Shlomo Sand „Kiedy i jak wynaleziono naród żydowski” – „Jeżeli ktoś wyznaje jakieś inne bogi, to mu do źródła z wodą nie pokażą drogi”

 

cover (9)Shlomo Sand „Kiedy i jak wynaleziono naród żydowski”, Warszawa 2013, Wydawnictwo Akademickie Dialog.

Świat stworzony rękami i słowami człowieka zdaje się być coraz okrutniejszy, monopol na bycie ofiarą, zaprzeczanie przeszłości, a niejednokrotnie wymazywanie jej bądź przeinaczanie jest zmorą rządów u władzy.

Sporo czasu wymagało zgromadzenie tak bogatego materiału, a przedstawienie go tak, aby brzmiał bardziej jak dialog, niż rozprawa świadczy o tym, iż Shlomo Sand nie szukał taniej sensacji. Autor szuka dialogu aby ludzie mogli żyć w harmonii, brzmi jak utopia, ale kto spodziewałby się, że premier Izraela będzie bronił Hitlera? Czasami wszystko i nic zdają się być możliwe, banalność.

„„Państwo Izraela […] ma wspierać rozwój kraju dla pożytku wszystkich jego mieszkańców. Zbudowane będzie na podstawach wolności, sprawiedliwości i pokoju – tak jak je widzieli prorocy Izraela. Państwo żydowskie zapewni wszystkim swoim mieszkańcom równość społeczną i polityczne prawa niezależnie od wyznania, rasy i płci. Gwarantować będzie wolność wyznania, sumienia, słowa, edukacji i kultury”.
Deklaracja Niepodległości Państwa Izraela, 1948″

Czytanie zajęło mi sporo czasu, odtwarzanie rozmieszczenia ludów na przestrzeni wieków i powtórka z historii wymagały skupienia. Książka warta przeczytania szczególnie dla miłośników historii oraz ciekawych świata, bogata bibliografia, świetny warsztat historyczny i wnikliwość autora,  który jako profesor historii powszechnej w Tel Awiwie – dołożył wszelkich starań by materiał źródłowy do jakiego miał dostęp przedstawić jak najobiektywniej, sprawi że czas poświęcony na przeczytanie nie będzie stracony.

Shlomo Sand przytacza liczne źródła na poparcie poszczególnych stanowisk i daleki jest od radykalnych poglądów. Przez lata zdaniem autora skutecznie z historii Izraela eliminowano niewygodne materiały źródłowe, odkrycia archeologiczne, które mogłyby naruszyć bądź zachwiać prawami Żydów do osadnictwa. Powtarzane przez wieki mity z czasem stały się niepodważalną prawdą jak te o wypędzeniu, wiecznej tułaczce ludu czy wymazane z historii jak państwo Chazarów czy ludy, który przyjęły judaizm. Wielu rzeczy zapewne już nigdy się nie dowiemy.

Przeczytanie tej książki uzmysłowiło mi, że nie wiem jakiej narodowości są obywatele Izraela, kto to obywatel Izraela i czy wszyscy mają równe prawa ?  W rozdziale „Płynna tożsamość  I Ziemia Obiecana” autor przytacza trzy opowieści, w jednej z nich: „–    Jakiej jest pan narodowości? – zapytał urzędnik. Dov zawahał się: –   Izraelskiej. –    Niemożliwe! Coś takiego nie istnieje – odparł urzędnik. –    A dlaczego? –    Dlatego, że nie ma izraelskiej tożsamości narodowej – westchnął przedstawiciel Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Następnie dodał – Gdzie pan się urodził? –    W Barcelonie. –    A więc jest pan narodowości hiszpańskiej – stwierdził z uśmiechem urzędnik. –    Ależ ja nie jestem Hiszpanem! Jestem Katalończykiem i odmawiam bycia uznanym za Hiszpana; walczyłem o to w latach trzydziestych wraz z moim ojcem. Urzędnik podrapał się po głowie; nie posiadał zbyt rozległej znajomości historii, lecz szanował ludzi. –    A więc wpiszemy: „narodowość katalońska”. –    Świetnie – padła odpowiedź. I tak Izrael został pierwszym państwem na świecie, który oficjalnie uznał narodowość katalońską. –    A teraz pańskie wyznanie, proszę pana? –    Jestem ateistą. –    Nie mogę tego napisać. Państwo Izraela nie przewidziało takiej odpowiedzi. Jakie było wyznanie pańskiej matki? –    Jak ją opuściłem, była katoliczką. –    A więc napiszę panu: „wyznanie katolickie” – powiedział z ulgą urzędnik. Ale Dov, choć usposobienie miał łagodne, zaczął się niecierpliwić. –    Nie chcę dowodu tożsamości, gdzie jest napisane, że jestem chrześcijaninem! Nie dość, że jest to sprzeczne z moimi przekonaniami, to jeszcze uwłacza pamięci mojego ojca, który jako anarchista palił kościoły podczas wojny domowej. Urzędnik wahał się chwilę, lecz w końcu znalazł rozwiązanie; Dov wyszedł z urzędu z dowodem osobistym w kolorze niebieskim, na którym czarnymi literami napisane było „narodowość i wyznanie – katalońskie”.

Następnie: „Izrael nakazał swoim nieżydowskim obywatelom posiadanie dowodu osobistego, gdzie w miejsce narodowości nie jest napisane „izraelska” ani „palestyńska”, lecz po prostu „arabska”. Tak więc paradoksalnie Izrael jest jedynym miejscem na świecie, gdzie uznaje się nie tylko obywatelsko katalońskie, lecz również arabskie!”

