Jonas Gardell „Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Śmierć” -„Twoje życie czeka w kolejce. Zostanie zrealizowane, jak tylko będzie to możliwe.”

cover (60)Jonas Gardell Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek tom III,  Wydawnictwo WAB, tłumaczenie Katarzyna Tubylewicz.

Długo czekałam na trzeci tom, ale było warto. Rewelacyjna, warta przeczytania, poruszająca i dająca do myślenia. Lekka nie jest, przyda się jakaś lżejsza odskocznia, po tej „nierealnej rzeczywistości” jak pisał autor.

Być albo nie być? To pytanie odnosi się do norweskiego łosia albinosa. Mieszkańcy wsi chcą go uchronić, myśliwi – zabić”.
Tak zaczyna się artykuł w popołudniówce „Aftonbladet” na temat białego łosia w lasach wokół niedużej wioski Svinndal w Østfold, tuż przy granicy ze Szwecją i Warmlandią.
Mieszkańcy wsi stają w obronie swojego pupila, chociaż ten „kradnie opadłe jabłka z ich ogrodów”, jak pisze gazeta.
„To wyjątkowy łoś. Modlę się o to, żeby myśliwi go oszczędzili” – mówi Kirstin Foss Hansen, jedna z najżarliwszych obrończyń białego łosia.
Inni chcą, żeby łosia zabić. Na przykład Morten Bronndal, który jest dyrektorem działu zwierzęcego Instytutu Biologii Molekularnej w Oslo, uważa, że łosia albinosa powinno się zastrzelić.
„Może i przyjemnie jest mieć białego łosia w okolicy, ale z hodowlanego punktu widzenia pozostawienie go przy życiu jest niesłuszne. To nieudany egzemplarz” – wyjaśnia w artykule.
Kilka lat później w gazecie „Sydsvenskan” można przeczytać tekst o białym łosiu, który został zastrzelony w Örkened, w północno-wschodniej Skanii.
Także w Örkened zdania na temat prawa łosia do egzystowania na łonie natury były podzielone.
„Był niedorozwinięty, zarówno jeśli chodzi o wielkość rogów, jak i narządów płciowych. Prawdopodobnie bezpłodny” – stwierdził łowczy Bengt Andersson.
Bengt Persson, który oddał zabójczy strzał, skomentował to słowami: „Biały łoś nie jest częścią fauny”.

Z wywiadów z autorem dowiedziałam się, iż trylogia ta pisana była przez niemal dziesięć lat, a sam autor z publikacją czekał na czasy, kiedy społeczeństwo szwedzkie będzie gotowe na przyjęcie tej powieści. Zaskoczyło mnie, że Jonas Gardell jest autorem podręcznika do teologii, tak na marginesie.

Tom III zatytułowany Śmierć jest dopełnieniem dwóch poprzednich z serii Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Tym razem autor zaspokoił ciekawość czytelnika, co do dalszych losów Benjamina, Rasmusa, Seppa, Paula i innych. Ukazał swoich bohaterów od bardziej osobistej strony, do głosu doszły uczucia, ożyły wspomnienia z dzieciństwa, autor wraca do dni, kiedy jego bohaterowie musieli stoczyć wewnętrzną walkę, by odpowiedzieć sobie na pytanie kim jestem i czy to na pewno ja? Bliżej poznamy relacje z rodziną, zwłaszcza wspomnienia z pogrzebów, podczas których rodziny zazwyczaj niemal czuły ulgę, że oto wrócił syn marnotrawny, teraz już na zawsze pozostanie heteroseksualny.

Wartości książce dodaje fakt, iż trylogia zatytułowana Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek stanowi udokumentowany zapis z życia szwedzkiego homoseksualisty o imieniu X, jego przyjaciół i rodziny, w czasach, gdy AIDS zbierało największe żniwa, autor nazwał ten okres małym Holokaustem w gejowskim społeczeństwie. Życie wielu homoseksualistów upłynęło na walce o godność i równość w traktowaniu przez państwo par, niezależnie od płci. Rewolucja seksualna lat 80-tych, zmiany w szwedzkim ustawodawstwie i przemiany szwedzkiego społeczeństwa, zwłaszcza walka, jaką musieli stoczyć szwedzcy pacjenci o prawa do opieki medycznej, której wielokrotnie im odmawiano, tylko dlatego że byli homoseksualistami.

Czasem nie chodzi o to, by żyć. Chodzi o to, żeby przeżyć. Tę sekundę, a potem następną.” Epidemia HIV uwypukliła stosunek szwedzkiego społeczeństwa do homoseksualistów, którzy uznawani byli przez wiele lat za jedynych mogących się zarazić wirusem HIV. Trędowaci. Naznaczeni.


Kiedy dorastali, homoseksualizm ciągle jeszcze uznawano za chorobę i w szkole mogli się dowiedzieć, że cierpią na seksualne zwyrodnienie, są nienormalni. Mimo upływu wielu lat homoseksualizm u wielu wywołuje agresję i niskich lotów dyskusje. O gustach się nie dyskutuje, każdy z nas ma inne kubki smakowe. To tyle w temacie.


Rozpacz stanowi nową, integralną część ich życia, muszą znaleźć sposób na to, by się z nią mierzyć i żyć. Ten rodzaj smutku nie jest czymś, co można chwilę znosić, by następnie się od tego uwolnić, jak od przeziębienia czy infekcji.


Rozpacz, którą człowiek zostaje naznaczony, staje się częścią jego osobowości. Smutek ma przypływy i odpływy, bywają takie chwile, gdy wydobywa się na powierzchnię i zalewa człowieka z nieoczekiwaną siłą, chociaż mogłoby się wydawać, że minęło już tyle czasu, że przeszło tyle lat.
Ponieważ rozpacz przypływa i odpływa, zdarzają się też chwile, kiedy się wycofuje i człowiek odkrywa, że przecież znajduje się na lądzie i może powinien rozprostować nogi i wybrać się na spacer.

Film na temat epidemii HIV w US – „The normal heart”.