Josef Skvorecky Przypadki inżyniera ludzkich dusz – Świństwa powtarzają się w wariantach, których schematy są do siebie zawstydzająco podobne. Ab initio orbis terrarum.

Josef Škvorecký  Przypadki inżyniera ludzkich dusz, Pogranicze 2008, seria Meridian, przekład Andrzej S. Jagodziński – jeśli na serio ten Pan tłumaczył Inżyniera… przez 20 lat, to gratuluję wytrwałości, warto było.

Josef Škvorecký Przypadki inżyniera ludzkich dusz, podtytuł: Entertainment ze starymi tematami życia, kobiet, losu, marzeń, klasy robotniczej, tajniaków, miłości i śmierci
Dziennik z dnia 03.12 2009, fragment wywiadu z autorem: Wiadomo, że inżynierami ludzkich dusz nazywano pisarzy, ale dlaczego pan użył tego zwrotu jako tytułu powieści? Rzeczywiście role inżynierów dusz przypisał pisarzom Stalin, więc tytuł jest ironiczny. Inżynier musi swój projekt bardzo dokładnie zaplanować, z dokładnością co do milimetra. http://kultura.dziennik.pl/ksiazki/artykuly/103957,szkvorecky-cos-dodalem-cos-ulepszylem.html

Literatura na Świecie 2007, nr. 3-4 (numer monograficzny poświęcony Josefovi Škvoreckiemu).

Z okładki: Przypadki inżyniera ludzkich dusz to opowieść o pięćdziesięciu latach totalitaryzmów w naszej części Europy – napisana bez patosu, z humorem, ironicznym dystansem i autoironią. Tak, jak potrafią Czesi – Hrabal, Kundera, Filip czy właśnie Josef Skvorecky. To najważniejsza powieść tego autora, jego arcydzieło. Zabawne anegdoty i dramatyczne historie, pierwsze młodzieńcze miłości i pierwsze spotkania ze śmiercią, żart i groza „absurdalny teatr świata”. A wszystko to, w drobnych epizodach, połączonych ze sobą metodą montażu filmowego, tworzy niezwykły kolaż literacki i panoramę ludzkich losów. Choć powieść powstała przed trzydziestu laty, jej przesłanie jest (niestety) wciąż aktualne. Bo jak mówi narrator: „Świństwa powtarzają się w wariantach, których schematy są do siebie zawstydzająco podobne. Ab initio orbis terrarum”

Ponad osiemset stron świetnej prozy, przy której czas płynie niezauważenie, trudno się nudzić, kiedy w rękach ma się Przypadki inżyniera ludzkich dusz Josefa Škvoreckego. Książka składa się z siedmiu rozdziałów, z których każdy zatytułowany jest nazwiskiem innego pisarza: I. Edgar Poe, II. Nathaniel Hawthorne, III. Mark Twain, IV. Stephen Crane, V. Francis Fitzgerald, VI Joseph Conrad (Józef Korzeniowski), VII. Howard Lovecraft.

Opis wydawcy: Jest to napisana z ironicznym dystansem i autoironią powieść o Czechach drugiej połowy XX w. Jej osią są wykłady z literatury angloamerykańskiej prowadzone na kanadyjskim uniwersytecie przez czeskiego emigranta, prof. Daniela Smirzickiego. Na ten konstrukcyjny szkielet nanizane są komiczne anegdoty i dramatyczne historie, wspomnienia pierwszych miłości i pierwszych spotkań ze śmiercią, żart i groza. Wszystko to w drobnych epizodach połączonych metodą montażu filmowego tworzy kolaż literacki, panoramę ludzkich losów i wspaniałą galerię postaci – „absurdalny teatr świata”. 

Fragmenty:
– Bardzo przepraszam, to moja wina. Wydawało mi się, ze przedstawiłem się pani Santnerovej jako Novotny. Wybrałem takie popularne nazwisko i wszystko mi się pokręciło. Naprawdę nazywam się Novak. (…)
Spytałem Novaka, co to za rękopis.
– Wspaniały-  stwierdził. – Prawie osiemset stron. W Pradze tego nie wydadzą, bo autor nie jest w Partii.
Tam mogą publikować tylko partyjni.
– Jak się nazywa?
– Kropaczek.
-Kropaczek? Kropaczek? To pseudonim?
-Nie, on chce wydać pod własnym nazwiskiem. Nie boi się.
– A czy kiedyś już coś publikował?
– Nie, to jest takie ostre, ze nie chcieli mu wydać nawet za Dubceka.
– Powieść?
– Tak, powieść. Świetna!
– Czytał ją pan?
– Niestety nie. Nie miałem czasu. Ale rodzice mojego kumpla mówią, ze to świetne. Strasznie ostre. Prawie osiemset stron.
Nie zgodził się jednak wręczyć mi rękopisu w kawiarni. Podejrzliwie spoglądał to na krwiożerczą Murzynkę, to na sztuczne brzoskwinie na głowach staruszek (były tam zapewne ukryte mikrofony). Zażądał, żebym zaprowadził go gdzieś, gdzie nikt nas nie może widzieć. Wobec tego poszliśmy do toalety.
Nie było tam nikogo, lecz mimo to kurier nalegał, żebyśmy się zamknęli w kabinach, każdy w innej. Okazało się, że nie miał drobnych. (…)
– Niech pan posłucha – oświadczyłem. – To jest absurdalne. Proszę wyjść, tu nikogo nie ma. Da mi pan ten rękopis, co zajmie pół sekundy, i wyjdziemy.
Czekałem. W kabinie panowała cisza. Wreszcie Novak odezwał się:
-Niech pan tu wejdzie.
Więc wszedłem. I właśnie w tej chwili, gdy zamykałem za sobą drzwi, dostrzegłem kątem oka, że do toalety wchodzi dwóch następnych klientów w roboczych bluzach. Wątła nadzieja, że przychodzą tylko za małą potrzebą, wkrótce zgasła, bo śpiesznie rzucili się do drzwi wolnej kabiny i oczywiście natychmiast zorientowali się, że slot jest zapchany.  (…)
– Mamy po ptokach- szepnąłem do ucha emisariusza, które miałem tuż przy swych ustach.


Marie się roześmiała. Zachodzące słońce zmieniło jej wydatne wargi w malinę. Boże, pomyślałem sobie, czy rozmowa nie jest istotą wszelkiej rozkoszy człowieka?
– Ależ ja ci wierzę – powiedziała Marie. – Panowie zawsze wolą blondynki.
– Ja cię naprawdę kocham, Marie.
– Ja ciebie też. Jak myślisz, dlaczego nie wyszłam za ciebie?
– No nie wiem – odparłem markotnie. – Z powodu tej schizofrenii.
– To też. Ale zwłaszcza dlatego, że byłeś takim nierzeczywistym ukochanym. Nie chciałam cię stracić w jakiejś beznadziejnej rzeczywistości. (…)
-Nie zmieniłem się – odparłem z dumą. – I nawet nie chcę. Nie zmieniać się to znaczy pozostawać wiernym. I widzieć wszystko niezużytymi oczami. Jedyna ewolucja to ewolucja na gorsze. Takie jest prawo natury.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s