Jean Hatzfeld „Strategia antylop” – ludobójstwo w Rwandzie

strategia_antylopJean Hatzfeld „Strategia antylop”  Wydawnictwo Czarne Wołowiec 2009, reportaż przełożył Jacek Giszczak
Jean Hatzfeld – reporter, korespondent wojenny, urodzony w 1949 roku. Pierwsza jego książka o Rwandzie „Nagość życia„, kolejna „Sezon maczet„.

„A kiedy już się zdawało, że zabójcy nas łapią, pierzchaliśmy na wszystkie strony, by każdy mógł mieć szansę. Tak naprawdę przyjęliśmy strategię antylop”

Książka zaczyna się od wstępu pani Olgi Stanisławskiej, który jest niezwykle istotny i wiele wnosi do tematu. Na 16 stronach pani Stanisławska wprowadza czytelnika w problematykę ludobójstwa w Rwandzie i powstania książki. Autorka przytacza Hannah Arendt, piszącą o tym, iż w koloniach „Europa dokonała dwóch podstawowych wynalazków, na których po latach miał oprzeć się nazizm. Pierwszym z nich była właśnie rasa, drugim zaś biurokracja”

Ze wstępu pani Olgi Stanisławskiej: Dwanaście lat po ludobójstwie „Strategia antylop” powraca na wzgórza Nyamaty. Powraca do świadectw ofiar, i do opowieści morderców. Opowiada o czasie, który upływa, o powolnym konstruowaniu prywatnej i zbiorowej pamięci. (…) Na wzgórzach Nymaty mieszkają dziś obok siebie, w najbliższym sąsiedztwie, przez płot, przez drogę, mordercy i ci, których bliscy zginęli od ich maczet.”

Kiedy czytam o ludobójstwach tzw. „współczesnych” nie mogę wciąż uwierzyć, że ludziom nadal łatwiej jest uczyć historii niż ją zmieniać. Nie podając przykładów, chyba każdy wie, że są ludobójstwa te z przeszłości, o których trąbi się dookoła, a o teraźniejszości lepiej milczeć, nie reagować, niech zmieni się w historię.

Nie wiem, czy to zamierzone, ale układ książki powoduje, że początkowo czytelnik może odebrać mylne wrażenie że Tutsi i Hutu radzą sobie z przeszłością. Im dalej w głąb książki, zwłaszcza w końcówce rysuje się nieco odmienny obraz. Również w głębi książki dowiadujemy się, że to nie było po porostu mordowanie niedawnych sąsiadów Tutsi, ale znęcanie się nad dziećmi, kobietami, okaleczanie – czerpanie przyjemności z zadawania bólu.

„Fulgence Bunani „W dziewięćdziesiątym czwartym skończyliśmy z Tutsimi, padły ostre słowa. Nie chcieliśmy już słuchać ich zalęknionych pozdrowień. Mówiliśmy, że to karaluchy, w barze śmialiśmy się z ich bliskiego końca. W czasie rzezi śpiewaliśmy szalone pieśni, w kapeluszach z trzciny na głowach, wyzywaliśmy ich, wznosząc zakrwawione maczety, szydziliśmy, kiedy błagali o łaskę. Teraz rozmawiamy. O tym, jak leci, czy wszystko w porządku, jak rodzina, jak idzie praca w polu… Mówi się o zasiewach, unikając złych słów. Staramy się być uprzejmi dla wszystkich. Ocalonych bardzo dziwią nasze pojednawcze słowa. Ale gdy coś się nie powiodło, trzeba się przecież zmienić”

„Elie Mizinge:
„Na bagnach Nyamwizy papirusy bardziej było czuć śmiercią niż mułem. To jedyna rzecz, która nam przeszkadzała, ale nie na tyle, żeby nas wystraszyć i powstrzymać rękę z maczetą. Czuliśmy odór, nie śmierć. Prawdę mówiąc, śmierć prześladowała mnie tylko w celi. My, zabójcy, nie zapominamy żadnego z naszych fatalnych występków. Istnienia, które odebraliśmy, stoją w naszej pamięci szeregiem. Ci, którzy twierdzą inaczej, to kłamcy……..

Rwanda -kraj tysiąca wzgórz, była kolonia belgijska (to Belgowie w 1931 roku wprowadzają dokument tożsamości określający pochodzenie etniczne), od 1962 roku niepodległy kraj. Rwandę zamieszkują głównie ludy Hutu(stanowią ok. 90%) i Tutsi (ok.9%), to między nimi w 1994 roku doszło do walk, podczas których zginęło około 800 tysięcy ludzi.