Reva Mann „Córka rabina”

cover (82)Reva Mann „Córka rabina. O seksie, narkotykach i ortodoksyjnych Żydach opowieść prawdziwa”, Wydawnictwo Cyklady.

Reva Mann urodzona w 1957 roku, córka rabina, wnuczka Issera Yehudy Untermana (Naczelny Aszkenazyjski Rabin Izraela w latach 1964–1972, miał swój duży wkład  w organizacje młodego państwa https://www.youtube.com/watch?v=Yrv_LdKrK3w), dorastajaca w Londynie, od wielu lat mieszkajaca w Izraelu. W jednym z wywiadów w Haaretz na pytanie o swoją religijność odpowiedziała: ” Jestem religijna na tyle, na ile mogę być”.

Podczas czytania pierwszych rozdziałów odniosłam wrażenie, że Reva Mann chce szokować  i tylko szokować (nadal po zapoznaniu się z życiorysem autorki trudno uwierzyć iż nie jest to fikcja). Autorka opisuje swoje dzieciństwo, dorastanie w londyńskim świecie bogaczy, relacje z mężczyznami, którzy nie zawsze traktowali ją jakby chciała (przypomina mi się cytat z Jonasa Gardella „niech będzie to cokolwiek, byle mógł to nazwać miłością” ) czy reguły życia seksualnego w społeczności religijnych wyznawców judaizmu nie szokuje. „Ortodoksyjny” świat, który ma być ukryty pod kołdrą, w dzisiejszych czasach nie stanowi już tematu tabu, ani tym bardziej nie szokuje. POLECAM  

Książka została napisana przez Revę Mann, gdy zmagała się z rakiem piersi, jak niegdyś jej matka. „Opowieść prawdziwa” według autorki, mam nieco odmienne zdanie. 

Kiedy byłam mała, wydawało mi się, że mam dwie matki. Jedna była wspaniała i elegancka, nosiła wieczorową suknię z cekinami, malowała się, układała włosy u fryzjera i tryskała humorem. Była wtedy piękna, kochająca i dawała mi nadzieję na przyszłość. Ale jej wylewność bez ostrzeżenia zmieniała się czasem w rozpacz, a wtedy mama stawała się starą kobietą w niechlujnych ciuchach, wiszących bezwładnie na sflaczałym ciele, pozbawionym nagle śladu mięśni – kobietą, która szlochała, histeryzowała i powtarzała, że dłużej już nie wytrzyma. Nigdy nie było wiadomo, kiedy skończy się ta depresyjna faza jej częstych zmian nastrojów, kończyła się jednak zwykle równie niespodziewanie, jak się pojawiała, a wtedy wszystko wracało do normy – do następnego razu.”,

Książka o dojrzewaniu, szukaniu siebie, a przede wszystkim dotarcie do punktu zwrotnego w życiu. Reva Mann nie napisała skandalicznej książki, napisał książkę o poczuciu pustki, chęci bycia docenianą, kochaną córką, a potem żoną. Ubrała w słowa drogę, jaką odbyła „Napalona Reva, córka rabina” do świadomej kobiety „Nagle zdaję sobie sprawę, że mogę powiązać wszystkie nitki swojego żywota, stworzyć własną wersję judaizmu i zbliżyć się do Boga na swój sposób, nawet jeśli nie stosuję się do wszystkich norm religijnych w takim stopniu jak dawniej”

Autorka w ciekawy sposób scharakteryzowała swego ojca, nie mam na myśli wzajemnych relacji ojciec-córka. Moją uwagę zwróciło podejście do judaizmu Morrisa Untermana (to prawdziww nazwisko autorki), zwłaszcza do spraw aborcji i ortodoksji. Poniżej dwa fragmenty na ten temat, aby nie zepsuć sobie przyjemności z czytania książki polecam je pominąć.

” Leżę w łóżku i usiłuję podjąć decyzję o przerwaniu ciąży. Rozważam wszystkie porady, jakie usłyszałamw ciągu ostatnich dni. – Powinna się pani poważnie zastanowić nad aborcją – powiedział lekarz. – Revo, posłuchaj mnie – upominała mnie matka. – Wiem, o czym mówię, jeżeli chodzi o upośledzone dzieci. I modlę się, żebyś nigdy nie musiała przechodzić przez to co ja. – Nie zdołasz uciec przed cures – stwierdziła pani Hillman. – Powrócą do ciebie, tylko w inny sposób. Tak urządzony jest świat. Bóg wystawia cię na próbę, a jeśli jej nie przejdziesz pomyślnie, doświadczy cię w inny sposób. Symcha nie mówi wiele. Wie, że ten temat budzi moje emocje, ale aborcja to czyn zabroniony. – Myślę, że biorąc pod uwagę historię twojej rodziny, rabbi Szapiro potraktuje cię łagodnie. Powinnaś zaufać gigantowi Tory. Tak właśnie należy postąpić. Nie wolno nam brać spraw we własne ręce. Nie mam odwagi poradzić się rabina – bo jeśli każe mi donosić ciążę, będę musiała zastosować się do jego zalecenia. – Rabbi Szapiro nie zna cię osobiście – argumentuje ojciec w transatlantyckiej rozmowie telefonicznej. Ma spokojny, ale stanowczy głos. – Czy wie, jak trzęsłaś się i drżałaś po odwiedzinach u siostry w Ravenswood? Czy wie, że w środku nocy musiałaś popijać brandy? Kto będzie zajmował się dzieckiem: ty czy on? Wiem, że ojciec mówi rozsądnie i słucham go uważnie. – Lepiej idź za radą własnej rodziny. Twój dziadek stwierdził, że niechciany płód, który zagraża życiu matki, określa się w prawie żydowskim mianem „prześladowcy”, tak jak mordercę, który ściga człowieka po to, żeby go zabić. W obu przypadkach wolno nam pozbawić życia prześladowcę w obronie własnej. Jeżeli sama chcesz się o tym przekonać, wystarczy, że znajdziesz odpowiedni ustęp w książce dziadka. Myślę o nim i o szczególnych więzach uczuciowych, jakie nas łączyły. To, że dziadek jest po mojej stronie, dodaje mi otuchy. – Stoisz w obliczu poważnego niebezpieczeństwa. Upośledzone dziecko zrujnuje ci życie. Możesz sobie nie poradzić emocjonalnie z takim nieszczęściem. I co wtedy? A ocalenie własnego życia to miewa. Ojciec przerywa, a potem ciągnie jeszcze bardziej oficjalnym tonem. – Jako twój ojciec biorę pełną odpowiedzialność za ten czyn. Revo, pozbądź się tego dziecka jeszcze dzisiaj. Odczuwam ulgę, bo ojciec przejmuje ster. „

” Symcha nieustannie wypytywał mojego tatę o koszerność naczyń, które rodzice przywieźli nam z Londynu do Jerozolimy, a kiedy w końcu zapytał, czy zostały umyte w mykwie, ojciec zapewnił go, że sam starannie przepłukał je w wodach Serpentine w Hyde Parku. Nie potrafiłam sobie wyobrazić ojca targającego całą zastawę stołową do Hyde Parku, i byłam pewna, że zmyśla, ale Symcha zdawał się usatysfakcjonowany jego odpowiedzią, więc starałam się nie podtrzymywać tematu w nadziei, że mój mąż też da już temu spokój. „