Scott Carney „Czerwony rynek . Na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci.” – Na ile sposobów można sprzedać ludzkie ciało?

cover (16)Scott Carney, „Czerwony rynek”, Wydawnictwo Czarne.

Chcesz wybrać płeć, co w większości krajów jest nielegalne? Pomoże ci w tym meksykańska klinika. Jesteś za stara na zapłodnienie in vitro w Stanach Zjednoczonych? Załatwisz to na Cyprze.”

W reportażu będzie głównie o Indiach. W mniejszym stopniu autor badał takie kraje jak:  Chiny i wyznawcy Falun Gong, Meksyk,  Hiszpanię, Cypr, który „ma więcej klinik płodności w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, niż jakikolwiek inny kraj na świecie”, Stany Zjednoczone z królikami doświadczalnymi (kiedyś oglądałam reportaż o całych rodzinach, które żyły jedynie z testowania leków i do dziś nie mogę zrozumieć matki, która zachęcała swoje dzieci do pójścia w jej ślady), Izrael – „Niektóre państwa, jak Izrael, zabraniają pozyskiwania ludzkich komórek jajowych na własnym terenie, ale zwracają swoim obywatelom pieniądze za zapłodnienie in vitro, nawet jeśli zostanie ono dokonane dzięki jajom sprowadzonym z innego kraju.”

Scott Carney, który z wykształcenia jest antropologiem, poświęcił kilka lat na badania, by dowiedzieć się jak funkcjonuje rynek  organów, tkanek. Sam autor o książce :”Nie‍ skupiam się tutaj na milionach transakcji dokonywanych codziennie na czerwonym rynku. Oczywiście, bez technologii transplantacji, bez krwiodawstwa i programów adopcyjnych nie udałoby się nieść pomocy wielu ludziom. Nie musimy śledzić historii tych, którzy prowadzą szczęśliwe życie dzięki czemuś, co kupili na czerwonym rynku. To historia popytu na ludzką tkankę. Znacznie bardziej zależy mi na tym, by zrozumieć, jak owa tkanka trafia na czerwony rynek, niż jak ją się wykorzystuje. Niniejsza książka to spojrzenie na drugą stronę tego ekonomicznego równania, na stronę podaży. Jeśli jej nie zrozumiemy, nie uświadomimy sobie, jak szybko czerwony rynek może stać się polem działania światowych organizacji przestępczych. Zderzenie‌ altruizmu i prywatności niszczy szlachetne ideały, które miały być chronione przez obie te wartości. Każdy krok wzdłuż łańcucha dostaw czerwonego rynku zamienia ludzi w mięso. Handlarze, którzy kupują i sprzedają ciała, odgrywają rolę rzeźników postrzegających żywego człowieka wyłącznie jako sumę jego części składowych.”

„Potrzebujemy ogromnych ilości ludzkiego materiału, by dostarczyć uczelniom medycznym zwłok, dzięki którym przyszli lekarze dobrze poznają anatomię człowieka. Agencje adopcyjne wysyłają tysiące dzieci z Trzeciego Świata na bogatą Północ, by wypełnić luki w amerykańskich rodzinach. Firmy farmaceutyczne potrzebują żywych ludzi do testowania kolejnych superleków, a przemysł kosmetyczny przetwarza miliony kilogramów ludzkich włosów rocznie, żeby zaspokoić niegasnące zapotrzebowanie na nowe fryzury. Czasy odzianych w spódniczki z trawy ludożerców z tropikalnych wysp to już zamierzchła przeszłość – nasz apetyt na ludzkie ciało jest teraz większy niż kiedykolwiek w historii świata.”

„Kłopoty Rani zaczęły się, gdy jej mąż stracił pracę i popadł w alkoholizm. Wiecznie bez pieniędzy, Rani nie była w stanie zebrać choćby skromnego posagu, gdy wydawała za mąż swoją córkę Jayę. Mąż Jai i jej teściowa byli ogromnie rozczarowani i postanowili odegrać się na osamotnionej dziewczynie. Zmuszali ją do ciężkiej pracy, bili, kiedy uznali to za stosowne, i uprzykrzali jej życie na wszelkie możliwe sposoby. Po miesiącu Jaya wróciła do matki, pożegnała się, a potem próbowała odebrać sobie życie, wypijając prawie litr pestycydu. Kiedy Rani znalazła swoją nieprzytomną córkę, wzięła ją na ręce i zaniosła do najbliższego szpitala. Tamtejsi lekarze widzieli już sporo przypadków samobójstw popełnionych przy użyciu pestycydu, mieli więc odpowiednie środki neutralizujące działanie trucizny. Po kilku godzinach doprowadzili Jayę do stanu stabilnego, musiała jednak pozostać na oddziale intensywnej opieki jeszcze przez ponad tydzień. Rani nie była w stanie pokryć kosztów przedłużonego pobytu córki w szpitalu, a lekarze powiedzieli jej, że bez gwarancji zapłaty będą musieli przerwać leczenie. Innymi słowy, jeśli Rani nie zdobędzie szybko pieniędzy, jej córka umrze. W ciągu minionych lat tylu ludzi z Tsunami Nagar sprzedało swoje nerki, że miejscowi zaczęli nazywać obóz „Kidneyvakkam” albo „Kidneyville” (Nerkowa Wioska). Handel nerkami stał się miejscową specjalnością, a kobiety, które już sprzedały swoje narządy, pomagały przyjaciółkom skłonnym to zrobić. Handlarze oferują zwykle spore pieniądze – nawet trzy tysiące dolarów za nerkę – lecz po operacji wypłacają tylko część tej sumy. Wszyscy w obozie wiedzą o tych oszustwach, ale kobiety uważają, że lepiej dostać zapłatę znacznie mniejszą od obiecanej niż nic. (…) Kiedy już nic nie stało temu na przeszkodzie, Rani udała się do szpitala Devaki na operację. Sam zabieg przebiegł pomyślnie, ale Rani wracała do zdrowia znacznie dłużej, niż przypuszczała. Sąsiadka, która skontaktowała ją z Dhanalakshmi, czuwała przy jej łóżku dzień i noc, lecz po trzech dobach szpital wysłał Rani do domu, choć jej rany wcale się jeszcze nie zagoiły. Kiedy tydzień później przyszła do szpitala na kontrolę, lekarze udawali, że jej nie rozpoznają. Jak można było przewidzieć, w czasie gdy Rani przechodziła rekonwalescencję, Dhanalakshmi zniknęła bez śladu. Okaleczona kobieta zrozumiała, że została oszukana. Teraz ból w boku nie pozwala jej skorzystać z jedynego dostępnego sposobu zarobkowania: pracy fizycznej na miejscowych budowach. Kiedy pytam ją, czy warto było zdecydować się na taki krok, odpowiada: – Handlarzy trzeba powstrzymać. Mój prawdziwy problem to bieda. Nie powinno dochodzić do takich sytuacji, że muszę sprzedać nerkę, by uratować życie córki.”

Reklamy