Dionisios Sturis „Grecja. Gorzkie pomarańcze.” – A czy ktokolwiek lubi swoją pracę? Praca nie musi się podobać. Praca to nie życie. Życie zaczyna się po piętnastej

Dionisios Sturis „Grecja. Gorzkie pomarańcze” ,Wydawnictwo WAB 2013, debiut. ,cover (2)n.

Pierwsza książka  Dionisosa Sturisa (rocznik 1982 – urodzony w Grecji z mieszanego polsko-greckiego małżeństwa ) opowieść rodzinna  z historią Grecji w tle, ekonomiczną jak i polityczną zawieruchą. Myśląc czy czytając o wojnach czy uchodźcach nigdy nie myślałam o Grecji i Grekach, że mają coś wspólnego z uchodźcami – moja niewiedza.

Obce było mi nazwisko odważnej greczynki, aktorki Meliny Mercouri (1920-1994), pierwsza minister kultury w Grecji 1981.

„12 lipca dzwoni telefon. Dziennikarz prosi o komentarz.
– Ale w jakiej sprawie?
– To pani nie wie? Pułkownik Pattakos, minister spraw wewnętrznych, pozbawił panią greckiego obywatelstwa. Według niego jest pani wrogiem ludu i wyrządziła pani moralną i gospodarczą krzywdę Grecji. Oprócz obywatelstwa traci pani także pozostawiony w Grecji majątek.
– …
– Pani Mercouri, pułkownik Pattakos oświadczył, że nie jest już pani Greczynką. Chciałaby to pani jakoś skomentować?
– Urodziłam się Greczynką i umrę Greczynką. Pan Pattakos urodził się faszystą i jako faszysta umrze.
Junta strzela sobie w stopę, a Melina ponownie rozkwita. Wszystkie media znów cytują niepokorną Greczynkę. Fraza jest chwytliwa, razem ze zdjęciem aktorki szybko trafia na nagłówki gazet i plastikowe emblematy sprzedawane w nowojorskich sklepach, które ludzie przyczepiają sobie do koszul i klap marynarek”

Artykuł http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,13974765,Niepokorna_Melina_Mercouri___ostatnia_grecka_bogini.html

„Spośród kolegów z liceum Ioannis nie jest jedynym, który jeszcze nie pracuje. To raczej ci, którzy już zarabiają, są w mniejszości. Z dwudziestu kilku – może dwóch, może trzech. Od dawna nie jest łatwo o dobrą pracę, więc rodzice radzą przeczekać. Nie po to dzieci tyle lat studiowały, uczyły się komputerów i obcych języków, by teraz kelnerować, zmywać gary, robić kawę. W domu miejsca jest dość, a jedzenia nie brakuje. Gdzie im będzie lepiej? Kto im lepiej niż mama ugotuje? Niech szuka sobie żony, niech znajdzie sobie męża. Rodzice wyprawią wesele na pięćset osób, wybudują nowożeńcom dom albo oddadzą piętro swojego, urządzą kuchnię, łazienkę, salon, a swatowie zadbają o samochód, telewizor, laptop i podróż poślubną. Tradycyjna grecka rodzina. Przez chwilę będzie spokój, ale później zaczną się pytania o wnuki. Że już pora, już czas. Stać was, nie martwcie się, pomożemy. Zresztą jeszcze rok i zwolni się to zaklepane miejsce w urzędzie miasta. Będzie dobra praca i pewne pieniądze. Wujek przecież obiecał.
Wujek albo ojciec, ciotka, kuzyn, przyjaciel rodziny, dobry kolega, dyrektor, kierownik, naczelnik, profesor, biznesmen, lekarz, oddziałowa, piosenkarz, aktor, poseł, minister. Wizma. Wizma to ktoś, kto ma kontakty i możliwości, dojścia i układy. W pierwszej kolejności dba o swoich najbliższych, o to, by jego własne dzieci nie zostały na lodzie, dopiero później zajmuje się obietnicami sprzed lat. Im ważniejszy wizma, tym więcej może obiecać.
Osiem lat temu, przy trzeciej albo czwartej szklance ouzo, dyrektor miejscowej szkoły poradził ojcu Ioannisa: „Niech twój młody idzie na biologię”.
– Głupi byłem, nie mogłem się na nic zdecydować, nie wiedziałem, co chcę studiować i posłuchałem ojca. Teraz żałuję – mówi Ioannis.
Chodziło o szykujący się wakat w lokalnym gimnazjum – dla nauczyciela przyrody. Dobra praca, łatwa, blisko domu, zawsze pewne pieniądze, długie wakacje, szybka emerytura. To główne składowe dzisiejszego greckiego marzenia. Dyrektor i ojciec Ioannisa stuknęli się szklaneczkami z mętną zawiesiną – załatwione, umowa stoi. Ioannis nie wie, co ojciec zaoferował w zamian – pewnie łapówkę. Szkoda, że wyrzucił pieniądze w błoto, bo Ioannis nie zamierza wracać do Arty i zatrudniać się w szkole. Oznajmił to rodzicom podczas niedawnej wizyty w domu – uprzejmie, ale kategorycznie. Wybuchła kłótnia. Ojciec się wściekł i spurpurowiał, bo wyszedł na głupka. Wizma się obraził i odmówił wspólnego pieczenia barana na Wielkanoc. Niewdzięcznik Ioannis nie ma teraz lekkiego życia. Matka wymownie milczy, trąc ogórki na tzatziki, a ojciec ledwo odburknie „dzień dobry”. Co z tego, że Ioannis nie lubiłby pracować jako nauczyciel? Że nie ma powołania? Że ma inne ambicje i plany? A czy ktokolwiek lubi swoją pracę? Praca nie musi się podobać. Praca to nie życie. Życie zaczyna się po piętnastej.”

