­dno dogadać się z tym człowiekiem”.
– Niechże się pan położy na łóżku, bę­dzie pan miał wię­cej miejsca – podpowiedział mężczyzna.
Karl wczołgał się, jak po­tra­fił, do środka i za­śmiał się gło­śno przy pierwszej nie­u­da­nej pró­bie prze­do­sta­nia się przez po­ręcz. Lecz za­le­dwie zna­lazł się na łóżku, za­wo­łał:
– Na mi­łość bo­ską, zu­pełnie za­po­mnia­łem o moim ku­ferku!
– Gdzie on jest?
– Na górze, na po­kładzie, pilnuje go znajomy. Ale jakże on się na­zywa?
I z ukrytej kieszeni, którą mu matka wszyła na drogę pod podsze­wkę su­rduta, wy­cią­gnął wi­zy­tówkę: – Butterbaum. Franz Butterbaum.
– Bardzo panu po­trze­bny ten ku­fe­rek?
– Na­tu­ralnie.
– No, to dla­czego po­wie­rzył go pan obcemu czło­wie­kowi?
– Za­po­mnia­łem na dole pa­ra­sola i po­bie­głem, żeby go przy­nieść, ale nie chcia­łem taszczyć ze sobą ku­ferka. A po­tem w do­datku za­błą­dzi­łem tu­taj.
– Jest pan sam? Bez to­wa­rzy­stwa?
– Tak, sam. – „Po­winie­nem się może trzy­mać tego czło­wieka – prze­mknęło Karlowi przez głowę – gdzież znajdę lepszego przy­ja­ciela!”
– A te­raz stra­cił pan jeszcze ku­fer. O pa­ra­solu już na­wet nie mó­wię.
I mężczy­zna usiadł na krze­śle, jakby sprawa Karla wzbu­dziła w nim te­raz pewne za­inte­re­so­wa­nie.
– Ależ ja wie­rzę, że ku­fe­rek nie jest jeszcze stra­cony.
– Wiara uszczę­śli­wia – po­wie­dział mężczy­zna i po­dra­pał się mocno po ciemnych, krótkich, gę­stych wło­sach. – Na statku wraz ze zmianą portów zmie­niają się także oby­czaje. W Hambu­rgu pański Butterbaum może przy­pilno­wałby ku­fra, tu­taj najprawdo­po­do­bniej ani po jednym, ani po dru­gim nie ma już śladu.
– Wo­bec tego mu­szę za­raz zajrzeć na górę – po­wie­dział Karl i rozglądnął się wo­kół, jak by się stąd wy­do­stać.
– Niech no pan zo­sta­nie – rzekł mężczy­zna i wprost bru­talnie ude­rza­jąc go ręką w pierś, wtrą­cił go z po­wro­tem do łóżka.
– Dla­czego? – spy­tał Karl gnie­wnie.
– Bo to nie ma żadnego sensu – odparł mężczy­zna. – Za chwilkę ja także wy­chodzę, to pójdziemy ra­zem. Albo ku­fe­rek zo­stał skradziony, wtedy nie ma rady, albo ten czło­wiek go zo­sta­wił, a wtedy, gdy sta­tek zu­pełnie się opróżni, tym ła­twiej go znajdziemy. Tak samo jak pański pa­ra­sol.
– A pan do­brze zna sta­tek? – za­py­tał Karl po­dejrzli­wie i wy­dało mu się, jak gdyby prze­ko­ny­wa­jąca skąd­inąd myśl, że na pu­stym statku najła­twiej bę­dzie można odna­leźć jego rze­czy, miała ja­kiś ukryty ha­czyk.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s