„Izrael podobnie jak nie był w stanie określić swoich granic terytorialnych, tak nigdy nie zdołał jasno określić granic swojego narodu. Kryteria przynależności do żydowskiej „wspólnoty etnicznej” od samego początku były niepewne. Na początku swojego istnienia państwo Izrael paradoksalnie przyjęło, przynajmniej pozornie, definicję otwartą, według której każdy, kto uczciwie uważał się za Żyda, był jako taki traktowany. Podczas pierwszego spisu ludności, który miał miejsce 8 listopada 1948 roku, poproszono mieszkańców o wypełnienie kwestionariusza, w którym zaznaczali swoją narodowość i wiarę. Te deklaracje posłużyły jako podstawa do stworzenia rejestru cywilnego i w ten sposób młode państwo po cichu „zjudaizowało” wielu małżonków, którzy nie wyznawali wiary mojżeszowej. Jeszcze w 1950 roku zapisywano urodzenia na osobnych kartkach, bez oznaczenia narodowości ani wiary, ale wydrukowano ich dwa rodzaje: jedną po hebrajsku, drugą po arabsku. Wszyscy, którzy wypełniali kartkę po hebrajsku, byli potencjalnie Żydami”

„„Historia jest książkowa, a nie realna” mógłby twierdzić inteligentny historyk „patriota”, który poświęcił całe swoje życie na odczytywanie tekstów religijnych, instytucjonalnych i ideologicznych wyprodukowanych w przeszłości przez wyrafinowaną i niewielką elitę. I miałby zapewne rację jeśli chodzi o tradycyjną historię przeszłości. Tylko pojawienie się antropologii pociągnęło za sobą powolną, lecz zdecydowaną regresję uproszczonych metahistorii narodowych.
Wydaje się czasem, że ten rodzaj dziwnej historiografii nie dotarł jeszcze do większości badaczy specjalizujących się w „historii ludu żydowskiego”. Głębsze badania stylów życia i komunikacji w dawnych wspólnotach żydowskich mogłyby wykazać znaczący i niewygodny fakt: im bardziej oddalamy się od praktyk religijnych i posuwamy w kierunku dziedzin dotyczących życia codziennego, tym bardziej okazuje się, że brakuje wspólnego świeckiego mianownika etnograficznego dla wyznawców judaizmu w Azji, Afryce i Europie. Judaizm od zawsze był dużą kulturą religijną złożoną z różnych nurtów, które jednak nigdy nie tworzyły wspólnej, obcej i tułającej się „nacji”.”

Autor przypomina sprawę polskiego księdza Oswlada Rufeisena, żydowskiego pochodzenia, który mimo urodzenia nie mógł zostać obywatelem „narodowości żydowskiej”.

„Pojmowanie żydowskiego narodu, które dominuje w izraelskim społeczeństwie, nie jest otwartą tożsamością, która zaprasza inne do stania się częścią jej samej i życia obok niej w równości i symbiozie, i w poszanowaniu ich różnic. Wręcz przeciwnie, poprzez swoje deklaracje i swoją kulturę zamyka większość, izoluje od mniejszości, systematycznie przypomina, że państwo należy wyłącznie do większości, i zapewnia nawet, jak widzieliśmy wcześniej, wieczne prawo własności jeszcze większej grupie ludzi z zewnątrz, którzy koniec końców wcale nie chcą się tam przenieść. Wyklucza więc mniejszość z czynnego i harmonijnego uczestnictwa w suwerenności i funkcjonowaniu demokracji, przez co nie pozwala mniejszości identyfikować się politycznie z większością.”

„A właśnie to miało miejsce w Palestynie mandatowej w pierwszej połowie XX wieku (w 1880 roku było tu dwadzieścia pięć tysięcy Żydów i trzysta tysięcy Arabów, a w 1947 roku było nadal tylko sześćset tysięcy Żydów i milion trzysta tysięcy Palestyńczyków). Niemniej syjonistyczny projekt osadnictwa, który zgromadził prześladowanych Żydów, ofiary dyskryminacji, aby stworzyć niezależne państwo Izrael, nie musiał obowiązkowo stać się z czasem antydemokratyczny. Można było mieć nadzieję, że w końcu legislacja zastosuje zasadę równości do wszystkich mieszkańców kraju, a nie tylko do „Żydów”.”

Temat jest drażliwy, obie strony konfliktu mają zarówno zwolenników jak i przeciwników, tylko zwykli ludzie chcą żyć w spokoju, niezależnie od wyznawanej przez siebie religii. Zawsze będę polecać film dokumentalny „Jaffa. Mechaniczność pomarańczy”

Ciekawe było stanowisko Yeshayaha Leibowitza (1903-1994) – żydowskiego filozofa na temat postępowania kraju, którego był obywatelem. Miałam okazję oglądać film dokumentalny, w którym wyraził swoje krytyczne stanowisko polityki izraelskiej. Yeshayah Leibowitz miał sprecyzowane poglądy, był niezwykle mądrym człowiekiem, przeciwnikiem przemocy, z końcówki filmu dokumentalnego zapamiętałam, jak jadąc autobusem z rozgoryczeniem pokazywał dokument tożsamości, mówiąc iż teraz jedynie to świadczy o tym kto jest Izraelitą. Był postacią niezwykle kontrowersyjną, używał określenia Judeo-Nazism. http://www.tabletmag.com/jewish-arts-and-culture/129034/stop-yeshayahu-leibowitz

 http://palestyna.wordpress.com/