„Umowa‍ była taka: imigranci natychmiast kończą głodówkę, a w zamian dostają czasowe pozwolenie na pobyt i pracę. Na sześć miesięcy, po pół roku dostaną kolejne, później jeszcze jedno i jeszcze, aż okaże się, że są już w Grecji osiem lat. Wtedy ich pobyt automatycznie stanie się legalny. Dla jednych oznaczało to zaledwie rok czekania, dla innych trzy lata, dla innych pięć. Po kilku miesiącach minister obrony cywilnej zmienił rozporządzenie w tej sprawie i z ośmiu lat zrobiło się dziesięć.
Ponadto‍ wszyscy strajkujący mogą swobodnie wyjeżdżać na urlopy do swoich krajów, odwiedzać rodziny i legalnie wracać do Grecji.
– Latamy‍ przez Turcję, Tunezję albo Egipt i tak samo wracamy. Przez Włochy czy Hiszpanię do Maroka nie możemy, choć byłoby dużo taniej – mówi Abdrazak, który niedawno, po raz pierwszy od sześciu lat, odwiedził swoich starych rodziców. – Nie dla nas tanie latanie – śmieje się, bo ciągle ma w pamięci pieniądze, które musiał wydać, żeby do Grecji w ogóle się dostać. Najpierw samolot do Stambułu, później transport na granicę, w rejon Orestiady, wreszcie nocny „rejs” po rzece Ewros. Kosztowało go to cztery tysiące euro!
W‌ 2006 roku Abdrazak był jednym z pierwszych imigrantów, którzy zdecydowali się przekroczyć rzekę, zamiast przeprawić się z Izmiru na którąś z greckich wysp – wtedy pływało się raczej na Chios lub Lesbos. Dopiero gdy grecka marynarka i Frontex (w ramach akcji „Posejdon”) wzmogły kontrole na morzu, trend się zmienił.Co‍ chwilę przychodzą kolejni mężczyźni i włączają się do rozmowy. Z trudem rozpoznaję twarze, którym przypatrywałem się w Atenach, ale oni od razu poznają mnie.
– Ooooo‍ – mówią z uśmiechem. – Welcome!‌ Welcome.
– Trudno‍ znów zacząć jeść? – pytam.
– Przez‌ pierwsze cztery dni dostawaliśmy jedynie chudą zupę z ryżem, którą przynosili nam ludzie z Czerwonego Krzyża. Ciężko było to przełykać. Brało człowieka na wymioty – mówi Abdrazak. – Po powrocie na Kretę przez jakieś pół roku odzyskiwaliśmy dawną wagę. A teraz? Zobacz, jakie sobie niektórzy wyhodowali okrągłe gęby, jak im brzuchy wystają spod koszulek. Kto im uwierzy, że głodowali?
Śmiejemy‌ się, choć prawda jest taka, że głodówka mocno odbiła się na zdrowiu mężczyzn. Zimą wszyscy bardzo łatwo się przeziębiali i byli ciągle na lekach, poza tym nie mają siły, by pracować tak ciężko, jak kiedyś. Szybko się męczą i potrzebują więcej czasu na odpoczynek. Czy ich szefowie to rozumieją?
– Akurat!‍ – mówi Ahmed. – Spróbuj się spóźnić na budowę albo wolniej szpachlować, wolniej zbierać oliwki albo zrywać pomarańcze… Zresztą po powrocie z Aten prawie połowa z nas musiała szukać nowej pracy. Nasi szefowie nie mieli problemu ze znalezieniem bardziej pokornych pracowników. Wściekali się, że niby przyjeżdżamy do Grecji, jesteśmy tu nielegalnie, oni nam pomagają, a my, niewdzięczni, mamy jeszcze czelność walczyć z greckim rządem. A won mi stąd! Ale byli też tacy, którzy rozumieli i trzymali za nas kciuki.
Na‌ koniec pytam ich o mur z drutu kolczastego na granicy z Turcją. Ma być długi na dwanaście i pół kilometra, szeroki na półtora metra, wysoki na cztery. Budowa już trwa. Co sądzą?
Imigranci‌ to ludzie, nie zwierzęta.”

Z okładki: Dionisios Sturis, wieloletni dziennikarz radia TOK FM, informując o wydarzeniach politycznych i nastrojach społecznych w Grecji, relacjonował dla polskich mediów sytuacje z kraju swojego urodzenia. Podczas pobytu w Grecji szukał swoich korzeni, próbując zrozumieć kraj swoich przodków, z którego wyjechał w wieku dwóch lat, by wraz z matką i rodzeństwem zamieszkać w Polsce. Gdy odnowił więzi z greckimi krewnymi, powoli zaczął odkrywać, jak na losy jego rodziny i samych Greków wpłynęły wojny i migracje lat 40. XX wieku. Autor próbuje spojrzeć oczami Greków na sytuację w kraju, rozprawiając się ze stereotypami, według których Grecy to naród leni i oszustów, a sama Grecja to rajska kraina z folderów turystycznych.

Reklamy