Jennifer Teege, Nikola Sellmair „Mój dziadek by mnie zastrzelił” – Nie postrzegam jej już wyłącznie jako mojej matki, jest dla mnie również córką Amona Götha. Taki ojciec to temat jej życia, coś, co tworzy jej tożsamość. Coś, co wypełnia ją tak szczelnie, że nie ma w niej miejsca dla innego człowieka – nawet dla własnego dziecka, dla mnie.

cover (56)Wciągająca, ciekawa i warta uwagi książka.Czasami aż trudno uwierzyć w scenariusze, jakie pisze samo życie. Jennifer Teege, córka Nigeryjczyka i Niemki, wychowywana przez adopcyjnych rodziców, sama matka dwójki dzieci pewnego dnia podczas wizyty w bibliotece na jednej z półek dostrzega książkę, która wywróci jej dotychczasowy świat. W jednej chwili stanie się wnuczką „rzeźnika z Płaszowa”. Wspomnienia Jennifer Teege przeplatane są reportażem Nikoli Sellmair.

Kobiety babka –Ruth Irene Kalder (później Ruth Irene Göth, pochodziła z Gliwic, babcia Jennifer miała 25 lat gdy poznała Amona Götha, urodzona w 1918, w 1983 roku popełniła samobójstwo), matka – Monika Göth (obecnie Hertwig, urodzona w listopadzie 1945 roku) i wnuczka – Jennifer Teege (urodzona w 1970 roku jako córka Niemki i Nigeryjczyka) mają głos.

„Nie opłakuję dziadka, ale babcię tak. Opłakuję tego człowieka, którym tak naprawdę nie była. Była dla mnie dobra, dlatego zawsze sądziłam, że jest dobrym człowiekiem. Dziecko nigdy nie pomyśli, że osoba, którą kocha, może mieć ciemną stronę. Chciałabym, żeby ta druga strona babci nigdy nie zniszczyła moich wspomnień o niej. Dlaczego nie mogłam mieć zupełnie normalnej babci, miłej kobiety, która by w końcu umarła ze starości?”

Nie tylko Jennifer Teege przypadkiem dowiedziała się prawdy o swoim pochodzeniu, również jej biologiczna matka, Monika prawdy dowiedziała się od byłego więźnia obozu: „Agnes Kalder, babcia Moniki, prosiła ją, żeby zostawiła ten temat, ale nastolatka prowokowała swoją matkę coraz bardziej. Gdy Ruth Irene Göth kazała córce posprzątać łazienkę, ta wykrzykiwała: „Nie jestem służącą z Płaszowa!”. Ilekroć matka ją uderzyła, mówiła jej: „No, dalej, jeszcze raz! Uderz mnie! Jesteś taka jak stary. To nie ja jestem taka jak on, tylko ty!”. Monika Göth miała około dwudziestu lat, gdy zaprzyjaźniła się z właścicielem restauracji Bungalow w Schwabing. Pewnego razu mężczyzna podwinął rękawy koszuli, żeby pozmywać naczynia, i Monika Göth zobaczyła na jego ręce wytatuowany numer. Zaskoczona zapytała: „Powiedz mi, Manfredzie, czy ty jesteś Żydem? Byłeś w obozie?”. „Tak” – odpowiedział krótko. Monika chciała wiedzieć, którego z obozów był więźniem. Jej drążenie było dla niego dość nieprzyjemne, ale w końcu powiedział, że większość czasu spędził w Płaszowie. Monika Göth stwierdziła wówczas z ulgą: „Manfredzie, bardzo się cieszę, że nie byłeś w obozie koncentracyjnym, tylko w obozie pracy. Pewnie znałeś mojego ojca. To był Göth”. Gdy gospodarz to usłyszał, zbladł. Monika Göth mówiła później, że wciąż dźwięczy jej w uszach jego wrzask: „Ten morderca?! Ta świnia?!”. Monika Göth powtórzyła wówczas swoje słowa: „Ale Manfredzie, ty nie byłeś przecież w obozie koncentracyjnym, tylko w obozie pracy”. Gospodarz nie wyrzekł ani słowa, stał tylko i drżał. Potem przez długi czas z nią nie rozmawiał.”

