Majgull Axelsson „JA NIE JESTEM MIRIAM” – „Miriam nie zamierzała się dzisiaj uśmiechać. Tego dnia, w midsommarafton, będzie tylko sobą.”

cover (84)

Majgull Axelsson „Ja nie jestem Miriam”, Wydawnictwo WAB. Kiedy czytam książki w przekładzie, nigdy nie zapominam o pracy tłumacza. Kolejny już raz czytam książkę w tłumaczeniu pani Haliny Thylwe, jak zwykle świetny przekład.

Majgull Axelsson  należy do moich ulubionych szwedzkich autorek, okładka z WAB-u inna niż poprzednie, książka również nieco inna, kompozycja w stylu dobrze znanym wielbicielom pisarki.

Ciekawa, refleksyjna, tajemnicza i osobliwa.

Poznajemy Miriam Adolfsson w dniu jej 85 urodzin, które zmienią wiele w jej dotychczasowym życiu. Sekret, którego ciężar tłamsił Miriam, skrywany przez ponad sześćdziesiąt lat tego dnia zostanie wyjawiony. Misterna konstrukcja w stylu autorki podsyca ciekawość, fabuła oparta częściowo na autentycznych wydarzeniach, o czym możemy przeczytać na końcu książki. Europa nadal nie rozliczyła się z pewną grupą etniczną, nikt nie stanął w ich obronie, nie stawiał im pomników, książka „Ja nie jestem Miriam” Majgull Axelsson to ważny głos. Celowo pomijam fakty, o których dowiemy się w trakcie czytania, aby nie odebrać przyjemności z czytania.

„Miriam zamrugała powiekami, jakby się właśnie obudziła, i rozejrzała się po ciemnym holu. Prawdziwy, ręcznie tkany dywanik nieco się przekrzywił, wyprostowała go stopą, westchnęła i rozluźniła się, przygarbiła, jej twarz przybrała naturalny wyraz, nie był ani uprzejmy, ani wyczekujący, jak wówczas gdy Hanna była w pobliżu. Jeszcze raz westchnęła i bardzo wolno weszła do salonu, jakby się w nim znalazła po raz pierwszy, jakby od przeszło dwóch lat nie odkurzała tutaj codziennie rano wszystkich mebli i wszystkich porcelanowych figurek. Niskie regały. Brązowa nakrapiana sofa. Głęboki fotel obity kwiecistym beżowym węzełkowym materiałem, na którym mogła usiąść tylko Hanna, o czym Miriam nawet nie mogła pomarzyć. Na stoliku obok odbiornik radiowy. Nagle korci ją, żeby usiąść w zakazanym fotelu i kręcąc gałkami, odszukać dobrze jej znany język, jej język, którego zrozumienie nie sprawiłoby jej najmniejszego trudu. Na przykład niemiecki. Albo romski.
– Ha!
Wzdrygnęła się na ten okrzyk, podszyty szyderstwem, i po jednej dziesiątej sekundy dotarło do niej, że to ona krzyknęła. Przecież to niedorzeczne, żeby ktoś mówił w radiu po romsku. Przecież to język przestępców, o czym się dowiedziała, podając któregoś dnia kawę koleżankom Hanny. Jedna z nich miała przy sobie mały leksykon i między paniami doszło do wymiany zdań. Czy to aby na pewno język przestępców? Czy może cygański, jak twierdzą niektórzy badacze? I jak się ustosunkować do tego, że pewne słowa z tego języka zaczynają przenikać do czystej szwedczyzny? Miriam przeszył dreszcz. Nic nie powiedziała. Oczywiście, że nie. Mimo że nie była pomocą domową, znała swoje miejsce. Nie zamierzała wyjawiać, kim jest i skąd pochodzi, bo to był chłodny kraj, i jeśli ceną za spanie pod ciepłą pikowaną kołdrą było kłamstwo, może kłamać aż do śmierci. Nie ma więc wątpliwości, że nie usłyszy w radiu romskiego, choćby nie wiadomo jak długo kręciła gałkami. W Szwecji pewnie nie ma Cyganów, a nawet gdyby byli, nikt by im nie pozwolił mówić w radiu, to prawo przysługiwało wyłącznie tym, którzy mieli na tyle rozumu, żeby się urodzić w odpowiedniej rodzinie. Gadziom3. Ludziom wykształconym. Ludziom, którzy wszystko wiedzą, wszystko mogą i przenigdy nie kłamią. Ludziom wiecznie uśmiechniętym i zapewniającym siebie nawzajem, że żyją w najlepszym ze światów.
Miriam nie zamierzała się dzisiaj uśmiechać. Tego dnia, w midsommarafton, będzie tylko sobą.”