Peter Pomerantsev „Jądro dziwności” – „Moskwa Surkowa rano jest oligarchią, po południu demokracją, na kolację serwuje monarchię, a do łóżka kładzie się z totalitaryzmem.”

cover (81)Peter Pomerantsev „Jądro dziwności”, Wydawnictwo Czarne, reportaż.

Coraz trudniej o ciekawe reportaże, ostatnio ich masowa produkcja przestała iść w parze z jakością. Czasami mam wrażenie, że niemal wszyscy, którzy odwiedzili szpital, przedszkole, Amsterdam, Pcim, krainy za siedmioma górami i za lasem, wyspy mniejsze i większe, stają się ekspertami w dziedzinie x i y. Nowy reportaż z Wydawnictwa Czarnego Petera Pomerantseva „Jądro dziwności. Nowa Rosja” można przeczytać – dla mnie reportaże ciekawe, może nie tak wnikliwe i dojrzałe,  jak „Głową o mur Kremla” Krystyny Kurczab-Redlich, ale warte uwagi.

Czytając rozdział o ataku na teatr w Rosji, kolejny raz przypomniałam sobie, jak to się stało, że zginęło tylu zakładników, z rąk „wyzwolicieli”, moje pierwsze spotkanie z kanałem Russia Today i wrażenie, że jestem w zoo:), ale nie tylko Rosja nadaje takie cuda, media są obecnie najistotniejszym źródłem „wiedzy”. Do tej pory nie udało mi się spotkać osoby pochodzenia rosyjskiego, która nie uznawałaby obecnego prezydenta swojego kraju za „tego, który wziął za mordy i zrobił wreszcie porządek”, trudno jest mi nie przyznawać racji obywatelom kraju, jeśli uważają, to za fakt oczywisty, bo tylko oni, zwykli ludzie wiedzą, jak się im żyło przed i po wyborze obecnego prezydenta.

„Pracujący dla kanałów Ostankino producenci mogą prywatnie być bardzo liberalni, spędzać wakacje w Toskanii i mieć całkowicie europejskie gusta. Gdy pytam, jak udaje im się pogodzić życie prywatne z zawodowym, patrzą na mnie jak na głupka i odpowiadają:
– Przez ostatnie dwadzieścia lat żyliśmy w systemie komunistycznym, w który nigdy nie wierzyliśmy. Później przyszła demokracja, totalny brak wszystkiego, państwo mafijne i oligarchia. Wtedy uświadomiliśmy sobie, że to wszystko są tylko iluzje, że wszystko jest kwestią PR-u.
„Wszystko jest kwestią PR-u” stało się ulubioną frazą nowej Rosji. Moich moskiewskich rówieśników przepełnia poczucie, że są równocześnie cyniczni i oświeceni. Gdy pytam ich o sowieckich dysydentów – ludzi takich jak moi rodzice, którzy z komunizmem walczyli – spotykam się z lekceważeniem; ludzie tego pokroju uważani są za naiwnych marzycieli, a moje zachodnie przywiązanie do tak niejasnych pojęć, jak „prawa człowieka” czy „wolność” traktowane jest jako swoisty nietakt.
– Czy nie widzisz, że wasze rządy są równie złe, jak nasze? – pytają mnie. Próbuję protestować, ale oni tylko uśmiechają się i kiwają ze współczuciem głowami. W tym świecie trwałe przekonania są w pogardzie, tutaj ceni się zdolność do szybkich ­przeobrażeń. Vladimir Nabokov opisał gatunek motyla, który na pewnym etapie ewolucji posiadł zdolność zmieniana kolorów tak, by ukryć się przed polującymi na niego drapieżnikami. Te drapieżniki dawno wyginęły, lecz motyl – dla czystej przyjemności, jaką daje transformacja – nadal zmienia kolory. Coś podobnego przydarzyło się też rosyjskim elitom: w czasach sowieckich nauczyły się udawać, bo było im to potrzebne do przetrwania; teraz nieustanne metamorfozy nie są już potrzebne, ale one nadal ich dokonują – dla szczególnej mrocznej przyjemności, bo teraz konformizm wzniósł się na poziom aktu estetycznego.”

„Surkowa nazywa się między innymi „politycznym technologiem Wszechrusi”. „Polityczny technolog” to nowe rosyjskie określenie bardzo starego zawodu, który uprawiali wszyscy dworscy wezyrowie, szare eminencje, czarodzieje z Oz. Pojawili się oni w połowie lat dziewięćdziesiątych, pukając do bram władzy jak szczurołap z Hameln, nisko się kłaniając, oferując swe usługi w zakresie objaśniania świata i szepcząc piękne słówka o tym, że są w stanie świat ten stworzyć na nowo. „

„W telewizji prezydent prowadzi wideoczat z pracownikami fabryki. Ustawiają się do zdjęć na tle czołgu, który właśnie zbudowali, i przysięgają prezydentowi, że jeśli dalej będą trwać skierowane przeciw niemu protesty, oni „przyjadą do Moskwy, by bronić naszej stabilności”. Ale za chwilę okazuje się, że ci robotnicy w ogóle nie istnieją; że to był spektakl zorganizowany przez politycznych technologów (bo teraz każdy jest politycznym technologiem), że telewizja zmienia się w twór, który nie ma żadnego związku z rzeczywistością; że na telewizyjnym ekranie lalki gadają do hologramów, a wszystkim im wydaje się, że są prawdziwymi ludźmi; że dochodzi się tu do miejsca, w którym nic nie jest prawdziwe, ale wszystko możliwe. A efektem tego delirium jest dziwne poczucie nieważkości.
Jednak zajrzyj do wnętrza kremlowskiej karuzeli; czyż nie widzisz, jak dokładny, precyzyjny i trwały jest jej mechanizm? Bo choć jedna strona tego systemu to rozszalały spektakl, drugą stanowi cierpliwe wchłanianie Zachodu, trwające już od wielu lat. „Anglicy lubią sobie stroić z nas żarty – pisze tabloid Kremla po pierwszych odcinkach programu Poznaj Rosjan – ale czy są gotowi zrezygnować z pieniędzy, które u nich inwestujemy?””