„Spośród innych jego pokroju Götha wyróżniała muzyka grana na jego rozkaz w czasie egzekucji oraz szale i kapelusze, które wkładał jako swoiste rekwizyty potrzebne do zabijania. Urozmaicał swoje życie, gdyż – jak sam twierdził – w jego niewielkiej, nędznej willi było mu zbyt smutno i dziwnie. Miał narcystyczną osobowość, ale nie oznaczało to jedynie, że był zakochany w samym sobie. Był narcyzem, który czuł się wspaniale, gdy mógł upokorzyć i poniżyć innych ludzi. Czytałam o tym, jak moja babcia ciągle go idealizowała: Amon Göth, jej przystojny, wymarzony mężczyzna. Świadkowie jego czynów określali go jako człowieka porywczego, okrutnego, nieprzewidywalnego. Jego psy. Wybujała męskość, rządzenie, stanowienie o wszystkim. Mundur. Dyscyplina. Naród. Moja matka zawsze musiała widzieć w nim nie tylko komendanta obozu koncentracyjnego, ale również swojego ojca. Czuła, że wbrew jej woli cały czas jest blisko niej, mimo że nigdy go nie poznała – była jeszcze dzieckiem, gdy został powieszony. Ocaleni z Holocaustu zawsze jednak jej powtarzali, jak bardzo jest podobna do Amona Götha. Te słowa musiały być dla niej przerażające. Czy ja również jestem do niego podobna? Z pewnością odróżnia mnie od niego kolor skóry. Czasami wyobrażam sobie, że stoję obok niego. Oboje jesteśmy wysocy. Ja mam sto osiemdziesiąt trzy centymetry wzrostu. On ze swoimi stu dziewięćdziesięcioma trzema centymetrami w tamtych czasach musiał uchodzić za olbrzyma. On w swoim czarnym mundurze z emblematami trupiej czaszki, ja czarnoskóra wnuczka. Co powiedziałby swojej czarnej wnuczce, która w dodatku mówi po hebrajsku? Byłabym dla niego paskudztwem, bękartem urągającym honorowi rodziny. Mój dziadek na pewno by mnie zastrzelił.”

Powstał film dokumentalny ze spotkania Moniki Hertwig i Helen Jonas-Rosenzweig, która przez dwa lata była pokojówką Goetha w Płaszowie -„Inheritance” (polski tytuł „Córka oprawcy”) reżyser: James Moll, film dokumentalny, USA, 2006, 72 min.  Żal mi było patrzeć na Monikę Hertwig, skulona, stłamszona i płaczliwa, nigdy nie poznała swojego biologicznego ojca, innego nie miała, a całe życie płaciła za bycie córką Amona. Nie podobał mi się fragment kręcony w willi w Płaszowie, kiedy Monika powiedziała, co jej wpajano przez lata, reakcja Helen (choć miała prawo się zdenerwować, temat niewyobrażalnie trudny) była tak emocjonalna, że nie zrozumiała słów Moniki, jakby nie chciała oddzielić informacji, że różnicą jest opowiadać, czego nas uczono, a co uważamy za prawdziwe (chodzi o fragment, w którym Monika mówi, że słyszała, że Żydzi byli brudni, nie myli się i roznosili zarazki, na co usłyszała jak możesz tak mówić? Nigdy więcej tego nie powtarzaj). Mam wrażenie, jakby nagle wszyscy Żydzi, którzy mieszkali poza Europą, nie reagujący i powtarzający, że obozy są niewiarygodne mieli większe prawo wątpić w okrucieństwo wojny niż dziecko, które nigdy nie było niczemu winne, ojciec był przedstawiany Monice jak bohater, jak dziecko ma zrozumieć z dnia na dzień, że nie dość, że jest córką oprawcy, to jeszcze matka – obiekt zaufania kłamał niemal do ostatnich dni swojego życia, wypierając prawdę.